Mój dom jest spójny ze mną.


W sumie jak mogłoby być inaczej. 

Jeśli czytaliście któreś z moich wcześniejszych postów, to dobrze wiecie, że kocham we wnętrzach styl vintage i boho. Dziwne by było, gdybym teraz nagle ujawniła się w kieckach pełnych lateksu i cekinów. Mój dom to pełne odzwierciedlenie mojego własnego stylu ubierania się i filozofii życia. 


Tak wygląda moja garderoba, a właściwie ubraniowy kącik w sypialni. Nie ma tego wiele, ale właściwie po co mi więcej. Kiedyś miałam małe, osobne pomieszczenie na ciuchy, ale kiedy zrobiłam rewolucję w swoim życiu zawodowym, zrobiłam też w ubraniach. Zostało tylko to, co naprawdę lubię, w czym dobrze się czuję i co tak naprawdę noszę. Staram się ograniczać ilość posiadanych rzeczy i w kwestii ubrań to mam właśnie to, co widać powyżej (za wyjątkiem bielizny, kilku par butów oraz kilku wielgachnych, zimowych swetrzysk, które zapakowałam na czas letni do piwnicy). Mam też jeszcze dwie większe torebki, które również zimują w skrzyni w dużym pokoju. 

 
 Urządzenie tego kącika zajęło mi jakieś pół godziny. Jest to zwykły reling z Ikea, również tej firmy wiszące półki z materiału na cienkie topy. Stołek jest z domu dziadków mojego męża, tak jak i stolik. Drzwi oparte o ścianę są ze śmietnika. Kule papierowe z allegro po 1,50 zł sztuka. Dywaniki z allegro po 12 zł sztuka.


 Ubrania wyszukuję w różnych miejscach, najczęściej w vintage shopach, w secondhandach i w Internecie. Uwielbiam markę Monki i to ciuchów tej firmy szukam najczęściej lub zamawiam z ich strony na wyprzedażach. Kupowanie ciuchów nie jest moją jakąś pasją, przynajmniej w o wiele mniejszym stopniu, niż kiedyś. Wolę mieć ubrań mniej, ale takich oryginalnych i ta zasada przekłada się również na wnętrza. 

 Bardzo lubię ubrania w stylu vintage, boho sukienki, długie swetry, kamizelki, sukienki i spódnice. Mam tylko trzy pary jeansów, bo rzadko je noszę, za to kocham połączenie tunika+ legginsy i tak chodzę najczęściej. Odkąd pracuję w domu jest to bardzo wygodne i do tego nie jest dresem ;-)

 Uwielbiam torebki i te muszą być naprawdę super- wybieram tylko pojedyncze egzemplarze, najlepiej ze skóry. Nigdy nie kupiłam i nie kupię torebek z PCV z sieciówek, które kosztują ponad 100 zł, są marnej jakości i nie posiadają żadnych walorów estetycznych. 

 Tak, jak lubię kolor w mieszkaniu, tak też lubię ciekawe ubrania w nasyconych barwach. Jestem naturalną brunetką i pasują mi zimne, mocne kolory, jak fuksja czy kobalt. 



Z butami sprawa ma się identycznie, jak z torebkami- lubię wyszukiwać ładne, skórzane okazy w stylu vintage. 

 I to by było na tyle, jeśli chodzi o moją garderobę. Urządzona została bardzo małym kosztem, widzicie też łóżko z europalet, stare stołki, kilka książek, świeczki, kilka roślin (wciąż za mało).

Często kiedy oglądam wnętrza innych ludzi to strasznie podoba mi się to, że ich domy są urządzone w podobny sposób, jak sami się ubierają, albo jakie zawody wykonują. To wszystko stanowi takie piękne dopełnienie całego obrazka, jak dopasowane do siebie puzzle- idealna kompozycja. Po mnie samej można już wywnioskować, jak mogę mieć urządzone mieszkanie i że drzemie we mnie artystyczna dusza.
No, bo czy patrząc na moją garderobę widzicie mnie jako poważną panią z urzędu? Hahah, no chyba nie za bardzo ;-D

Miłego poniedziałku!

2 komentarze:

  1. No jakbym widziała moją sypialnię... Łóżko z palet (tyle, że ja mam obite, bo palety nie pierwszej młodości, żeby dzieciom drzazgi w różne miejsca nie powchodziły) i stojak z ikei :) Ja jeszcze mam na ścianie powieszone dwa relingi na chustki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Kocham palety, zrobiłabym z nich chyba wszystkie meble :-D

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com