What happend last weekend.

Witajcie w słoneczną środę!

Dzisiaj post w stylu 'znalezione- nie kradzione'. Mój mąż w miniony weekend buszował w domu swoich dziadków na Warmii. Aj, cóż on przytachał- no brak słów <3

Przed wyjazdem został oczywiście dokładnie poinstruowany, czego ma poszukiwać. I nie ma co się śmiać, bo już nie raz były sytuacje, kiedy to zachwycona jakimś przedmiotem podskakiwałam na kanapie "O! Takie coś muszę mieć!", na co mój mąż odpowiadał ze stoickim spokojem: "A takie coś to ja widziałem przy śmietniku wczoraj, ale nie brałem, bo nie wiedziałem, czy będziesz chciała. Dziś szedłem rano, to już nie było". Cóż, no tylko pozostało mi tedy wyjść z pokoju, żeby się dotlenić. 

Tak więc w zeszły piątek kazałam mu przeglądać mojego Instagrama- pieczołowicie i dokładnie, żeby potem nie było :-) Koniec końców, jestem bardzo zadowolona z łupów! 
Rzeczy wyszorowałam, poustawiałam i jest pięknie:)

Na pierwszy rzut prezentuję trzy stołki, w których jestem zakochana od pierwszego wejrzenia. Jeden powędrował do dużego pokoju (obok niego wkrótce zawita nowy- stary fotel), drugi do sypialni (która przechodzi obecnie małą przemianę), a trzeci stoi przy kuchennym barku. 

Dwa z nich są takie same, z piękną, odrapaną farbą w miętowo- pomarańczowych kolorach i na metalowych, krzyżakowych podstawach. Trzeci to stołek do perkusji (takie to dziadki mają skarby!), ze skórzanym pokrowcem w kolorze toffi i na nodze trójkątnej. Jest więc celowo nieco przekrzywiony w przód, ale stoi stabilnie i dobrze się na nim przy wyspie przysiada :) Na zdjęciu poniżej widać też oryginalne bilardowe kule i szklaną butelkę, które przyjechały razem ze stołkami. Bile trafiły do wazonu, zaś butelka czeka na jakąś roślinkę.









 Poniżej stołek w sypialni przy łóżku- jest praktycznie dokładnie taki sam, jak ten z bilami.  


Innym łupem były jeszcze dwie zielone butelki (które pochodzą z olsztyńskiego antykwariatu i trafiły na parapet do sypialni) oraz stara mapa Polski z 1957 roku (wisi w kuchni). 




Mój kochany przywiózł mi też malutki odważniczek i przepiękny, ręcznie robiony notes w jutowej oprawie i z bordową pieczęcią, która jest jednocześnie magnesem do zamykana (plus taki sam w zielonej skórze). 



Jak Wam się podobają moje łupy? 
My dziś montujemy nowe małżeńskie łoże :-) Powoli sypialnia zaczyna wyglądać po mojemu. 

Miłego dnia!

CONVERSATION

5 komentarze:

  1. Za ten taboret jest wielka zazdrość! Cuda:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te obdrapańce są piękne. I bile też. Ja też kiedyś przez przypadek znalzałam na śmieciach krzesełko, takie chyba na łowienie ryb, bo malutkie i składane, ale drewniane. Przemalowałam i stoi u dzieci w pokoju. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie łupy są najlepsze, a ile emocji i radości :D

      Usuń
  3. Przepiękny efekt.
    Zapraszam do zapoznania się z ofertą mojej firmy zajmującej się sprzątaniem różnego rodzaju pomieszczeń.

    OdpowiedzUsuń

Instagram