Dlaczego boimy się otwartych mebli i genialne skandynawskie mieszkanie.


Nie opowiadam się jednoznacznie za żadnym stylem wnętrzarskim. Bardziej lubię zaczerpnąć z każdego coś ciekawego, coś dla siebie. Lubię też pewne elementy, które jak widzę, że są, to już mi się takie mieszkanie podoba. 

Jednym z nich są rzeczy na tak zwanym wierzchu. Otwarte półki, wieszaki z ciuchami, wywalone na zewnątrz płyty, stosy magazynów, dziecięce zabawki. Uwielbiam, jak widać zamiłowanie do 'czegoś' u właścicieli- to jak nic innego personalizuje wnętrze. Może być to kolekcja świętych figurek, desek do krojenia albo płyt winylowych. Po co to chować, skoro to najbardziej świadczy o tym, że to mieszkanie jest NASZE. Ładne przedmioty, które widać dodają smaczku, na podstawie którego możemy powiedzieć coś o właścicielach. Jeśli ich nie ma, możemy mówić o wnętrzu hotelowym, czyli bezosobowym, w którym mógłby zamieszkać każdy.

Lubię takie wnętrza, w których nikt nie obawia się słów pod tytułem: 'a jak ty to sprzątasz??', 'umarłabym, gdybym miała to codziennie układać', 'chyba codzienne musisz wycierać kurze?' albo 'u mnie to by dzieci pożarły, jakbym tak miała na wierzchu'. Uhggrrrrrr, 'na wierzchu'! Ulubione powiedzenie. Jacy wszyscy są do porzygania funkcjonalni! Nie mogę, serio, nie mogę tego słuchać. Nawet jedna starsza pani napisała mi na insta, że skoro mam otwartą szafę z ciuchami, to pewnie czuć ode mnie potem obiadem. No i co ja mam na to powiedzieć :-D Może nasz kraj nie jest gotowy na otwarte półki, wieszaki i szafy? Bośmy się przykleili do tych komandorów, tych drzwi przesuwnych i zamkniętych szafek, gdzie i tak bajzel kryje się niemiłosierny i piętrzą się upchnięte stosy plastikowych misek nieużywanych od wieków. Ale ważne przecież, że nie 'na wierzchu'. 

Czy nie lepiej już mieć ładnych kilka przedmiotów na otwartej półce, unikalnych sukienek vintage na relingu, ale za to po prostu trzymać porządek, niźli miliony wyszczerbionych kubków upychać po szafkach? Otwarte meble nadają lekkości wnętrzom, zmuszają do naturalnej selekcji przedmiotów- tylko ładne, tylko pamiątkowe, tylko te, których używam. Reszta- won! Skandynawowie są tu najlepszym przykładem- mniej przedmiotów, za to tych fajnych, tych wygrzebanych okazów vintage, tych ciekawych magazynów dalekich od tematyki 'party', tych rzeczy świadczących o pasji. Nie bądźmy takimi pragmatykami na pokaz, bo jak zajrzę do ostatniej szuflady w kuchni albo do kubka od szczoteczek do zębów to na pewno zemdleję. I sorry, ale wkurzyłam się, bo czytam codziennie takie teksty gdzieś pod zdjęciami z czymkolwiek 'na wierzchu'. Najpierw zachwyt, że super/hiper/extra, a potem się zaczyna....

Dziś mieszkanie, które jest piękne, lekkie, z mnóstwem vintage'u, z industrialną szczyptą i które ma wiele rzeczy na zewnątrz, a mimo to nie sprawia wrażenia zagraconego. Nikt nie gromadzi przedmiotów bez sensu i utrzymuje porządek. Ot i tyle. A gdyby tak je wszystkie schować? Zamknąć biblioteczkę, ukryć winyle i zlikwidować półkę w kuchni? Już chyba nie byłoby tak samo, prawda? 












 źródło zdjęć: tutaj.

18 komentarzy:

  1. Akurat tego, co na wierzchu jest w sam raz, podoba mi się. Też mam sporo rzeczy na wierzchu, głównie na półkach. Próbuję czasem z tym walczyć, chować, likwidować, ale nie wychodzi. Biblioteczka imponująca. Sterty magazynów na podłodze wyglądają fajnie, ale bałabym się, że mogą się osunąć, nie daj boziu, na mojego pieska. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze, nie da się wszystkiego schować :-) Ale warto robić przeglądy i redukować liczbę rzeczy niepotrzebnych. Myślisz, że sterta gazet jest tak groźna :-D

