Miejsce ładu i składu.


Czyli jednym słowem miejsce, gdzie ja doprowadzam się do ładu i składuję te wszystkie swoje dziewczyńskie duperelki (trzydzieste urodziny obchodzę za miesiąc, więc chyba mogę jeszcze używać określenia 'dziewczyna'?)

W poprzednim poście o toaletkach szukałam inspiracji, ale swoją wizję już miałam w głowie sporo wcześniej. Właściwie to narodziła się niedługo po tym, jak nabyłam moją retro komodę na olx. Choć najpierw stała w pokoju dziennym i jej przeznaczenie było inne, to szybko w głowie zaświtała mi myśl, że prędzej czy później wstawię ją do sypialni i niecnie wykorzystam do własnych celów. 

Obecne ustawienie komody zdaje egzamin celująco i jest najlepszym dowodem na to, że nawet na 46m2 można mieć toaletkę, tylko nie musi ona być osobnym meblem. Można w tym celu wykorzystać coś, co jest praktyczne, mieści potrzebne nam rzeczy, a przy tym da się przy tym przysiąść, by pomalować usta i przypudrować nos. 
Przysiadam w tym celu na swoim skórzanym, perkusyjnym stołku, który przeniosłam z kuchni, co oczywiście wygenerowało potrzebę zakupu nowego (ups!). 

Właściwie to na mojej 'toaletce' całą robotę robi ten wielki banner. Trochę obawiałam się, jak nam się będzie budziło z widokiem na rozdziawioną Rubikową, niemniej jednak to zdjęcie jest tak piękne, w dodatku jest reklamą jednych z moich ulubionych perfum, że ostatecznie kupiłam je za całe dziesięć złotych. 
Najlepsze w tym jest to, że aktualnie nie mam żadnych perfum (wtf?!), no ale przecież czekam na to moje święto...
(słyszysz to, mężu?). 

Osobiście nie mam jakiegoś wielkiego hopla na punkcie kosmetyków kolorowych, a mój makijaż (że w ogóle można to tak nazwać) ogranicza się do naprawdę niezbędnego minimum. Używam tego, co wpadnie mi w ręce i nie jestem przywiązana do żadnej marki, a i zdarza mi się dość często chodzić totalnie bez make- upu. Lubię za to wszelkie smarowidła do ust i lakiery po paznokci (muszę mieć pomalowane i chyba nikt nigdy nie widział ich naturalnych). Kocham też wszelkie dodatki i biżuterię vintage.

I tak to wszystko wygląda. 
Mam dla Was sporo ujęć, które być może kogoś zainspirują do stworzenia sobie takiej urodowej stacji u siebie w domu :-)
































Miłego piątku!

8 komentarzy:

  1. Wow, no na pewno zainspirujesz innych, mnie na pewno, bo różne kosmetyki i błyskotki walają się po całym domu ;). Marzy mi się podobny plakat z jakąś francuską aktorką, jak Audrey Tautou, czy Juliette Binoche, ale Anja też pikna ^^. Cudowny kącik. Miłego weekendu :). Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :-) Ja znalazłam te bannery trochę przypadkiem i tak jakoś pomyślałam o tym zakątku :-) Również miłego!

      Usuń
  2. Faktycznie bardzo zgrabnie to wyszło :) Toaletka brdzo fajna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och..... pomijam kosmetyki bo te moje to też różne, czasem przypadkowe byle nie alergizowały.... Anję Rubik uwielbiam i bez żadnych marek mogłabym mieć ją na scianie. Natomiast zaitnrygował mnie stołek perkusyjny (mam skrzywienie na punkcie muzycznych sprzętów i akcesoriów jak była dziewczyna rockmana). A poza tym masz świetną toaletkę, komoda mjuuuuuut absolutny :)
    Inspiracja mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stołek znaleziony na wsi, a ostatnio mój mąż przywiózł też całą perkusję haha :-P Z dużego bębna zrobiła podstawę pod blat stolika kawowego, zaś z małych (ustawionych jeden na drugim) powstał taki podręczny, wysoki stolik. Wszystko niedługo będzie na blogu :-) A ten stojak po lewej, przy wejściu od sypialni to stojak pod perkusyjny talerz :-) Samą blachę wywaliłam, ale stojaka jakoś tak było mi szkoda. Tak więc widzisz, ile u mnie muzyki :-D Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!

      Usuń
  4. Zawsze intrygował mnie ten piękny, krzywy stołeczek. Wreszcie się dowiedziałam czym jest. Cudowny kącik zaaranżowałaś. Twój blog jest szalenie inspirujący. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com