Koniec nie nadejdzie.


Koniec moich domowych rewolucji, remontów i nieustannego zmieniania koncepcji. Staram się, naprawdę się staram, żeby znaleźć rozwiązanie totalne i w miarę ostateczne dla moich czterdziestu sześciu metrów kwadratowych. 

Ale to takie trudne! Jakieś niemożliwe wręcz. Podziwiam tych, którzy urządzili się raz, a dobrze. Jak wszystko stoi, tak już stoi, i to nawet przez całe lata. Chciałabym posiąść tą sztukę przyzwyczajania oczu do tego samego widoku, chociaż przez te kilka miesięcy- ale nie, ja przecież muszę, bo inaczej się uduszę. 

W naszym obecnym mieszkaniu, które jest naszym pierwszym, własnym mieszkaniem, urzędujemy od czerwca 2010 roku. Od tego czasu mieszkanko to przeszło istną metamorfozę i jest w fazie nieustannego dopracowywania i wykańczania. Wykańcza mnie to już i mnie, ale mam taką nieuleczalną przypadłość, że jak coś mi w domu nie gra ze mną, to nie umiem w tym siedzieć. I tak mam nie tylko z urządzaniem wnętrz, ale i ze wszystkim innym też. 

Początkowo urządzaliśmy się tak na szybko, bo bardzo chcieliśmy się już wyprowadzić z wynajmowanej kawalerki i być w końcu u siebie (no i też nie płacić i raty, i czynszu za wynajem). Wiele rozwiązań, na jakie się wtedy zdecydowałam, było dość pospolitych i zwyczajnych, czyli wiadomo- zupełnie nie takich. Podjęłam więc wyzwanie, że będę zmieniać wszystko, żeby było w końcu tak, jak lubię. 

Mój pokój dzienny jest już skończony, a jego ostateczny kształt mogliście zobaczyć między innymi tutaj. Myślę, że na wiosnę odmalujemy ściany na biało, załatamy kilka dziurek i gotowe, z czasem przyjdzie też pewnie nowa sofa. Przy barku ze sklejki powstała też niewielka jadalnia, czyli stół z drzwi (o którym zawsze marzyłam) ze stołkiem, krzesłem i wojskową ławką. Domowe biuro przeniosłam na drugą stronę, co widzieliście przy okazji tego wpisu. Te trzy miejsca są więc w miarę ukończone i jestem z nich póki co bardzo zadowolona :-)


W kuchni jest nieco gorzej, gdyż zmian dokonaliśmy o wiele większych. Zlew przenieśliśmy pod ścianę, w weekend też kleiliśmy nowe płytki w najbardziej newralgicznych miejscach, czyli za płytą grzewczą i za kranem, a jednocześnie tak, by zmieścić je pomiędzy szynami, które bardzo lubię, a których nie chciałam likwidować.





Szafki zostają, lakierowany, betonowy blat także. Została do zmiany góra nad tym pasem, stąd też jej nie pokazałam. W sumie to nie mam zielonego pojęcia, co mam tam zrobić, żeby to wszystko ze sobą zagrało. Myślałam o sklejce (takiej, jak barek), co myślicie? 

 Żółty pojemnik na froncie to donica Bloomingille, której tyle szukałam i doszukałam się w końcu, i to na wyprzedaży. W tym tygodniu wezmę jeszcze jedną, którą wstawię do salonu na nową roślinę.
Jest przepiękna, więc biorę od razu dwie, póki są :-D


Moim marzeniem było mieć ścianę z kartek i mam :-) Padło akurat na ścianę w kuchni, więc i kartki są adekwatne- z przepisami! 


Moją największą zagwostką jest jednak inne miejsce.
Obok kuchni mam taką małą przestrzeń (węższą, niż kuchnia, ze względu na usytuowanie komina), do której wchodzi się i z kuchni, i z przedpokoju. Kiedyś miałam w niej garderobę, ale postanowiliśmy zlikwidować ją i teraz nie mam pojęcia, co zrobić z tym miejscem, które wymaga niewątpliwie natychmiastowego remontu. 
Trzymam tam lodówkę, drukarkę i takie ogólnodomowe sprzęty. 
Macie jakieś pomysły? Zamykać to z powrotem, czy zostawić otwarte? 
Myślałam też o jakiejś lekkiej zasłonce od strony kuchni...muszę się za to zabrać w pierwszej kolejności.



Przedpokój, który widzieliście w tym poście, zostaje w sumie bez zmian, ale na pewno pomalujemy ściany na inny kolor, żebym już nie musiała patrzeć na to ciepłe kakałko. 


Sypialni już nie tykam, bo jest taka, jak chciałam- jest retro komoda, są palety, więc nic mi już nie brakuje :-D (kto jej nie widział, zapraszam TUTAJ.) Za to chciałabym bardzo zlikwidować drzwi do niej i robić taką boho- zasłonkę (jakieś paski/makramę/koraliki). 
Póki co jednak mój małżonek mocno oponuje, więc z tym pomysłem czekam, ale brązowych drzwi nienawidzę szczerze i z czasem na pewno pójdą- jak to mówiła moja babcia- wont. Dzieci nie ma, moim zdaniem nie są nam w ogóle potrzebne i psują tylko klimat :-D 


Łazienka cały czas mi się podoba, wymienię myślę tylko z czasem szafkę z umywalką na nową. Kocham moją narożną wannę i nigdy, ale to nigdy nie zamienię jej na prysznic (który swoją drogą czyści jest tragicznie). 

Jak widzicie, mimo że ciągle coś robię, to i tak końca nie widać :-) Zbieram więc pomysły na to, co wymaga pilnej regeneracji. Wzbraniam się tylko na razie przed kupowaniem nowych mebli, bo generują kolejne przestawiania, a tych póki co mam dość :-D 








Miłej niedzieli!

U nas śnieg! Nareszcie :-D

CONVERSATION

11 komentarze:

  1. podobno wśród projektantów jest to bardzo zdrowe, przynajmniej mnie tam mówią :) ciągłe zmiany, nowości, dążymy do ideału, którego teoria się z czasem według nas zmienia ;) p.s. zazdroszczę śniegu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bardzo dobrze to ujęłaś- nie moge opanować teorii mojego ideału :-D A po śniegu już niewiele, ale jutro zapasy mają się podobno uzupełnić :-)

      Usuń
  2. Ja bez zmian bym zwiędła, jak kwiatek. To wspólna cecha, nie tylko projektantów, ale Kobiet po prostu i bliźniaków (tak, wierzę w znaki zodiaku). To pomieszczenie obok kuchni wykorzystałam mnogo: spiżarka, a piać garderoba, szafa gospodarcza. A co do drzwi- refreszinguj!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to samo- to już chyba nieuleczalne. No właśnie takie mam zamiary, ale na garderobę mam za mało ciuchów, a na spiżarkę za mało weków hahah :-D A drzwi to prędzej wyniosę w piwnicę, bo niestety refreszingować to ja nie umiem :-P

      Usuń
  3. W dzieciństwie, jak bawiłam się w dom, to też najlepszy fan był przy urządzaniu i znoszeniu klamotów. Gdy kończyłam się urządzać, kończyła się zabawa. Dziś starsza nieco, doszłam wreszcie do paru rozwiązań, których już nie zmienię.... chyba. U Ciebie także widziałam parę boskich pomysłów, których bym tak szybko nie zmieniła. Jednak czekam na nowe i zawsze z przyjemnością tu zaglądam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. z pozycji bardziej doświadczonej wiekiem koleżanki. powiem ci, że koniec nigdy nie nadejdzie. i wcale tak naprawdę tego nie chcesz. bo cała zabawa to gonienie króliczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem już bym chciała widzieć tą metę, ale wciąż mam do niej taki sam dystans :-D Może i jest właśnie, jak mówisz :-)

      Usuń
    2. a z ciekawości zapytam gdzie kupiłaś pojemnik Bloomingille. wydawało mi się, że już sprawdziłam każde źródło. aż zdążyłam się z niej wyleczyć...

      Usuń
    3. Ten żółty? W sklepie www.targdeko.pl, też się naszukałam, ale w końcu trafiłam :-) Bierz, bo nie ma tych donic już nawet u producenta :-)

      Usuń
  5. dzięki. już zdążyłam kupić inny. byłam ciekawa, który to sklep mi umknął.

    OdpowiedzUsuń

Instagram