Little first anniversary and others.


Witajcie!
Mój dzisiejszy dzień jest trochę zakręcony. Jak co dzień miałam nieco papierkowej pracy z rana, czeka mnie jeszcze jedno zlecenie na dziś i blogowanie, ale dzisiejszy dzień jest wyjątkowy pod jednym względem- dziś mija rok odkąd odeszłam z pracy na etacie w korporacji i dokładnie 1.02.2014 r. założyłam swoją firmę.

Te kilka miesięcy minęło tak niepostrzeżenie, że w sumie dopiero wczoraj pomyślałam sobie: "O rany, jutro mija ROK!". Robiąc to, co się lubi, czas nie wlecze się tak w nieskończoność, od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. 

Przez te pierwsze miesiące własnej firmy bywało dość ciężko, głównie przez fakt, że weszłam do zupełnie nowej branży, której jeszcze nie znałam dobrze, nie znałam też panujących tam zwyczajów, praw i zasad, ani też tego, ile tak naprawdę mogę zarobić. W mojej głowie wciąż przewijało się mnóstwo wątpliwości, czy będę miała zlecenia, czy zarobię cokolwiek, czy dobrze, że zrezygnowałam ze stałej, cieplutkiej posadki w korpostacji. Rzuciłam się na totalnie głęboką wodę, bez żadnych zapasów. Ale postanowiłam nie wracać do tego, co było, tylko iść naprzód, robić coś innego, coś, co będzie mnie rozwijać, w czym będę mogła też wykorzystać moje socjologiczne wykształcenie. Ukończyłam ten kierunek, bo chciałam pracować w reklamie, marketingu, uczestniczyć w ciekawych badaniach. A co robiłam? Wszystko, tylko właśnie nie to!
Moja frustracja pod koniec roku 2013 była już tak duża, że nie mogłam już rano normalnie wstać do pracy. I wtedy powiedziałam sobie: dość! Mam jedno życie i nie jest ono warte poświęcenia dla pracy, której nienawidzę. Szkoda mi tych wszystkich dni, podczas których odliczałam minuty do wyjścia, a raczej wybiegnięcia z biura do domu, dlatego wiedziałam, że nie będę tak dłużej żyła.
Mój charakter skorpiona- jedynaka dał o sobie znać:-) 

Po roku mogę stwierdzić, że stuprocentowo nie żałuję swojej decyzji! Z miesiąca na miesiąc moje zarobki wzrastają, a zadowoleni klienci wracają z nowymi zleceniami (TUTAJ możecie zobaczyć, czym się dokładnie zajmuję). Pracuję kiedy chcę, wybieram sobie dowolne pory na przerwy. Nawet, jak przestanie mi się to kiedyś opłacać, to zawsze będę miała doświadczenie, które przyda mi się w lepszej pracy stacjonarnej. 
Postawiłam na siebie, poszłam za głosem serca nie rozumu, a takich decyzji nie żałuje się nigdy. Plusów pracy jako freelancer jest mnóstwo, są też i minusy, jak wszędzie, wiadomo. Ale póki co jestem strasznie zadowolona i szczęśliwa, i wiem, że nigdy nie wrócę do takiej pracy, jaką miałam w korporacji, po której zostało mi tylko trochę uprzykrzających życie problemów zdrowotnych.

Mam swoje biuro w domu, jestem 'bizneswoman' w ciekawej, intensywnie rozwijającej się branży reklamowej, a to wszystko nie odbyłoby się dzięki mojemu kochanemu i cudownemu mężowi, któremu z całego serca dziękuję za ogromne wsparcie i pomoc!!! (normalnie tekst jakbym odbierała Oscara)













No i oczywiście mój kochany Franiutek, który codziennie podczas mojej pracy siedzi mi na kolanach i przysypia :-)))  Najukochańszy pies na świecie <3 <3<3- i to też była najlepsza decyzja w schronisku w Elblągu:-)
 (a dopiero potem okazało się, że to rasowy hawańczyk).


Dobrze, starczy tych łzawych historii, czas to opić! :D
Ażeby tradycji stało się zadość, nowa dekoracja w pokoju dziennym, ponieważ biurko powędrowało pod ścianę.









Miłej niedzieli wszystkim!

1 komentarz:

  1. gratulacje i wielkie uznanie dla Twojej odwagi:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com