Domowe rytuały- walentynki.


No właśnie, jak to z Wami jest w temacie Walentynek- obchodzicie, zawzięcie negujecie, a może jest to Wam zupełnie obojętne? Ja sądzę tak- nieważne, czy jesteśmy w stałych, wieloletnich związkach, randkujemy sobie od czasu do czasu, albo jesteśmy singlami- każdy powód jest świetną okazją do okazania miłości.

I to nie tylko miłości ukochanej osobie, ale dlaczegóż by nie okazać jej też samemu sobie? W końcu to jest ta najprawdziwsza i dozgonna relacja miłosna, jakiej możemy w życiu doznać. Jeśli przy okazji pokocha nas ktoś jeszcze, to też fajnie :-) I nie ma to nic wspólnego z narcyzmem i pychą! Kochanie siebie to klucz do szczęścia, mówię Wam. 

Walentynki już za cztery dni. Nie szykuję jakichś super prezentów (no dobra, kupiłam mężowi buty :-P), ani też nie będę dmuchała balonów w kształcie serduszek. Ale nie znaczy to, że nie zamierzam jakoś bardziej podkreślić tego dnia, bo zamierzam. Będę gotować coś pysznego i w domowym zaciszu pałaszować. Nachodziliśmy się bowiem z małżonkiem, napiliśmy i naimprezowaliśmy, że ho ho, a teraz jesteśmy orędownikami życia domowego. I tak jest nam bardzo dobrze! Zanim jednak ubiorę się w coś ładnego i zasiądę z kieliszkiem szampana do stołu, będę się intensywnie upiększać, a co! 



Normalnie rzadko mi się chce bawić w maski i tego typu SPA, już nie mówiąc o wizytach u kosmetyczek- nienawidzę, jak mnie ktoś obcy dotyka- omijam więc takie gabinety, bo zamiast relaksu przynoszą mi niepotrzebną spinkę (nie wiem, ale mam tak od zawsze). Ale zanim mąż wróci z robót w terenie, ja będę pachnąca i nasmarowana, jak niemowlak, choć nigdzie nie byłam. Bo oto przyszło mi przetestować kosmetyki Ziaja PRO, które z powodzeniem dają efekt jak po wizycie w profesjonalnym gabinecie kosmetycznym, tyle, że dotykam siebie tylko ja :-D 


Taki sobie zrobiłam rytuał na próbę i muszę przyznać, że dawno nie miałam tak odświeżonej i zrelaksowanej twarzy. A uwierzcie, praca na swoim to wcale nie laba na kanapie, choć są i takie dni. Freelancerka to też stres, to też terminy, wiele rzeczy, które trzeba ogarnąć samemu. Dlatego w dniu Walentynek chcę być wypoczęta, a przynajmniej wyglądać na taką ;-)))
W tym oto celu zdecydowałam się wypróbować uspokajającą maskę algową Ziaja z serii PRO. Ma ona postać proszku, który łączymy z wodą w miseczce- ja akurat miałam taką giętką, dzięki czemu łatwiej się ten proces łączenia składników odbywa. Nakładamy na twarz i czekamy, aż zastygnie, następnie maseczkę możemy zdjąć niczym prawdziwą maskę- nie musimy jej zmywać. Jest to superwygodne rozwiązanie, a ponadto dłużej zostaje na twarzy ten rozluźniający i lekko chłodzący efekt, niż po spłukaniu wodą. 


Tonik, który widzicie po lewej jest z tej samej serii i świetnie się nadaje do oczyszczenia twarzy przed nałożeniem maseczki. Po prawej sproszkowana maska, której ilość wystarczy mi chyba do końca roku ;-)




Takie akcesoria, jak łopatka to wykonania maski i pędzelek do nakładania są nie tylko bardzo wygodne, ale dają uczucie, jakby się rzeczywiście było we własnym, domowym SPA. Zawsze nakładałam wszelkie maseczki palcami, ale nieporównywalnie aplikuje się je miękkim pędzelkiem- relaks już od samego początku. 


Wybaczcie brak zdjęcia z maską na twarzy- nie jest moim celem tu straszenie ludzi. Za to po zmyciu maski poczułam ultrabłogość i rzeczywiście bardzo się odprężyłam. A poniżej widzicie bohaterów mojego domowego SPA, które urządziłam sobie w sypialni.


Na koniec pozostaje już tylko nałożenie lekkiego kremu (niestety, już weszła seria 30+) i jakiś tam make up, choć za tym, powiem szczerze, nie przepadam (ograniczam naprawdę do minimum). Za to moją obsesją jest manicure i lakiery do paznokci- mam już mega kolekcję, która stale się powiększa :-) Oczywiście, że też robię go sama :-)



Kosmetyki, które miałam przyjemność testować znajdziecie w internetowym sklepie Ziaji (myślę, że z pewnością znacie tą polską markę). A te konkretnie, których ja używałam, to: 



(po kliknięciu w nazwę link przekieruje Was bezpośrednio na stronę produktu).

Szczerze Wam polecam też zakupy w tym internetowym sklepie (kosmetyków Ziaji używam od ponad dziesięciu lat), bo jest szybka wysyłka i bardzo dobre ceny, idące w parze z naturalnym składem kosmetyków (bez parabenów).

Pamiętajmy, że życie domowe to nie tylko wystylizowane wnętrza, przymusowe sprzątanie i nieodzowne gotowanie- to też wszelkie drobne przyjemności, które możemy sobie fundować i wykonywać we własnym, domowym zaciszu.

No to chyba ja już jestem gotowa na mojego Walentego, a Wy? :-)

Wpis powstał we współpracy ze sklepem internetowym e-Ziaja.com.

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Bedzie pięknie - domowy salon:) wygląda to pięknie. Czego się nie robi dla ukochanego :) Ps już kukam na skrzynkę z podkładką - fajny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dla ukochanego i dla siebie też :-) hehe, zwykła skrzyneczka po mandarynkach chyba ;-)

      Usuń
  2. dobrze... kłamałam, że pledu nie widać.... widać i boski :)

    co do kosmetyków ziaja... używałam ich głównie dla dzieci i były powiedzmy ok. Ostatnio pojawiła mi się jakaś alergia na paszczy i niewiele myśląc nabyłam ziajkę dla niemowlaków, no i pomogło...

    tak jak Ty nie znoszę kosmetyczek, fryzjerów i innych tego typu.... i chętnie sięgam po kosmetyki, które mogę sobie sama zaaplikować ;-)
    I to jest chyba linia dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) No właśnie- fryzjerzy! Brrr, a niektórzy odpoczywają podczas zabiegów na włosy, ja dostaję szału :-P No i ten widok siebie w lustrze, z tą mokrą, rozczochraną głową...ech ;-)
      Polecam tą linię- pięknie pachnie i przyjemne efekty.

      Usuń
  3. No, to Ci powiem Kochana, że Ci autentycznie zazdroszczę :-) I tego domowego SPA z pędzlami (faktycznie muszą potęgować doznania), i domowych Walentynek. A ten krem 30+ to polecasz? ;-) Na mnie też już pora.. ;-) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jak najbardziej! dziękuję, ściskam również :-)

      Usuń

Instagram