Potrójne DIY i kuchenne gadżety.


No to mamy kalendarzowe lato :-) Nie żebym się jakoś specjalnie ekscytowała- moją ulubioną porą roku niezmienne jest jesień i zima, i tak już zostanie for ever and ever.

W upały niemiłosiernie męczę się, sapię, kleję, ciśnienie mam niższe, niż moje zwykłe ultraniskie, więc ten letni czas przespałabym niczym niedźwiedź ten zimowy. Nic mi się nie chce, a moje marzenia w tym okresie ograniczają się do marzeń o największym możliwym klimatyzatorze. Ale takie kalendarzowe lato, jakie jest dziś w Trójmieście, to akurat lubię- wieje, jest 18 stopni i się chmurzy, więc będzie padać. Oł jea!

Kiedy jest optymalna dla mnie temperatura i odczuwam jakikolwiek komfort termiczny (rzadko, bo rzadko, ale jednak), to mam zdecydowanie więcej chęci do prac domowych. Tu wzniosłam się na wyżyny czynności manualnych w moim wykonaniu, bowiem w tym mini kącie kuchennym zmieściły się aż trzy me własne wykonania DIY, czyli jak na brak jakichkolwiek zdolności do robótek ręcznych jest to dla mnie sukces, którym muszę się pochwalić wszem i wobec, i całemu Internetowi pokazać co umiem sama wyczyniać. 

Mój aneksik kuchenny jest zagospodarowany dziwnie, bo uparłam się na zlew pod oknem. Ze zlewu się cieszę, ale między szafkami została taka sobie dziura (taki ze mnie projektant!), która z kolei mnie mocno wkurzała. Zrobiłam więc trzyetapowy projekt DIY- półkę z płyty OSB, pod spodem spiżarkę osłoniętą zasłonką w stylu vintage, a nad tym wszystkim zawisł kijaszek z gdańskiej plaży, na którym zawisły haczyki i różne, kuchenne przybory.

Tak wygląda wykonana przeze mnie półeczka ze słodką spódniczką i owy kijaszek na miętowych sznureczkach.







 


Kiecka w kolorze różu to ucięta zasłona z Ikea, którą kupiłam w weekend na wyprzedaży (29,99 zł za dwie, trzymetrowe zasłony). Nie bardzo miałam pomysł, jak ją zawiesić, więc znanym sobie jedynym słusznym wyjściem przybiłam ją na milion gwoździ. Pewnie można to zrobić nieco bardziej praktycznie, ale miszczem DIY to ja nie jestem i nigdy pewnie nie będę, więc wpadłam tylko na to. Zrobiłam takie oto fikuśne zakładeczki i gotowe.



 


Kijek to pomysł podpatrzony w sieci. Spotkałam się z wykorzystaniem go w postaci holdera na ręcznik papierowy (np. u Uli z InteriorsDesignBlog) albo podpórki do kabla z żarówką (super patenty!). Ja zawiesiłam go na miętowym sznureczku z House Doctora, na niego zahaczyłam wieszaczki z Ikea. Kijek darmowy, sznurek za 10 zł, haczyki już miałam na szynie. I oto kijek wygląda tak:





W kuchni przybyło też kilka nowych gadżetów. Lubię kupować nowości do mieszkania, wolę to, niż nabywanie kolejnych ciuchów czy kosmetyków. To zdecydowanie mój nałóg!

W miniony weekend pojawiło się lunchboxowe, metalowe pudełko House Doctor, które ja akurat wykorzystuję na przechowywanie tabetek :-P Ale zastosowań można znaleźć mu pewnie miliony.
Pudełko dorwałam na przecenie z 38 zł na 19. 



 Na allegro kupiłam też taką śmieszną, bezprzewodową lampeczkę w kolorze zbliżonym do półkowej kiecki (7 zł). Daje fajne światełko, gdy wstaję w nocy podjadać. 




Nowością jest też sól kuchenna. Nie dość, że fajnie wygląda (gadżeciarska, szklana butelka), to jeszcze jest zdrowa, bo to różowa sól himalajska Arom Moulin Sel, wyprodukowana we Francji. Polowałam na nią trochę, aż w końcu znalazłam ją w TK Maxx- znajdziecie ją tam w dobrej cenie 25 zł (normalnie 38 zł). Polecam!


 

 No i wisienka na torcie- melaminowy kubek Pantone w kolorze Radiant Orchid, czyli kolorze roku zeszłego. Tego czy tamtego- mi to bez różnicy, ważne, że wylicytowałam to cudo za 20 zł. Of kors pić z niego nie będę- hellooł! Wylądują w nim słomki :-D




Na koniec jeszcze kilka ujęć tego oto mojego dzieła z dalszej perspektywy. Stół jest z góry od szpuli oraz ikeowskich koziołków, płytki nad kuchenką to znalezisko z wiaty śmietnikowej (kto wyrzucił całe opakowanie nowych płytek 'cegiełek' się pytam ?!).






Jak widzicie, można coś wymodzić nawet  bardzo małym kosztem :-)

Miłego poniedziałku!

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. No i właśnie tego polotu u mnie samej doskwiera mi brak. Nawet gdybym miała tą zasłonę w ręce pewnie bym ją odpuściła, myśląc że kolor jest zbyt intensywny. Wygląda świetnie, więc gratuluję odwagi. Kijkiem już się na IG zachwycałam, a OSB... sama wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :-) Zasłonę kupiłam celowo do tego. Dużo też zdjęć przeglądam innych, niż te w klimacie scandi, lubię trochę szaleństwa w domu, nie dla mnie monochromatyczny minimalizm :-P

      Usuń
  2. Hej, super pomysł z OSB, mi się marzą takie fronty pomalowane na biało :) Kuchnię masz prześliczną :) Mam pytanie, czy te koziołki przywiercałaś do blatu (tudzież blat do koziołków ;)) czy po prostu blat na nich leży? Mam takie same koziołki i zastanawiam się jak je najlepiej podczepić do blatu (chyba innej opcji oprócz wiercenia nie ma ;)) Pozdrawiam, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Płyta OSB daje mnóstwo możliwości. Blat po prostu leży i ani drgnie, bo na tych kozłach jest taka powłoka antypoślizgowa- dzięki temu nie wymagają w ogóle wiercenia :-)

      Usuń
  3. Pięknie wymodzone! Bardzo oryginalne towarzystwo się zebrało w Twojej kuchni ;P

    OdpowiedzUsuń

Instagram