Sezon ogórkowy, czyli wnętrzarska biegunka.


Kurczę, no nie wiedziałam, że użycie ostatniego słowa kluczowego z tytułu tego wpisu tak podbija statystyki! Muszę wplatać więcej wyrazów z żołądkowej terminologii. Anyway, ja nie o tym. Sezon ogórkowy się rozpoczął, czyli kiepski czas (a może właśnie najlepszy, bo więcej wolnego) dla większości freelancerów i blogerów.

Jeszcze wszystko zależy od branży (jeśli ktoś robi np. w ślubnej to teraz ma żniwa), ale większość osób pracujących w domach na własny rachunek (czytaj: ja) teraz ma 'przymusowe' wakacje. Moja branża (copywriting i blogowanie) ma teraz tzw. sezon ogórkowy, czyli jednym słowem nędzę (i tak do jesieni). Mało zleceń i mało współprac, wszyscy na urlopach, wszyscy zajęci kombinowaniem, gdzie by tu teraz dzieciaki pupychać (właśnie, może jeszcze opiekunki do dzieci mają teraz ruch)- to wszystko skutkuje jednym wielkim nadmiarem wolnego czasu. Żeby w ogóle przetrwać tą finansową posuchę dobrze jest sobie nieco kasy odłożyć zimową porą (z poradnika młodego przedsiębiorcy). Oczywiście ja bloguję nadal co drugi dzień- nie wyobrażam sobie inaczej. To moja pasja, moja odskocznia, moje wyżywanie się, moja przyjemność i relaks, a poza tym (moim zdaniem) systematyczne wpisy są kluczowe dla utrzymania bloga na powierzchni. Tak mi smutno kiedy widzę, że coraz więcej blogów rozpoczyna się słowami: 'O, jak długo mnie tu nie było'. Widziałam nawet, że Magda, która wygrała konkurs BLOG DESIGN 2015 (ten, w którym otrzymałam wyróżnienie) w ogóle chyba zlikwidowała swoją stronę. Niektórym może nie wystarcza już zapału albo pomysłów, może przestało ich to zwyczajnie rajcować. Wbrew pozorom blogowanie to nie jest takie hop- siup, szczególnie, jeśli ktoś pracuje na tradycyjnym etacie do wieczora. Już nie mówiąc o zarabianiu na prowadzeniu bloga- na to trzeba przede wszystkim czasu, wytrwałości i cierpliwości (oj żebyście mnie czasem słyszeli). Niemniej jednak apeluję: nie porzucajcie swoich dzieci! (czyli blogów). Kto tu będzie ze mną ciągnął ten wózek :-D

Wracając do tematu czasu wolnego, to mam go teraz sporo. Czas jesienno-zimowo-wiosenny był intensywny i z chęcią sobie teraz odpocznę, ale odpoczywanie długo przecież nie trwa, nogi same już mnie noszą. Małżonek ma urlop w listopadzie (sic! Może wyjedziemy pod igloo?), no to co mi zostaje? Tak, zgadliście! Będę sobie przestawiać teraz do woli. Mam wnętrzarską biegunkę- od jednego wytartego z kurzu wazonika się zaczyna, a kończy na ciąganiu kanapy i rozkręcaniu stołu. I jeszcze na nieprzemyślanych zakupach się kończy, spowodowanych nadmiarem pomysłów. Trochę migawek z aktualnego szaleństwa w domu macie na dzisiejszych zdjęciach. Nad rogiem (jeszcze starej) kanapy zamarzył mi się nagle neon, wiecie, taki świecący napis/znak (nie wiem, jak to się zwie). Jeszcze na domiar złego trwają teraz wyprzedaże (już mam listę do H&M Home). Szukam więc inspiracji, chłonę stosy sensacyjnych książek i rozkoszuję się wolnym życiem, przerywanym blogiem, gotowaniem i kąpaniem psa. Stary na robocie, na osiedlu cisza, mam miskę bobu i czereśni. No, jest dobrze!



















