Subiektywny przegląd prasy.


Nie znam sprzedażowych statystyk, ale wydaje mi się, że prasa wnętrzarska przeżywa teraz trudny czas. Te wszystkie Pinteresty i Instagramy z milionem zdjęć domów, mieszkań, mebli i dodatków sprawiają, że coraz rzadziej sięgamy po papierowe gazety. 

Nawet powstają czasopisma internetowe, do pobrania z sieci lub otrzymywane na mejla. W dodatku aplikacje te i wszelkiego rodzaju nowoczesne wynalazki są zupełnie za darmo- od pobrania, po zainstalowanie w telefonie/tablecie, aż po przeglądanie zdjęć czyichś i dodawanie własnych. Szybko, tu i teraz, gdziekolwiek jesteśmy.
Za to kupienie zwyczajnej gazety wiąże się już ze spacerem/jazdą do kiosku/sklepu, odszukaniem numeru, który nas interesuje, no i oczywiście z odpowiednią zapłatą. 

Ponadto, co jest moim zdaniem największym kłopotem pism drukowanych, nie zawsze trafiają one w gust kupującego. Czasem bywa tak, że na całą gazetę (np. w cenie 10 zł) podoba nam się jedno wnętrze, reszta okazuje się zupełnie nie naszym klimatem. Co wtedy robimy? Rzucamy ją w kąt ze stwierdzeniem, że już więcej jej nie kupimy. Za to, dajmy na to na Insta, sami wybieramy tylko te profile, które nas interesują. Ja obserwuję już ponad 600 kont, które zawierają zdjęcia tylko takie, jakie lubię- vintage, boho, industrialne. Ktoś inny może obserwować wnętrza shabby chic albo glamour. 
Dla każdego coś dobrego, w dodatku totalnie za free. 

Mimo tego cudownego daru internetowego i tak sięgam po zwykłe gazety. Dlaczego? 
Nie zawsze mam ochotę wlepiać się pół dnia w telefon, gdzie czasem ledwo co widać. Czasem też chcę wrócić do czegoś konkretnego, to w tym gąszczu zdjęć nie potrafię już tego odszukać. Papierowe czasopisma wnętrzarskie zbieram od wielu lat i chyba nie jestem w stanie z tego w stu procentach zrezygnować na rzecz Internetu. Po prostu lubię sobie usiąść ze stertą gazet i je przeglądać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze cały numer będzie pode mnie- tak się po prostu nie da. Poza tym, no nie oszukujmy się, żyjemy w Polsce, gdzie jeszcze niewielu ludzi ma odwagę na tak ekscentryczne rozwiązania mieszkaniowe, jak w Nowym Jorku, Paryżu czy Londynie. 
Chociaż na pewno (i na szczęście) wszystko idzie w dobrą stronę i ludzie zaczynają dostrzegać już inne kolory niż tylko beż i wenge.

Wśród kilkunastu tytułów, jakie są dostępne na polskim rynku, najczęściej wybieram Elle Decoration oraz Dom&Wnętrze. Tytuły te prezentują czasami naprawdę odważne i kreatywne przestrzenie, są na bieżąco w trendach i w asortymencie nawet tych największych, dizajnerskich marek na świecie. Nie są to pozycje najtańsze, ale mam niemal pewność, że każdy numer jest warty tych kilku wydanych złotówek. 











Tytułem tańszym, ale nie mniej przeze mnie lubianym, jest M jak Mieszkanie. Kupuję tą gazetę od kilku lat i naprawdę bardzo ją lubię, choć wiadomo, że nie zawsze dany numer pasuje mi stuprocentowo, ale jak wspomniałam wcześniej, trzeba się z tym liczyć. Czasopismo to jest niedrogie (niecałe 5 zł), jest to miesięcznik, więc wydatek naprawdę nieduży. Panie Redaktorki starają się być w miarę na bieżąco w trendach, a pokazywane wnętrza są bardzo różnorodne. Do archiwalnych numerów wracam dość często, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jest jedna z moich ulubionych, wnętrzarskich gazet. 



Te trzy tytuły kupuję w miarę regularnie. 
Poza nimi zdarza mi się kupić raz na jakiś czas jeszcze Cztery Kąty. Do tej gazety mam sentyment, bo kiedyś namiętnie kolekcjonowała ją moja mama. Czasem całą niedzielę przeglądałyśmy stare wydania, wertując je na okrągło. Sama gazeta jest wg mnie średnia, bardziej kojarzy mi się z taką remontowo- poradnikową pozycją, więc zdarza mi się ja nabyć w konkretnym celu (kiedy numer jest np. o podłogach, remoncie łazienki itp.)