      Usuń
  2. Melduję się jako właścicielka otwartych półek górnych w kuchni nad blatem . Niefunkcjonalne? Tak sobie - w sumie do górnych rzadko sięgam, więc tam jest "wystawka" ze starych kieliszków, karafek i szklanek (zostało po dziadku), którą od czasu do czasu trzeba oczywiście umyć. Na dolnych - używane codziennie miski, kubki, szklanki, kieliszki, do tego wszystko na tle czarnej ściany i podświetlone taśmą LED. Moim zdaniem - wygląda bardzo fajnie. Jeśli korzystam praktycznie codziennie z tych przedmiotów, ciągle są czyste, bo na bieżąco lądują w zmywarce. Tylko kurz trzeba zetrzeć. Raz na jakiś czas. Ogólnie otwarte półki ożywiają nieco moją rzeźnicką kuchnię ;) I w sumie nie zdecydowałabym się na zamknięte szafki. Te mam na dole - wystarczą. I owszem - działa dyscyplinująco, jeśli chodzi o dobór przedmiotów, które mają się tam znaleźć. Mam też otwarty barek na kółkach, na którym układam talerze i garnki, a z boku wieszam patelnie - rozwiązanie uważam za bardzo wygodne. I tak - mam dużo przedmiotów w kuchni. Naprawdę dużo. Większość - tfu, tfu - na wierzchu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Cię za te słowa! A barek z patelniami z boku <3 Cudowny pomysł, chyba zgapię :-*

      Usuń
  3. Ja też jestem wielbicielką otwartych półek i mebli. Nie przeszkadza mi bałagan czy też artystyczny nieład jak o nim mówię, a faktycznie sprawia, że wnętrze ożywa, ubarwia się, nie jest nudne.
    Lubię sobie pooglądąć sterylne, minimalistyczne wnętrza i na tym koniec.

    Dla mnie mieszkanie musi ŻYĆ i to co pokazałaś jest naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację, też widziałam wiele takich komentarzy odnośnie przedmiotów na wierzchu. Zlikwidowałam górne szafki w kuchni i rzeczywiście jest lżej, za to mam teraz półki na ładne puszeczki :-))) pozdrawiam. JOANNA

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że kwestia posiadania czy nie otwartych szafek zależy tylko od tego co nam indywidualnie się podoba. Znamy osoby, które za nic w świecie nie chciałyby takich półek z wystawką kieliszków czy gadżetów, bo to siedlisko kurzu, ale i takie, dla których takie akcenty otwarte są doskonała metodą do dodania wnętrzom klimatu, dekoracyjności itd. Każdy ma, co lubi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiste jest, że każdy ma, co lubi :-) Ale jak słyszę 'siedlisko kurzu' jako jedyny argument to mi się gotuje! Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  6. Jeszcze raz ja, ale z innej beczki. Widziałam trój-poziomowy słój na ciasteczka. Pamiętam, że miałaś taki na liście marzeń.
    http://www.agito.pl/pojemnik-szklany-3-poziomy-na-slodycze-dp2001170/pd/D8J42YBBM/?utm_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, pamiętałaś :-* Cudny! Dziękuję za link, zaraz obczaję tą stronę :-)

      Usuń
  7. hahaahahhahhaahahahahah <3 no wyjęłaś mi TO z ust, nie mogę napisać dosadnie, co pomyślałam, ale....no ubawiłam się czytając posta ;) Mnie osobiście rypie co kto ma w domu, jak lubi....a ja nie, nie wyrażam się wówczas, no bo po co, a czy to moje?
    Wkurza mnie natomiast jak ktoś coś u mnie komentuje, że to nie tak, a czemu taaaaakie a nie inne....i tak sobie myślę, .....sama wiesz co ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. No no, wsadziłaś kij w mrowisko, i to w dodatku w moje ;-) Unikam zbędnych gratów (choć zdarzają się u mnie teoretycznie zbędne, bo niefunkcjonalne, za to ładne przedmioty). Nie lubię wystawek z papieru toaletowego, fikuśnych mydełek i perfum nad klozetem. Wolę nie mieć tego typu dekoracji na widoku. Do niedawna wolałam mieć też wizualny ład i porządek w kuchni - puste blaty, zamknięte, choć przeszklone szafki, jedna dekoracyjna półka ze starą porcelaną. Teraz powoli przekonuję się do otwartych półek (ba, już się przekonałam i zastanawiam się, jak wpłynąć na męża ;-), ale dodam jeszcze, już ze swojego zawodowego doświadczenia, że jest ogromna przepaść między świadomym eksponowaniem przedmiotów, a zagracaniem przestrzeni. Na to drugie mam alergię :-) A u Ciebie wszystko lubię, i otwarte półki, i wystawki, i wieszak na ubrania w sypialni :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, bo widzisz ja tak lubię czasem pogrzebać :-D Prawda, co mówisz, że to świadome eksponowanie przedmiotów, artystyczny nieład a zagracenie domu brzydkimi przedmiotami to są bardzo odległe od siebie terminy.
      U mnie puste blaty nie przejdą, nie ma mowy ! :-D Ale szanuję, że ktoś nie lubi, tylko niech mi nie gada, że ciuchy na wierzchu walą potem rybą z obiadu, bo mu strzelę :-D
      Dziękuję za miłe słowa, lubię te moje 'wystawki' :-) pozdrowienia :-)))

      Usuń
  9. A ja tam nienawidzę właśnie, jak wszystko sterylnie i szczelnie pozamykane! Jak piszesz, jak w hotelu. Lubię gazety na podłodze i taki 'zamierzony i celowy nieład' w stylu boho! buziaki, Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja lubię to samo :-) pozdro :-)

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com