Dancing shoes.


Drugi wpis tego samego dnia- lecę jak z karabinu. Ale w mojej nowej, modowej kategorii nie wypada przecież nie pochwalić się moimi najlepszymi łupami vintage, co nie? Jest trochę tego, ale to i tak nie to samo, co kiedyś. Dzisiaj, kiedy ciucholandy i vintage shopy stały się tak popularne, trudno jest upolować coś naprawdę extra. A już na pewno nie za grosze.

W małym mieście, to były czasy! Dziesięć, dwanaście lat temu, Mrągowo i milion szmateksów na jednej ulicy. Torebka Chanel? Kozaki Gucci? A może jeansy Diesel albo D&G? Proszę bardzo, jeszcze w sobotę leżały sponiewierane w koszu 'wszystko po dwa złote'. Miałam kurtki Calvina Kleina i spódnice Chloe. Serio, true story! Byłam królową wynajdywania takich rzeczy, o których śnią wszystkie dzisiejsze Dżesiki Mercedes. Wiele z nich niestety opyliłam za gruby hajs, czego nie mogę sobie wybaczyć do dzisiaj, ale coś tam uchowałam (taaaaa, jakieś 10%). Nie żyję oczywiście tylko dla metek i nie kupuję ubrań patrząc tylko na znaną markę, o nie. Ale wiecie, kiedyś dla młodej dziewczyny to było COŚ znaleźć taką rzecz z logo zapamiętanym tylko z gazety. 

Moje ukochane włoskie baleriny o kształcie sztybletów, z białym tyłem i noskiem, całe ze skóry, miękkiej jak masło latem. Mówię na nie dancing shoes, bo przypominają trochę buty do stepowania. Do tego jeansy CK, które poszarpałam i pocięłam w kolanach- ten zestaw jest już ze mną jakiś czas, ale należy do jednego z lepszych, jaki trafiłam, w dodatku bodajże za 30 zł (all). I pomyśleć, że te rzeczy mogą mieć tyle lat co ja, a jaka jakość! Naprawdę, z ręką na sercu mogę przyznać, że przez osiem ostatnich lat mieszkania w Gdańsku wyrzuciłam wszystkie rzeczy z Zary, łącznie z torebką, której odpadły rączki. Nie myślcie sobie, że ubieram się tylko w ciucholandach, o nie. Ale już ostrożniej podchodzę do sieciówek, a już na pewno nie wydam tam więcej, niż 50 zł. Nie ulegam za bardzo sezonowym modom, chyba, że wpadają akurat w me gusta. Lubię lata 80- te i mum jeans, nienawidzę obcisłych, za małych ubranek. Nigdy chyba nie dam się wbić też w żaden pracowy dress code, chyba, że będzie to sklep muzyczny i każą mi założyć koszulkę z Led Zeppelin. O tak, wtedy to bardzo proszę! 






Zdjęcia mojego autorstwa.

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Buty faktycznie fantastyczne i z pewnością wygodne. To widac nawet na zdjęciu. Dziurawe jeansy nie dla mnie. Chciałabym zobaczyć to w całości. Widze, że będzie ciekawie i się na to cieszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Postaram się, żeby tak było!

      Usuń
  2. Obłędne są.Witaj w klubie 80s.Ja upolowałam ostatnio stary prlowski kolorofon.Mega jest.Pochwalę się niedługo na blogu;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram