Typowa baba, czyli dwie rzeczy, którym nie umiem się oprzeć.


Są takie dwie rzeczy, którym nie umiem się oprzeć. I nieważne czy chodzi o wnętrza, jedzenie, czy ciuchy- popełniam je niczym te biblijne grzechy, ale najgorsze, że potem nie żałuję. Można je określić złem wcielonym, diabelskim kuszeniem albo zwyczajnym chwytem marketingowym, na które jestem kurde podatna jak typowa baba. No to robię coming out: kupuję produkty dla ładnych opakowań i lecę jak ćma do światła, kiedy tylko widzę jakąś wyprzedaż. 

Dajmy na to wczoraj: Ikea, sobota i dział wyprzedażowy, w dodatku w tym wszystkim my z jakąś tam kasą w kieszeni. O matko, mieszanka wybuchowa, jak potem mówił małżonek: trzeba było od razu się stamtąd zawijać (bo zwykle jest tak, że albo nie mam kasy i coś chcę, albo mam kasę, to wtedy nie ma przecen). Nieee.... Jak widzę napis sale to naprawdę głupieję, szczególnie, jak dysponuję gotówką w ręku. Niekoniecznie lubię siebie za to, ale w końcu nikt nie jest idealny, ja też nie jestem kryształem, no jakąś skazę wręcz wypada mieć. No to wzięłam... trochę wzięłam. Między innymi nie mogłam się oprzeć pewnemu (a'la szpitalnemu) barkowi, który posiadał karteczkę '119 zł/ 59 zł'. No i sami rozumiecie, że jakby mrugał do mnie, jakby łypnął do mnie z kąta i zawołał, że jest mi przeznaczony. Nie powiem, pasuje idealnie, nawet przy okazji potrzebny się okazał. 

Ta puszka, która leży na barku, okazała się za to mega wtopą, ale w końcu kupiłam ją tylko dla puszki. Myślałam, że będzie zwykłą, czarną herbatą, a okazała się jakimś białym proszkiem o zapachu cappucino? Dobrze, że małżonek pije kawę, to chociaż skorzysta, bo ja skorzystam na puszce, czyli tak, jak zakładałam :-) Przyznaję, wiele rzeczy kupuję dla opakowania, choć właśnie nie zawsze zawartość jest dla mnie zjadliwa/użyteczna. Ale biorę, choćby to było niepotrzebne mi wcale. No, ale taka puszeczka piękna, różowa taka, z 'flamingiem' w nazwie... no kto by nie wziął? :-)))








zdjęcia mojego autorstwa.

CONVERSATION

14 komentarze:

  1. Oj barek widać było że potrzebny! I niezastąpiony! Koniecznie trzeba było kupić! Ja Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zakupy, wózek bardzo fajny i przydatny, nie dziwię się, że uległaś. Ikea kusi fajnymi gadżetami. Puszka urocza i w ładnych kolorach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikea zawsze kusi! Lubię starocia, ale tym razem cieszę się bardzo, że go dorwałam i to w takiej cenie :-)

      Usuń
  3. Barokowo wyglądają peonie na tle ściany w głebokiej zieleni...
    Miało być o barku, wyszedł barok ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde, barek jest piękny.Mnie też by się przydał;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki! Sprawdź w Ikea gdzieś w Twojej okolicy, może złapiesz też ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym wzięła :D Obie rzeczy. I jeszcze pewnie kilka innych... Jak dobrze, że do Ikei mam 60 km... Ale niestety - zawsze wychodzę stamtąd z ogromem rzeczy i wyrzutami sumienia. A im bardziej sie staram trzymać listy, tym o ironio - więcej biorę -_- Nie ma dla chyba nadziei, oj nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ta odległość może zrobić tylko gorzej- bo jak już tam jesteś, no to trzeba wziąć więcej, nie? :-D

      Usuń
  7. Świetne łupy! Mój sposób na fajne puszki to żebranie po knajpach ;-) Ten chai występuje we wszystkich kolorach tęczy (ja mam różowy i fioletowy), pojawia się w gliwickiej knajpce, więc wysłałam raz czy dwa szanownego małżonka po łupy. W minioną niedzielę też wróciłam z restauracji z gigantyczną puszką po pomidorach - teraz mieszka w niej moja bazylia. Zatem gorąco polecam polowanie na puste puszki, bo z zawartością faktycznie różnie bywa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! O kurcze, nie pomyślałam o tym! Świetny pomysł, bo ta herbata jest tak okropna, że od razu poszła do śmieci, ale nijak nie mogę pozbyć się tego smrodu z puszki :-P

      Usuń
  8. Smrody z puszek polecam usuwać roztworem wody i sody oczyszczonej ;) Zalać i zapomnieć na kilka godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrobiłam i pomogło :-) Dzięki Werka!

      Usuń

Instagram