Kumoterskie chody.


Ogólnie nie popieram, ale są takie aspekty kumoterstwa, które okazują się bezcenne. Dobrze jest rozpuszczać wici wśród znajomych i rodziny, że zbieramy śmieci- już oni się zakręcą, żeby w nasze ręce co rusz wpadło coś pysznego. Już oni mimochodem będą się rozglądać i łypać po wiatach, czy coś da się ukręcić z tego dla nas.

I robota robi się sama. Niebezpieczeństwem tej rozpędzonej machiny jest aspekt jej ewentualnego zatrzymania- bo kiedy już osiągniemy stan krytyczny i dysproporcja między ilością posiadanych rzeczy a wielkością powierzchni użytkowej urośnie do niebotycznych rozmiarów, każde takie: "Nieee, już nie trzeba, nie mam miejsca" może zakończyć się tak zwanym kwasem w rodzinie. Więc wnętrzarsko- odpadowe kumoterstwo trzeba bezwzględnie kontrolować i nadawać mu własny ton. 

W moim przypadku techniki są już wypracowane- najpierw jest foto, potem szybkie ustalenia i na końcu decyzja- brać czy nie. Oczywiście akcja musi być szybka- należy mieć stały ogląd mieszkania w głowie i zawsze trzeźwy umysł (albo generalnie w ogóle być trzeźwym). Błyskawiczna i dobrze podjęta decyzja może poskutkować ogromnym szczęściem, jakże się to wszystko pięknie udało. 

Akcja wczorajsza- dostaję info, że takie dwa stoliki do zgarnięcia. Nie mam wprawdzie za wiele miejsca, ale mimo to nie pozwalam im odejść. Biorę. Biorę, bo szykuję duuuże zmiany w salonie. 

Jest to niemal pewne, że już niedługo przywitam w domu w końcu nową sofę :-) Nie wiem jeszcze, czy ta operacja się uda, a raczej nie wiem, czy wytrzyma to nasz domowy budżet na lipiec, ale co tam- już wszystko przestawiłam pod nowy zakup :-P Wszystko przez to, że już tak bardzo nie mogę się doczekać, że nie myślę racjonalnie. Nowa sofa byłaby narożnikiem, o wiele większym, niż obecny model i może nieco bardziej uniwersalnym. Jeśli wszystko się powiedzie, stanie u nas za około miesiąc. Miesiąc, a u mnie już wszystko gotowe :-)))

Wracając do stolików, na foto wyglądały tak:


Stolik po lewej stronie pozostał w takiej postaci, jak przyjechał, zaś ten mniejszy po prawej został zdemontowany. Wyższy stolik jest bardzo ładny, drewniany i posłużył za kwietnik. A w gratisie dostałam jeszcze miętowego resoraka :-)))




W stołku mniejszym nie podobało mi się połączenie blatu i zupełnie innych, metalowych nóg, więc odkręciłam je. Jak już wspomniałam, wszystko jest już przygotowane pod nową kanapę- został zdemontowany kominek i powstał z niego stolik kawowy. I tu przydały się te odkręcone nogi- teraz ma idealną wysokość.







Myślałam już, że blat wyrzucę, ale nieeeee, ja muszę wykorzystać wszystko. Blacik okazał się idealną deską- tacą na barek (notabene zrobiony z mojej komody vintage, zasłonki i drzwi w formie dłuższego blatu). Przez żłobienia w drzwiach idealnie się 'przyblokował', tworząc zupełnie nieruchomą konstrukcję, idealną na moje urocze drobiazgi. 





Zdjęcia mojego autorstwa.

Jednak kumoterskie chody zadziałały w tym przypadku bezbłędnie- wszystko przydało mi się idealnie! Miłego dnia :-*

4 komentarze:

  1. Ty to masz łeb! Z kominka zrobić stolik? W życiu bym na to nie wpadła! :-) Łupy bardzo fajne, zwłaszcza miętowy resorak. Trzymam kciuki za narożnik - jestem bardzo ciekawa, co wybrałaś. Będzie nowy, taki z salonu? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo to był kominek z palety :-) Niestety mam za małe mieszkanie, żeby zmieścić w nim wszystkie moje pomysły :-/
      Nad sofą myślę od tamtego roku, wyobraź sobie, że znalazłam nową haha, w sklepie! Ale jeszcze wszystko może się zmienić :-)

      Usuń
  2. Jestem totalnie zauroczona - uwielbiam takie klimaty!

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com