Wyższość drugiej ręki (mini kurs dla początkujących).


Do szmateksów z zasady chodzimy z dwóch powodów: pierwszym jest poszukiwanie oryginalnych rzeczy, jakich nie da się spotkać nigdzie indziej (np. tyrolskie swetry albo oversizowe skórzane kurtki), drugim jest polowanie na metki. Mówcie co chcecie, ale moim zdaniem największy procent ludzi chodzi do secondhandów, by wyłowić coś extra (czytaj: coś designerskiego) za grosze.  

"Patrz Gienia, kupiłam jeansy Dolce&Gabbana za siedem złotych!"- o, właśnie to się potem słyszy :-) I nie ma w tym stwierdzeniu krzty ironii, bo ja właśnie jestem taka sama. Nic mnie tak w życiu nie jara, jak znalezienie koszuli Acne albo jakiejś markowej torebki vintage za dychę. Z reguły, jako maniaczka rzeczy używanych, jakoś specjalnie nie patrzę na metki, ale wyjątkiem są sh- tam poluję głównie na nie. 

Ubrania i dodatki od projektantów są dość drogie, bardzo drogie. Dobra, są cholernie drogie i zwykłych ludzi na nie nie stać. Wielu z nas jednak marzy choć o jednej takiej rzeczy (i nie zapierać się, bo i tak nie uwierzę). Secondhandy są ku temu dobrą opcją, tylko trzeba być wytrwałym w dążeniach i nie rezygnować szybko, uciekając z pustymi rękami odurzony charakterystycznym szmateksianym swądem. Polowanie na perełki to proces żmudny i długotrwały, ale opłacalny w efekcie. No i lepiej kupić oryginalną rzecz sprzed lat, nawet z oznakami używalności, niż nową podróbkę!

Obecnie jest też coś takiego, jak vintage shopy- dla tych, co nie wiedzą, to też szmateksy, tylko o wiele droższe, bo prowadzone przez osoby dobrze zaznajomione z firmówkami (no i może lepiej przesortowane i z mniejszą ilością 'obcych zapachów'). Głównie umiejscowione w dużych miastach lub w Internecie. Tam też można znaleźć coś extra, ale i za odpowiednią cenę. Mnie za bardzo takie miejsca nie interesują- jeśli chcecie znaleźć coś markowego za normalną 'szmateksową' kwotę, polecam wybadać teren wokół dużych miast, ich obrzeża, mniej hipsterskie dzielnice albo udać się (np. przy okazji wakacyjnych podróży) do tych mniejszych miasteczek, gdzie tego typu przemysł jeszcze na całe szczęście kwitnie (choć coraz słabiej, nad czym ubolewam). W Gdańsku przykładowo, polityka władz postawiła na same molochy i betonowe galerie handlowe (ile H&M' ów może przypadać na jedno miasto??), kosząc tym samym warte uwagi małe sklepiki, mniejsze butiki i właśnie miejsca z odzieżą używaną. Miasto wygląda tragicznie i naprawdę ciężko jest już upolować coś oryginalnego, a szkoda, bo można by wesprzeć lokalnych przedsiębiorców, ludzi z pasją, recykling i polskie działalności, a nie chińską masową kontenerówkę, odbieraną ze Stogów (dzielnica Gdańska z portem przeładunkowym). Dlatego też ja na wyprawy do secondhandów wybieram się np. do Kolbud, Kartuz, Kościerzyny albo do (poleconego przez Tosię z bloga 'Burczy mi w brzuchu') Wejherowa.

Zanim ruszycie na pierwsze łowy, podam Wam moje dwie złote zasady skutecznego grzebania: 

1. Nie patrzymy na porę roku. To ogromna zbrodnia, kiedy wychodzimy ze sklepu latem stwierdzając, że nic nie było, ino same zimowe kożuchy. Błąd! Na szmatach bierze się to, co jest, a nie to, czego szukamy. Bo kiedy przyjdzie odpowiednia pora, taka rzecz okaże się idealna. Lepiej kupić i odłożyć, niż potem płakać i wspominać z żalem (true story).

2. Raczej nie planujemy zakupów. Secondhandy to specyficzne miejsca, gdzie najlepiej wybrać się, gdy nie szukamy niczego (a już na pewno nie tego, czego potrzebujemy 'na już'). Najlepiej wejść tam z przypadku, spontanicznie, bezplanowo, a gwarantuję, że wyjdziemy z dobrymi zdobyczami. 


