W kuchennym klimacie czyli puszki i skrzynki.


Hej, hej w piątkowy dzień :)
Rany, tygodnie uciekają mi tak szybko, niedawno był weekend, a jutro znowu weekend?! Masakra.

Już nie mówiąc o tym, że zaraz koniec kwietnia i maj... nie wiem, kiedy zaraz zleci połowa roku. Mimo tego, że nie pracuję na etacie i nie wracam do domu o 19, to i tak mam wrażenie, że czas płynie zdecydowanie za szybko. Za szybko do mojej 30- tki, o mamusiuuuu!!! 

Dziś post w kuchennym klimacie, bo pojawiły się w mej chałupie dwie śliczne puszeczki. Czarniuchne, metalowe, z białymi napisami i drewnianymi nakrywkami. Powędrowały na parapet, żebym sobie mogła oczy nimi nacieszyć, kiedy zmywam :-D Pomimo napisu 'sugar' tam też powędruje herbata, bo my z Krzysztofem herbaciani jesteśmy ludzie nie kawowi, więc wszędzie tylko walają się różne saszetki. Nie chciałam jednak, by obydwie były identyczne, więc jedna ma przekornie napis inny. Cukier trzymam w przezroczystym słoiku od House Doctor, ale tak naprawdę używam go rzadko i słodzę nim tylko owsiankę. 

Zdjęcia wyszły nieco ciemnawe, bo oto dziś w Borkowie wyszło po długich modlitwach słońce. 
No i uchwyciłam też moją nowiuśką bateryję (firmy Berg) od Sanit- Express, którą wygrałam w tym konkursie za planszę moodboard. Muszę przyznać, że jest idealna. 













Industrialne klimaty to jest to, co zdecydowanie kocham najbardziej. Wszystko, co stare, oryginalne, nieperfekcyjne, niedokończone, używane- to jest to, co przemawia do mnie w 100 procentach. 
Lubię, jak coś ma charakter, a nie taką bezpłciową formę.W przyszłości widzę siebie albo w jakimś lofcie, albo w jakimś starym domku z werandą, gdzieś na wsi. Póki co te klimaty muszę przenieść do bloku, tak więc skleciłam w kuchni w końcu skrzynkowy regał. 





Lubię wyszukiwać przedmioty oryginalne, takie, których nikt nie ma. Niestety, obecnie jest tak wielki szał na skandynawski styl, że niektóre przedmioty choć ładne, to już stoją w co drugim domu. I nawet jakbym chciała, to nie kupię, bo już tyle ich widzę na Instagramie, że jeszcze we własnym domu to będzie za dużo i radochy mi już nie zrobią. Oczywiście mam też rzeczy, które podbiły wnętrzarski świat (jak choćby torba Le Sac), ale staram się nie obstawiać nimi naokoło i łączyć z przedmiotami z duszą.

Swego czasu zakochana byłam w drewnianych skrzyneczkach z H&M Home, ale też jakoś tak zawsze szkoda mi było tych 50 zł na kilka zbitych desek, by wstawić w nie oliwę i szklankę, już nie mówiąc o tym, że prawie każdy je ma. Zbiłam więc sobie z palety ową skrzyneczkę sama i postawiłam na kuchennym barku. Przydałby się na niej może jakiś napis, może poszukam gotowego szablonu, bo u mnie słabo z DIY :)





Rzadko pokazuję mój kuchenny aneks, bo to zawsze jakieś takie 'dzieło' nieskończone- ciągle coś zmieniam, przestawiam, dokupuję. Na dzień dzisiejszy muszę wymienić ścienny kinkiet, czajnik na jakiś retro no i koniecznie lodówkę, najlepiej na czarnego SMEGa (haha, to może za 100 lat).

Na koniec jeszcze ujęcie dużego pokoju i mój nowy nabytek- piękny wazon House Doctor z wyprzedaży. 



Miłego dnia!

6 komentarze

  1. U mnie w kuchni również wszystko ma swoje miejsce w odpowiedniej puszce lub słoiku :) Ostatnio wypatrzyłam świetną puszkę w kształcie wazonu z herbatą w środku. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed kupieniem jej. Jak na razie puszka służy do przechowywania ów herbaty, a później wymyślę dla niej jakieś specjalne zastosowanie. Wazonik znalazłam tu http://kawa-czy-herbata.pl/product-pol-847-Herbata-Chelton-Wazon-Bratkow-150g.html

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ładna kuchnia! Puszki urocze a bateria super! Gratulacje wygranej bo widać konkurencja była spora :)
    pozdrawiam i zapraszam również do mnie: www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem Ci tak, napiszę.....czytam i uśmiecham się pod nosem, bo jakbym widziała siebie, to o szukaniu unikalnych rzeczy, z duszkiem, ręką ludzką zrobionych, że styl skandynawski spoko, ale ........co za dużo, to i krowa nie zje....bo też go lubię, owszem, ale dzisiaj każdy ma taki sam dom, te same szklanki, duperele.....więc latam po targach staroci i szukam.
    Ciągle coś zmieniam, przekładam, dokładam....jakby to jeszcze nie było TO....
    Marzę o lofcie, ale bardziej o domku z drewna...takie tam...chyba podobne jesteśmy do siebie :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie chyba tylko na pewno :-)))

      Usuń