Ostatnim czasopismem, które jeszcze czasem kupię to Moje Mieszkanie, jednak naprawdę robię to sporadycznie. Niestety, gazeta ta poszła mocno w stronę prowansalskich klimatów, co mi się w ogóle nie podoba. Jedno wnętrze- ok, ale czasem w tym stylu jest cały numer (co już widać nawet po okładce), czym jestem załamana i ją potem komuś oddaję. 
Kupuję tą pozycję tylko, kiedy jest ku temu jakaś konkretna okazja (np. interesujące wnętrze blogerek itp.).






I to by było na tyle. 
W pismach zagranicznych nie mam dużego rozeznania, wiem, że ciekawe są wydania Elle Deco. czy PLAZA Interior. U nas jednak ciężko je kupić, a jak są, to za grubą kasę (np. 65 zł w Empiku).
Ostatnio, ku mojej wielkiej radości, dostałam francuskie wydanie kwartalnika Milk Decoration i jestem nim zachwycona! Na pewno będę polować na inne numery- przepięknie wydana gazeta, z mnóstwem inspiracji.






A i podobno już niedługo nowy katalog IKEA 2016! Yay!


Przy okazji dzisiejszego posta widzicie na fotach nieco zmian w domu. Wszystko przez fakt, że trochę 'remontujemy' kuchnię- remont to może za duże słowo, ale przestawiłam szafkę ze zlewozmywakiem spod okna pod ścianę, niwelując tym samym moją półkę osb i zasłonkę. Teraz znacznie bardziej mi się podoba, jest przestronniej i więcej miejsca, ale zostało jeszcze kilka rzeczy do wykończenia, malowanie, zawieszenie mojej drucianej półki itp.- jak tylko się z tym uporamy, zrobię o tym osobny post. 



Tymczasem miłego dnia i do napisania!

11 komentarze

  1. Komoda wygląda wspaniale.
    Przez wiele lat kupowałam "M jak mieszkanie", każdy numer i od czasu do czasu "Cztery kąty". W końcu przejadło mi się i przestałam. Teraz kupuję tylko jak wpadnie mi coś w oko.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Czyli jednak prasa drukowana u Ciebie wzięcia już nie ma :-) Zauważam to coraz częściej, chyba jednak 'wina' neta. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Fajnie u Ciebie -tak kolorowo :) Podoba mi się fioleowa sofa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie umiem żyć bez kolorów :-)
      O sofie będzie post osobny, bo już niestety nadaje się do wymiany :-/ pozdrawiam również :-)))

      Usuń
  3. z tymi gazetami to jest u mnie tak, lubię, bardzo, ale ostatnimi czasy jak widzę te dziesiątki reklam, wkładki o niczym, zdjęcia sielskie, gdzie no ok, fajne, ale ja nie mam domu 500 m2, mało różnorodności, wszystko oklepane, no ile można? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, odczucia z tymi gazetami są różne... czasem kupuję już z przyzwyczajenia, bo jakoś tak lubię te papierowe druki:-) Oklepane są, bo może ciężko znaleźć coś u nas naprawdę WOW, królują tylko te przeklęte komandory, bo przecież w domu musi być wszystko takie strasznie funkcjonalne, żeby tylko się nie kurzyło, a potem wychodzą takie 'cuda' totalnie bez polotu :-/

      Usuń
  4. Ja kupuję coś raz na jakiś czas. Bo lubię sobie czasem poczytać o wnętrzu, a nie tylko je obejrzeć. Ale dawno już nie kupowałam, trzeba się wybrać w tym celu do polskiego sklepu :) Chcesz coś zagranicznego? W sensie z UK? Bo mogę być miła i kupić dla Ciebie. W ramach tworzenia kontaktów międzyblogowych :) Tylko oczywiście najpierw przejrzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też lubię te nawet krótkie teksty o właścicielach, kto się czym zajmuje itp., lubię to :-)
      Nooo Kochana, pojechałaś! Byłoby super! Miło mi, że tak napisałaś, zrobię rekonesans co tam macie i chętnie skorzystam w przyszłości z Twojej uprzejmości :-*

      Usuń
    2. Bardzo proszę :) jak spotkasz co tam chcesz to daj znać, kupię przeczytam i Ci przyślę. Pisz na maila: blasztamila@wp.pl

      Usuń
  5. Niezłą masz kolekcję :) Ja ostatnio przerzuciłam się na wydania online ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak zbieram te papierzyska:-) No właśnie, to jest teraz popularne, a gazety już powoli odchodzą w zapomnienie jak dyskietki :-P Ciekawe, czy kiedyś w ogóle znikną czy jednak się utrzymają w dobie tych nowości multimedialnych. Pozdrawiam!

      Usuń