Inspirujące nowojorskie knajpy- Tacombi.


Bary, knajpy, bistra, restauracje i wszelkiej maści coffee shopy są dla mnie po prostu niesamowitym źródłem inspiracji. Na wzór niektórych można sobie urządzić niezły, domowy bar albo industrialną jadalnię. Jeśli chodzi o jedzenie to zwykle unikam miejsc, gdzie w oczy rażą białe, wykrochmalone obrusy, gdzie sztywno jest i pusto- tam nie może być smakowicie. Lubię, gdy oprócz doznań smakowych połechce się i mój zmysł wnętrzarski- zanim zobaczę na talerzu coś, na widok czego pocieknie mi ślinka, najpierw moje cztery oczy wyjdą z orbit na widok jakiegoś oryginalnego stylu we wnętrzu. 

A w Trójmieście pod tym względem jest nędza. Oprócz może trzech, czterech miejsc na mapie, większość restauracji to raczej niczym nie wyróżniające się, nijakie miejsca, gdzie ani jedzenie, ani wystrój ni ziębi, ni grzeje. Jest poprawnie, bez polotu i finezji, jak mawiał klasyk. Daleko nam do takich Stanów, gdzie nie wiadomo, czy bardziej zachwycać się normalnej wielkości, świeżym, smacznym żarciem (jak u Jamiego Oliviera, a nie jak u Basiury), czy może tym mega wystrojem. Może wszystko przez to, że gdyby nasz poczciwy Sanepid zobaczył takie miejsce, jak to, które widzicie dzisiaj, zamknąłby je w ciągu dwudziestu czterech godzin, wlepiając właścicielom milion grzywien (że przecież syf i masakra!), wynikających z ich dwustu paragrafów, choćby człowiek sklejał te hambuksy z nie wiem jakim namaszczeniem, miłością i oddaniem dla głodnego klienta. A może właściciele boją się, że do takiego baru nikt nie wstąpi, bo ludzie w Polsce wolą miejsca tradycyjne, gdzie tylko bezpieczny schaboszczak zalany litrem śmietany, tak po 'domowemu'? 

Nie wiem, jak wytłumaczyć taką barową bryndzę w jednym z najbardziej turystycznych miejsc na mapie Polski. Wybaczcie mój chłodny osąd. Nie jestem krytykiem kulinarnym, ani żadnym ekspertem i naprawdę lubię jeść na mieście, ale po niemalże sześciu latach miejskiej tułaczki, gdzie wciąż musiałam tłumaczyć, co to jest mleko roślinne, że proszę pizzę bez sera, czy też pytam kelnera o skład czegoś tam, a on nie wie- zwiątpiłam. Do tego, czekając wieki na zamówienie, napawałam się smrodem peta albo brakiem możliwości otwarcia okna. I wcale się nie dziwię, że te trójmiejskie knajpy wytrzymują max dwa lata, a potem właściciele zostają taksówkarzami- ktoś, kto nie idzie z prądem w gastronomii, nie będzie miał też ekstrawaganckiej, oryginalnej knajpy, bo to wszystko wynika z jednej wielkiej pasji do karmienia ludzi, a nie tylko z chęci dorobienia się dobrej kasy (na co podejrzewam to właśnie wygląda). 

Dziś bar w NY, gdzie nakłada się tacos w starym, hippisowskim Volkswagenie. To jedno z najpopularniejszych miejsc w całym Nowym Jorku, gdzie ludzie czekają czasem godzinami na swoją kolej- bynajmniej nie ze względu na opieszałość obsługi, lecz na obfitość ludzi głodnych jak wilki. Gdzie składniki są świeże, dobierane według potrzeb, a wystrój zapiera dech w piersiach (boszzzz, jak u Tarantino w Death Proof!). Lecąc do NY nie wiem, czy biegłabym tam bardziej po obiad, czy napatarzeć się. Powiedzcie sami, czy nie zajefajnie zjeść coś smacznego w TAKIM miejscu, niźli kotleta przy obrusie w kratkę? Albo może tylko ja mam takie wnętrzarskie zboczenie i już całkiem mi odbiło?









źródło zdjęć: tutaj.

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. O fuck!!! Ale czadowe miejsce.Wszystko mi się tu podoba.Metalowe stoliki ,girlandy i malunki na ścianach to jest to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zgadzam się co do joty ;-)))

      Usuń
  2. Rzeczywiście miejsce świetne! Ja jestem zdania, że zwiedzanie ciekawych miejsc na świecie jest ściśle połączone właśnie z knajpkami! Poznajemy kuchnię, ludzi i możemy wypatrzyć właśnie takie kreatywne podejście do prowadzenia biznesu kulinarnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Idealnie, jak cały klimat ze sobą współgra- to, co podajemy Klientom z wystrojem knajpy- niebanalnym, przyciągającym, ale też po prostu jakimś. Widać wtedy, że właściciel nie nastawił się tylko na zyski, ale rzeczywiście to lubi, pasjonuje. To naprawdę rzadkość, przynajmniej na Pomorzu :-/

      Usuń
  3. /REFRESZING/
    Paulina musisz zobaczyć kilka miejsc w Łodzi,nawiązują do tych rozwiązań, i tak mnie to cieszy,taka dumna jestem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Trójmieście to tylko brzydkie budy z jakimś kebabem przy plaży. Jeszcze foodtrucki jakoś wyglądają, ale tych jak na lekarstwo, reszta jest milczeniem. A tu na całe lato wali prawie cała Polska i nie wiem, czemu jest taki zastój, moim zdaniem tylko zyski i kasa- oto powody, nikt nie inwestuje w ciekawy koncept, bo ani to wygląda, ani nawet smakuje.
      W Łodzi nigdy nie byłam, widziałam dobre miejsca w Poznaniu, tam to już lepiej wygląda. Trójmiasto wake up! :-D

      Usuń

Instagram