Torebka Gucci (numer seryjny ma, tylko nie miała paska, ale poluję na gruby łańcuch), brelok Celine (w oryginalnym pudełeczku) i cieniutka sukienka (stanik obowiązkowy) w genialnych kolorach- trzy udane zdobycze. Upolowałam je w stanie idealnym, w dodatku nie przekraczając kwoty 50 zł. Myślę, że razem tworzą całkiem fajny zestaw, na pewno trudno o takie rzeczy w tradycyjnych sklepach, nie mówiąc już o tym, że ceny nowych ciuchów są dla mnie stanowczo za wysokie. Na świecie jest już i tak za dużo nowych ubrań i innych przedmiotów, a wśród tych używanych są rzeczy nie tylko oryginalne i czasem bardzo markowe, ale i gotowe otrzymać drugie życie (recykling!). 







Zdjęcia mojego autorstwa.

Jeszcze notka na koniec: wszelkie głupie i obraźliwe komentarze lądują u mnie w folderze SPAM! A spam, tak jak jelita, opróżniać należy regularnie, więc takowe nie będą u mnie publikowane.

Miłego dnia!

12 komentarze

  1. Też lubię chodzić "do drugiej ręki" Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Superancko :-) Masz jakieś dobre łupy?

      Usuń
  2. Często buszuję ale ostatnio więcej trafia mi się rzeczy typowo do domu.Narzuty,koce czy nietypowe poszewki.Uwielbiam takie łupy bo wiem że jest duże prawdobodobieństwo iż plecioną angielską narzutę mam w całym mieście tylko ja,a moze i nawet w całym kraju;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie przez tyle lat praktycznie nic nie udało mi się upolować do domu :-( Raz czaiłam się na wielki plastikowy dywan, ale po zważeniu wyszedł za 250 zł, więc odpuściłam.
      To jest w tym wszystkim najlepsze, że masz coś, czego prawie na pewno nie ma nikt!

      Usuń
  3. Piękny zestaw udało ci się upolować,szkoda że nie pokazałaś jak sukienka leży, trochę więcej odwagi. Tylko źli ludzie dają brzydkie komentarze, świadczy to o ich zazdrości i zawiści. Pozdrawiam Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) No właśnie z tym pokazywaniem- nie chciałam, żeby to wyglądało tak jak na blogach typowo modowych, chciałam się bardziej skupić na łączeniach ze sobą i na samych łupach, niż na takich klasycznych outfitach. Ale ok, następnym razem coś pomyślę ;-)
      Wiesz, nie chodzi mi o to, żeby się tu tylko rozpływać i dodawać same piękne różowe słowa pod moim adresem. Kulturalna polemika, owszem, coś się komuś może nie spodobać i mi napisze, że tym razem przegięłam- spoko, ale nie takie popłuczyny! Widać niestety, jak czasem żal ludziom d***y ściska, tylko nie wiem czemu. Buźka!

      Usuń
  4. Wiem co masz na myśli czasami kulturalna krytyka też jest wskazana, bo może być motywująca do poprawy, a każdy człowiek jest inny i co innego może mu się podobać, to normalne.Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. Sama jestem czytelnikiem swojego bloga, wracam często do swoich postów i jakoś mi się nie widzi czytać takich komentarzy, dlatego ich nie publikuję. pozdrawiam :-*

      Usuń
  5. Ja nie mam szczęścia do second handów jeżeli chodzi o ciuchy. Częściej upoluje mi coś mama choć ciężko jej trafić w mój gust. Za to lubię kupować dekoracje do domów. Trochę ciężko, bo często są takie "babcine" ale da się coś znaleźć ciekawego. Przynajmniej w mieście w którym mieszkam w Anglii. Szykuję post o tym jak być eko w urządzaniu wnętrz, jeden punkt u mnie jest nieco inny niż Twój, dlatego pomyślałam, ze mogłabym oznaczyć ten post u mnie :) Mam nadzieję, że Ci to ne przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, z tym polowaniem to tak różnie bywa- piszecie, że właśnie nie ubrania, a rzeczy do domu wpadają Wam w ręce, a ja nic nigdy do domu nie wyhaczyłam :-) Loteria!
      Oj tak, taki tradycyjny angielski styl jest bardzo charakterystyczny, domyślam się, że mnóstwo tego w secondhandach u Ciebie. Oczywiście, że możesz oznaczać, będzie mi bardzo miło. Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Druga rada jest ze złota - raz wpakowałam się do charity shopu (szmatekst tak się na Wyspach nazywa), z kupionym właśnie falafelem, bo umierałam z głodu, ale ten shop mnie skupił. Wyszłam z balerinami Mel by Melissa za 4 funty, a wogóle nie miałam zamiaru włazić <3 Kiedy indziej weszłam do sklepu z antykami i upolowałam dla chłopaka szachy z marmuru za 10 fu, w innym sklepie z meblami dorwałam szachownicę do kompletu za taką samą cenę, trochę jest pęknięta, ale w tym jej urok.

    OdpowiedzUsuń