Festive mood i świąteczna lampka DIY.


To właściwie powinno być pytanie, a nie twierdzenie. No właśnie- czy Wy już jesteście w świątecznym nastroju? Jeszcze niby dość wcześnie, jesteśmy za połową listopada, ale oczywiście komercja już bombarduje nas zewsząd Mikołajkami i piernikami. 

Jakoś nigdy nie wiem, jak się do tego przedświątecznego szaleństwa ustosunkować. W sumie do Świąt jeszcze w miarę daleko, ale znowuż, jak się zabieramy za wszystko w grudniu, to jakoś tak nagle kurczą się te tygodnie i, koniec końców, znowu latamy jak opętani po sklepach w ostatnich minutach ich otwarcia, kiedy to już sami pracownicy spieszą się na swoje Wigilie. 

Powiem Wam szczerze, że niespecjalnie jestem z gatunku tych 'świątecznych'. Nie lubię się otaczać tymi duperelami zanadto, ograniczam się tylko do minimum- gałązki świerku w wazonie (nie stawiam choinki- żywej mi żal, a sztuczna mi się nie podoba), do tego naprawdę symbolicznie jakaś ozdoba.
Motyw gwiazdy przewija się też u mnie cały rok, co widzieliście już w poprzednich postach.
Nie jestem za bardzo tradycyjna w tym temacie- raczej nie zobaczycie mnie w białej koszuli za stołem z siankiem pod obrusem. Nie obstawiam się Mikołajami z czekolady, nie lubię tego świątecznego obżarstwa i rodzinnego gnicia przed telewizorem- uczucie przeżarcia i totalnego rozmemłania zawsze mnie tylko rozdrażnia, zamiast relaksować. 

Tak już mam i miałam zawsze, a mieszkając jeszcze z rodzicami, trochę się do tych świątecznych obyczajów przymuszałam. Nie, że nie lubiłam spędzać czasu z rodziną, to zupełnie nie to. Ale wielu zwyczajów po prostu nie lubię i cieszę się, że dziś już nie muszę ich praktykować. 

Zarówno ja, jak i mój blog nie należymy więc do największego w sieci źródła świątecznych inspiracji :-) 
Ale! Żeby nie było, że już jestem całkiem taka nietradycyjna, to pewne elementy przedświątecznej organizacji naprawdę lubię. 

Jednym z nich jest zapalanie światełek. W ogóle to uwielbiam je palić cały rok, ale nie mogę ich nigdzie dostać! Chcąc nie chcąc, muszę czekać do listopada, aż w końcu pojawią się w sklepach. W tym roku postanowiłam się w nie zaopatrzyć na zapas, żeby cieszyć się nimi bez przerwy i zapalać nawet w letnie wieczory. 

Wczoraj nabyliśmy w końcu świetne lampki ledowe w Ikei. 24 lampki na długaśnym kablu kosztowały około 40 zł, więc cena jest dobra (jest jeszcze opcja 10 lampek za 10 złotych, na baterie). Zakręciłam je więc zgodnie z planem na konstrukcji od starego abażuru (tak, to ten od kultowej lampy z abażurem z frędzlami :-P). Lampki ledowe są o wiele lżejsze, dają lekkie, żółte światło i do tego mają przezroczysty kabel- naprawdę je Wam polecam. Znając życie, to zaraz Ikea wycofa świąteczne rzeczy i będzie po zabawie, więc warto brać. Dostępne są do nich też takie mini- klosze, w kształcie np. gwiazdek.










Wieczorem moja 'świąteczna lampka diy' wygląda naprawdę wspaniale i tworzy fajny nastrój ze świecami w słoikach.

 Planuję też zrobić posty o oryginalnym przygotowaniu stołu, a także wpis o tym, co postawić w domu zamiast tradycyjnej choinki. Jeśli więc lubicie trochę inne podejście do tematu, to wpadajcie do mnie po inspiracje. Można zacząć odliczanie :-)




Planujemy też z Krzysztofem zrobienie naszego kalendarza adwentowego. Pierwszy taki kalendarz miałam dopiero w zeszłym roku i powiem Wam, że to jedna z nielicznych rzeczy, jeśli chodzi o Święta, która naprawdę mnie wciągnęła :-) Ale nie będzie to taki zwyczajny kalendarz, tylko jedyny w swoim rodzaju  
adwentowy kalendarz industrialny! 
Jeśli jesteście ciekawi, co wymyśliliśmy, to zapraszam już w przyszłym tygodniu na blog, gdzie pokażemy cały efekt :-)

Nie ukrywam też, że mój festive mood jest trochę przytłumiony tym, co obecnie dzieje się w Europie. To przykre i zatrważające wydarzenia (jak choćby wczorajsze bombardowanie Syrii przez Rosję i Francję), które kładą cień na dobry nastrój. Dużo rozmawiamy o tym i dyskutujemy, przeżywamy i myślimy, a to zawsze wpływa na ogólne samopoczucie i ciężko mi jakoś tak myśleć wtedy o pstrokatych bombkach. 
Coś czuję, że w te Święta będzie o jedną rzecz więcej, za którą będziemy się modlić...

To tyle moi Kochani, jeśli chodzi o moje świąteczne przygotowania- jak widać, nie będzie tego za wiele, 
ale no co poradzę, jak nie lubię i już :-) 
Mam nadzieję, że jednak w tym całym ferworze, jaki pewnie już niedługo ogranie całą blogosferę, znajdziecie i u mnie coś ciekawego dla siebie. 

Miłego dnia dla Was :-*

6 komentarze

  1. Mam taki sam budzik :) Powodzenia w tworzeniu kalendarza! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie Twoje nietuzinkowe podejście do różnych spraw i choć nie wszystko tak samo czuję jesteś dla mnie źródłem inspiracji. Lampki na kloszu wyszły super, a co do przedświątecznej gorączki ja w tym roku też mam trudności z oczywistych powodów złapać klimat :( Jednak po mimo wszystko zapraszam Cię na mojego bloga po małe wyróżnienie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajnia lampka :) Ja lubię takie starodawne klosze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Ja też, a ten ma chyba ze czterdzieści lat, co widać było po materiale z frędzlami- niestety nie dało się go uratować, ale konstrukcja pod nim mnie urzekła :-)

      Usuń