Dystans. Dystans, bo wszysycy zginiemy (i mieszkanie pasjonatki vintage).


Dzisiejszy dzień pewnie upływa Wam pod znakiem niemałego zamieszania, stąd mój dzisiejszy post- zupełnie nieabsorbujący i idealny, by w przerwie między pieczeniem pasztetu, a myciem okien przejrzeć sobie takie oto mieszkanie prosto z Nowej Zelandii, które zasiedla urocza pasjonatka vintage' u. Wnętrze trochę w klimacie poniżej treści, bo jest raczej nietradycyjne, przekorne, inne. Trochę jak ja.
Bo ja nie rozumiem tego popłochu, który obecnie panuje i ludzi, którzy są tak wściekli, tak zmęczeni i tak niespecjalnie szczęśliwi na kolejne święta, że tylko wrzeszczą i biegają w tą i z powrotem, obładowani siatami z ogromnymi zakupami jak na nadchodzącą wojnę. Te płaczące dzieci uwieszone u nogi, ta bezradność w oczach, że znowu rodzina się zjedzie, a tu nic nie naszykowane, ten kryzys wyryty na twarzy! Jakieś dwa tygodnie sowitych i panicznych przygotowań, by zaledwie dwa biedne, świąteczne dni przeleżeć przed tv obżartym jak balon. Modlę się o opamiętanie dla nich.

Oj, jak ja wtedy dziękuję Opatrzności, że te czasy w moim domu minęły bezpowrotnie. Jak dobrze nie zmuszać się do niczego, nie latać jak, za przeproszeniem, ze sraczką, żeby te okna na czas umyć (na przyjście Jezuska albo Teściowej), te stoły suto pozastawiać, a potem paść na twarz nie zauważając nawet, że wolne dni to raczej czas na odpoczynek, nie na orkę i stres. Kto i co każe im tak popierdzielać jak na emzecie- przysięgam, nie wiem. Szkoda mi ich i nie szkoda zarazem, bo najgorsze to w tym jednym, jedynym naszym życiu wciąż zmuszać się i więzić samemu w jakieś dziwne tradycjo-rodzinne konwenanse. No chyba, że ktoś widzi w tym radość, to wtedy ja pytań już nie mam. Ja nie widzę.

Relaks we własnym stylu! I, jak mawiał klasyk: dystans, dystans k&7$%##a, bo wszyscy zginiemy. Oto jest mój przepis na odpoczynek- odpoczywać tak, jak lubicie, bez presji, bez spiny! Po co to komu :-) Gdyby ktoś teraz stał nad moją głową każąc mi cokolwiek 'sprzątać/gotować/trzepać/wycierać', zaśmiałabym się. Dzięki, że sama mogę decydować, kiedy co i jak. A rodzina niech sobie mówi, co chce. Bo, jak mawiała jedna Pani w moim ukochanym Czterdziestolatku: "Rodzina nie rodzina, zawsze to obcy w domu!" Happy Alleluja! 










źródło: tutaj.

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Lubię te Twoje perełki, mniej lub bardziej zwariowane wnętrza :)

    I racja z tymi świętami.... szalejemy bez sensu, po nich człowiek bardziej zmęczony niż przed. Ja również należę do tych, którym tradycje nic nie narzucają... i odpoczywam tak jak chcę.

    Miłego odpoczywania Paulino :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Szukam i szperam, żeby coś wyłapać ciekawego ;-)
      Tobie również odpoczynku i relaksu, pozdrowienia :-)))

      Usuń
  2. Ja dopiero wczoraj coś tam kupiłam,dzisiaj ogarnęłam kuchnię i upieklam sernik. Okna to po świętach umyje.mam zamiar odpocząć i nie objadac się.wszystkiego dobrego zycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze! I ja życzę wzajemnie :-)

      Usuń
  3. Świetne, nietuzinkowe wnętrze - znów powiew świeżości u Ciebie! :-) Święta bez spiny to i ja lubię. U mnie akurat było gorąco, ale to z racji spraw zawodowych i ankowo-urodzinowych. Ze świątecznych rytuałów było gromadne malowanie jajek, sernik i wege pasztet. Wystarczy :-) Mam nadzieję, że wypoczęłaś! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pięknie :-) A wypoczęłam, bo mnie nikt nigdzie nie ganiał :-)

      Usuń

Instagram