Sunday postcard- nie oglądać się na innych, kiedy jesteś inny.


"Two things prevent us from happiness: living in the past and observing others", jak mówi stare przysłowie z Pinteresta. Moja droga do wewnętrznego ładu jest kręta, wyboista i trwać będzie wiecznie, bo jestem typem osobnika, którego ciągle gdzieś nosi, chce od życia więcej i więcej, nie potrafi zadowolić się obecną chwilą. Jedni mówią na to ambicja, ja bym określiła stanem permanentnego niezadowolenia z siebie. W dodatku wszystko to okraszone jest niepopularną innością, która nie pomaga. 

Moje niedzielne posty powoli przybierają charakter kościelnych przykazań, ale chciałam, żebyście o mnie widzieli co nieco, a nie widzieli tylko te suche diy, co czasem wymyślam. Tak naprawdę do dzisiejszych rozmyślań natchnęła mnie rozmowa z moim małżonkiem sprzed kilku tygodni, kiedy to analizowaliśmy moje blogowe statystyki. Stwierdziłam w końcu, że może powinnam coś zmienić w blogu, że może coś robić inaczej, może pójść drogą bardziej utartą i popularniejszą? Na co mój mąż odrzekł, dlaczego  w ogóle mam takie myśli. I tak zaczęłam się trochę zastanawiać nad tym tematem. 

Ilość social mediów, jaka dziś nas zalewa automatycznie powoduje porównywanie się (już wiecie, skąd taki początek wpisu). Widząc skrawek czyjegoś życia od razu projektujemy w głowie, że ten ktoś ma od nas z pewnością lepiej, więcej i bardziej, bo przecież do sieci wrzucamy zwykle to, co ładne i kolorowe, same uśmiechnięte buzie i zdjęcia z wakacji, zaś smutki i problemy, jakże o wiele mniej fajne i przyjemne dla oczu, zostawiając w domowym zaciszu. I ja to właśnie robiłam. Porównywałam się do innych. Namiętnie i permanentnie. Odbyliśmy miliony rozmów, czy może to ze mną jest coś nie tak? Inni mają to i tamto, są w moim wieku, a mają już zbudowany domek, dwójkę rumianych dzieciaków i kupę forsy- ideał szczęścia. Tak, oni na pewno to mają. A ja? Mój bilans trzydziestolatki wychodził przy tym marnie. Dopiero po długim czasie zrozumiałam pewne rzeczy. 


Jestem inna i naprawdę z trudem przyszło mi zaakceptowanie tego. Ale kiedy już to zrobiłam, poczułam taką ulgę, jakbym z ramion zrzuciła wielki ciężar- ciężar podglądania innych ludzi. Co z tego, że inni mają dzieci, skoro jak ich nie lubię, nigdy nie lubiłam i nie planuję nawet, żeby je mieć? Nie zobaczysz tu zdjęć upapcianych jedzeniem dziecięcych twarzy, bo jakoś nie wiem czemu nie kręci mnie to, bo to po porostu nie jestem ja, nawet 500 zł mnie nie przekona. Praca w korporacji od 8 do 16, zakupy, gotowanie, sprzątanie, potem wspólne odrabianie lekcji, by paść późnym wieczorem do łóżka- to nie jest mój rytm życia. Lubię inny styl we wnętrzach, mieszkanie urządzone mam tak, że dla wielu ludzi to totalny odjazd nie do zaakceptowania- i spoko, o gustach się nie dyskutuje i każdy ma w domu to, co mu się podoba. Choć dla mnie oznacza to gorsze screeny z analyticsa, oznacza to, że z pewnością mój blog zawsze będzie mniej popularny, niszowy. Ale nie zmienię się pod publikę, choć niestety dzisiaj żyjemy w smutnym świecie walki o lajki i obserwatorów. 

To, że odstajemy od innych powoduje w nas takie głupie myśli- może jestem jakimś dziwakiem, dziwolągiem, odludkiem. Ja jestem, no i co. Lubię siebie taką! Może powinnam jednak poszukać 'normalnej' roboty, ciepłej stałej posadki? Ale to nie jestem ja i w końcu muszę to skumać. Muszę mieć wolność słowa i wyboru, pracować w swoim rytmie i czasie. Jestem indywidualistką i solistką.