Zdjęcia mojego autorstwa (to obiektywem tilt & shift też!).

8 komentarzy:

  1. To latanie z meblami jak ze sracz..., przepraszam -biegunką, daje niesamowite efekty. Jestem zachwycona, tym co widzę. Rogówkę sobie wykombinowałaś i atrapa kominka wróciła. Układ jest bardzo inny i bardzo super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak właśnie lubię latać, ale musiałam użyć tego bardziej cenzuralnego słowa :-D Bardzo dzięki :-***

      Usuń
  2. Ja uwielbiam blogi wnętrzarskie (kiedyś szafiarskie)i wszystkie was blogujące dziewczynki, codzienną kawę zaczynam od przeglądania nowych postów. Jesteście moim natchnieniem do twórczego działania i zmian w moim otoczeniu, dzięki wam zmienił mi się gust i odkryłam w sobie upodobanie do dążenia do piękna( właśnie samego "dążenia" a nie piękna). Jest mi przykro kiedy jakiś ulubiony blog przestaje publikować i niezmiernie się cieszę, że u ciebie nie brak zapału i pomysłów. Dobre zdjęcia to jak balsam na duszę i choć mój dom jest zupełnie inny lubię twoje wnętrza i czytać twoje teksty. Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisałaś Inaros, bardzo, bardzo mi miło, że są takie osoby! Cudnie się czyta takie słowa i nabiera jeszcze więcej zapału do tworzenia.
      Masz rację, ja znajduję przyjemność w samym tym robieniu, niekoniecznie dążę do konkretnego efektu. A z tymi blogami to wiesz jak jest, priorytety się zmieniają. Kto wie, może i ja kiedyś też rzucę? Ale póki co nie zanosi się na to- wpisów w kalendarzu tyle, co na najbliższe miesiące! Pomysłów i chęci nigdy mi nie brak :-) Zapraszam jak najczęściej :-)

      Usuń
  3. Miska bobu - a feeee - na blogach w czerwcu jada się szparagi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie pasowałam do większości :-)

      Usuń
  4. Znam to. Ja swojego bloga osierociłam (prowadziłam kulinarnego) bo zabrakło mi pewnego dnia czasu i sił - zależało mi na wysokiej jakości zdjęciach, co potem sprawiło, że trochę przestałam odczuwać radość z tego -zwracałam uwagę na stylizację dania, na światło, miałam dodatkowe lampy rozstawione w salonie. Obecnie prowadzę bloga podróżniczego, który jest dość rzadko aktualizowany ze względu na tematykę, ale chociaż nie odczuwam już tak dużej presji z tym związanej. Mam materiały, to wrzucam. Kiedyś sezon wakacyjny też był dla mnie czasem posuchy finansowej (razem z partnerem prowadzimy wspólnie firmę - oboje pracujemy w domu - branża marketingu internetowego) - klienci lubili sobie pozalegać z fakturami w tym terminie. A wakacje z listopadzie są super - polecam w tym okresie Chorwację :) Niedrogo, pogoda ciągle dobra, niskie ceny i brak tłumów. A jest co oglądać.

    P.S - Szparagi na blogach kulinarnych się jada w maju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, każdy dochodzi z blogiem do tzw. punktu zero- kiedy to wszystko w nim wkurza, współprac i odwiedzin jakby mniej, a pracy trzeba włożyć we wpisy tyle samo... Są momenty, kiedy łatwo się zniechęcić. Dobrze, że znalazłaś taki kierunek, który Ci odpowiada- najważniejsze, żeby prowadzenie strony było dla nas przyjemnością, a nie presją.
      Oj tak, coś wiem z tymi fakturami! Ale i agencje reklamowe nieźle dają ciała z płatnościami(na szczęście nie wszystkie).
      Dzięki za namiary na wakacje, nigdy tam nie byłam. No i szparagi- ha! Celna uwaga :-* pozdrawiam!

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com