Skórzane paski i kolorowe ptaki.


Skórzane paski vintage były swego czasu moją obsesją i, żeby Wam nie skłamać, miałam ich dobre dwa kartony. Paski to jest też w sumie coś, czego w secondhandach jest multum i są do tego bardzo tanie. Jeśli nic nie trafiłam z ubrań lub innych dodatków, to zawsze wychodziłam chociaż z jakimś paskiem. 

I tak uzbierało mi się ich miliony, głównie same skórzane, wiele z nich nabijane ćwiekami, napami albo kolorowymi kamieniami. Niektóre były naprawdę oryginalne i nigdy już takich nie widziałam. Dlaczego piszę o nich w czasie przeszłym? Proste- dobra połowa pasków z kolekcji stała się zwyczajnie za krótka, żeby je nosić, ale tych wyjątkowych okazów szkoda mi było wyrzucić, więc wykorzystuję je dzisiaj czasem do jakiegoś domowego DIY (na przykład wieszak ścienny z tego wpisu). Te, które były dość długie, ocalały w swojej naturalnej roli, czyli noszę je na co dzień. Bardzo lubię podkreślać nimi talię, bo są szerokie i idealnie się do tego nadają. 

Ten z dzisiejszego wpisu należy do mojej czołówki ulubionych- jest bardzo gruby, dość sztywny i ma przepiękne zapięcie ze złotymi kamieniami. Skóra w kolorze toffi zawsze dobrze kontrastuje z kolorami zupełnie przeciwnymi, np. z granatem. Swoją drogą, zawsze mnie to dziwi, jak świetnie te paski wciąż się prezentują- pasek mam już od około pięciu lat, ale przecież nowy nie był. Kto wie, ile leżał w secondhandzie, a ile jeszcze wcześniej był używany? Ta skóra jest po prostu nie do zdarcia, czego nie można powiedzieć o paskach z dzisiejszych sieciówek. 

Sukienka w wesołe ptaszki to mój najnowszy łup vintage- cieniutki i przewiewny materiał doskonale gra z grubym, mięsistym paskiem. Lubię takie kontrasty! 



zdjęcia mojego autorstwa. 

PS. Zapraszam Was też na stronę magazynu citydesign.pl, gdzie możecie przeczytać felieton mojego autorstwa :-) Tekst oraz zdjęcia znajdziecie TUTAJ.  Miłego dnia! 

4 komentarze:

INSTAGRAM

@stylerecital_com