Jestem socjologiem, ale nie jestem osobą, która lubi się socjalizować- lubię samotność i ciszę, jestem introwertykiem, który bardziej słucha, niż trajkocze. Dlatego tak dobrze pracuje mi się w domu, w swoim własnym towarzystwie, choć wiem, że wielu by umarło żyjąc w ten sposób. Nie dla mnie poranne ploteczki przy kawie. Jestem samotnikiem, z nosem w książkach, płytach i Internecie. Lubię zbierać śmieci i słuchać płyt z Woodstocku '69, opiekować się zwierzętami. Moim marzeniem jest mieć mały domek w mglistej krainie szczęśliwości, gdzie nie dotrą żadne upały, gdzie będę żyć z bandą moich psów ze schroniska i moim mężem. To jest moja wizja szczęścia, choć na pewno nie popularna dzisiaj, a już na pewno nie taka, która przyniesie mi bańki na konto. Ale to nie jest mój cel. Taka postawa w dzisiejszych czasach nie jest zbyt powszechna, ale już nie powoduje to we mnie wyrzutów. Cieszę się, że nauczyłam się przymykać oczy na to, co robią i mają inni, idąc swoją ścieżką, która kręta jest, wyboista, a czasem (uwierzcie mi) przypomina bardziej brodzenie w śniegu, niż lekki spacerek. Ale kiedy już się wejdzie na tą własną ścieżkę, czujesz po prostu taki spokój, nic Cię nie mierzwi, nie uwiera. Wiesz, że to jest to i nic więcej się nie liczy.


Szanuję wybory innych ludzi- każdy wybiera to, co chce mieć, na czym mu zależy i co czyni jego życie szczęśliwym. I to właśnie jest super! Że się różnimy, ze swobodnie możemy żyć własnym życiem, nie życiem innych- choć to takie proste i takie trudne zarazem. Jeśli czasem czujecie się takim dziwakiem, jak ja, to wiedzcie, że da się z tym żyć :-) Wystarczy tylko zamknąć oczy i usłyszeć swój wewnętrzny głos- jak wszystko się zgadza, to naprawdę jest okej :-)

CONVERSATION

14 komentarze:

  1. Paulina, już dawno wyczułam w Tobie tę cudowną inność. Mnie indywidualiści bardzo pociągają, lubię nieszablonowe i intelgentne podejście do zycia. Na dzisiaj, Twój blog jest dla mnie najulubieńszym. Włażę tu co co dzień i nie jeden raz. Jawisz mi się jako kobieta zagadka. Pozdrawiam serdecznie Gosia. ps. Ale mogłabyś czasem pójść utartą drogą i wpaść do mnie z komnetarzem hę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, no aż mnie zatkało! Dziękuję, nawet nie wiesz jak mi miło! :-))) Wpadnę do Ciebie z przyjemnością :-))) pozdrawiam ciepło Paulina.

      Usuń
  2. Dobre spostrzeżenia :) fajnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ani się waż zmieniać!
    Z wyrazami pokrewieństwa (duchowego troszeczkę :))
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój blog jest piękny, wyjątkowy i oryginalny, nie widzę powodów dla których powinien się zmienić:) Ciągłe zaglądanie do statystyk bloga kończy się nieraz dołem, to samo z mediami społecznościowymi. Ważne by być w zgodzie z sobą - robić to, co umie się robić najlepiej (skoro masz styl taki, a nie inny to po co go zmieniać? po co coś udawać?)! W końcu prowadzenie bloga pozwala nam rozwijać swoje talenty i pasje i o to właśnie chodzi:)
    Serdeczności!
    Autor: Paulina J. Rutkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Paulina! (przepraszam, przez nieuwagę skasowałam Twój komentarz z bloggera i mogłam wkleić go tylko w ten sposób! :-/).
      Ja jestem w zgodzie ze sobą, nigdy nie udaję jaka jestem, to co tworzę i piszę jest szczere w 100%. Masz rację z tymi statystykami, to może skończyć się dołem :-D
      Miło mi bardzo czytając takie komentarze :-*

      Usuń
    2. Tak trzymać!

      PS. Nie szkodzi!:))

      Usuń
    3. Mam za grube paluchy i zdarza mi się kliknąć nie w to co trzeba :-)))

      Usuń
  5. 100% racji Paulino, być sobą i żyć w zgodzie ze sobą, a nie jak oczekują tego inni!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Paulina, przeczytałam ten tekst dobrych kilka dni temu i nie mogę przestać o nim myśleć. Sama dobrze wiesz, że nic na siłę. A moc Twojego bloga tkwi w tym, że tak cudownie odbiega od całej reszty. Wiem, że rzut oka na statystyki potrafi zaboleć, ale przecież nie dla samych statystyk piszemy/działamy/tworzymy. Nie zmieniaj się, uwielbiam do Ciebie zaglądać, bo zawsze trafiam tu na powiew świeżości i połamane schematy :-) Uściski dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Agnieszka za takie miłe słowa :-*
      Ja wiem, że nie dla statystyk, ale sama wiesz, jak jest... :-) Buziaki:-*

      Usuń

Instagram