Niedziela palmowa.


W piątek ważny był dla mnie dzień i uroczysty- piąta rocznica ślubu <3 Nie świętowaliśmy go jednak jakoś specjalnie hucznie- nie lubimy łazić po klubach, wolimy wieczory w zaciszu własnego domu, słuchając ulubionej muzyki i szamając coś pysznego. Tak też spędziliśmy ten nasz dzień.

Oczywiście, każda taka okazja jest wspaniałym pretekstem do małego giftu:-) Bardzo chcieliśmy zrobić sobie tatuaże w miejsce obrączek, ale albo nie było miejsca, albo kasy, albo nie mogliśmy się jakoś zgrać, żeby zrobić to jednocześnie. Co się odwlecze, to nie uciecze- będą na pewno. Tymczasem ja, jako że tradycyjna nie jestem, zapowiedziałam mojemu mężowi, iż nie chcę równie standardowego bukietu kwiatów, czekoladek czy innej, 'walentynkowej' scenerii, tylko... palmę. Najpierw usłyszałam, że palma to mi chyba odbiła, ale ostatecznie zgodził się na taki prezent :-) 

Biedny naszukał się i najeździł, nawybierał i naprzebierał. Miała być ta wielka palma z Biedrony, ale ciągle zastanawiała mnie tak rekordowo niska cena (39,99 zł) jak na półtorametrowy egzemplarz. Kwiaty te stały też w folii, no i na jednej pojawiła się pleśń. Zresztą, nawet goździki z Biedry wytrzymały tylko cztery dni, więc nie ryzykowałam. Ostatecznie, ku mojej ogromnej radości, otrzymałam wreszcie w prezencie palmę daktylową, tudzież po prostu daktylowca. 

Zwykła palma nie wymaga takiego zachodu z pielęgnacją, więc myślałam, że nie powinno być tak źle. Mój daktylowiec jednak jest tym z gatunku niskiego, czyli... najtrudniejszego w uprawie. Musi mieć ciepło, stale wilgotno, ale nie za mokro itp. Jest tak piękny, że aż boję się, żeby się zbyt szybko nie zmarnował biedak, bo ja nie umiem się kwiatami doniczkowymi zajmować wcale. Nic to, będę dbać o moje nowe dziecko, żeby przedwcześnie jednak nie wywinęło orzełka. 

Wiem, że nie lubicie tych mikrych fot z maksymalnym fokusem, na których nic nie widać, więc dziś duża dawka zdjęć z szerszej perspektywy, z daleka i z bliska, i z każdej możliwej strony. Nasz kanapowy zakątek nabrał jakby zupełnie innego charakteru dzięki tej pięknej roślinie, aż chce się tam uwalić i oddać chilloutowi na zawsze.

Pod grzejnikiem również są liście palmowe, ale ususzone i polakierowane na różowo. Planuję postawić przy nich drewniany leżak, jak tylko taki upoluję, a na nim jakiś miły, pluszowy kocyk. 
Zamiast skrzynkowego regału widziałabym najchętniej medyczną szafkę, ale ceny wciąż zwalają mnie z nóg. 
Póki co całość prezentuje się tak:-)











































Jakoś tak o wiele lepiej ten pokój wygląda z palmą, jakby była tu najpiękniejszym dodatkiem. 
'Robi' całą robotę. Trend palmowy jest u mnie na tapecie od dawna, nawet poszewki mam w liście palmy :-p

Jak Wam się podoba?
Miłej niedzieli :-)

8 komentarze

  1. Palemka piękna, swietnie ożywia wnętrze. Gratulacje z okazji rocznicy, ja w czerwcu miałam piętnastą. Jak ten czas leci. Wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. super wygląda! :)
    dobrego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie masz, pasemka ma cudny stojak. Powodzenia w uprawianiu, mam nadzieję, że będziesz dla niej bardziej łaskawa niż ja dwa swoich kwiatów: dotychczas udało mi się ususzyc storczyka, którego się podlewa się raz na tydzień i znika mi mucholowka, która rośnie normalnie na bagnach, więc jestem zdolna. A, jeszcze ususzylam trzy sadzonki lawendy... Więcej roślin nie mam i nie planuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Rękę do kwiatów mam najwyraźniej taką samą jak Ty, bo zdechł u mnie nawet kaktus, który stał u teściowej chyba z pięć lat :-P Ubawiłaś mnie tą mucholówką :-D
      Rośliny uwielbiam, ostatnio coraz bardziej, ale co zrobić jak one nie lubią mnie? :-P Teraz wszelkie okazy kupuję z rozwagą i tylko te, które naprawdę chciałabym mieć..oby ta palma przeżyła, hahah, pozdrawiam!

      Usuń
  4. heheheh, czytam i czytam....w sumie jakbym o sobie trochę czytała ;d
    mam tak samo z prezentami rocznicowymi czy wychodzeniem....wolę u siebie w domu...po swojemu, etc...
    Noo, a palma piękna. Wiadomo.

    OdpowiedzUsuń