A trzeba było robić jak Grey (muchy i góralska torba).


A ja tylko chciałam Wam nowe łupy pokazać, wpaść na chwilę i powiedzieć, że mam skórzaną torebkę vintage, góralską, tłoczoną (cepelia jak się patrzy) i męską koszulkę z organicznej bawełny z printem w muchy. I mogłoby być tyle, że fajny zestaw, że kolory ładnie grają. Ale nie, znowu poniosło mnie w psychiczne rewiry, w zakamarki mego durnego łba, w które sama zapędzam się jak w kozi róg, jak w ślepą uliczkę w Gdyni. 

Bo ja mam straszną naturę przemyśliwaczki. Myślę dużo za dużo i o wszystkim. Naprawdę o wszystkim. Od wieczornego liczenia baranów spokojnie przejdę przez jutrzejszy obiad, sierpniowe posty, pomysły na moje 31 urodziny (listopad), potem będę wspominać dzieciństwo albo myśleć o przyszłości, aż tropem tym dojdę do egzystencjalnych lęków, chorób cywilizacyjnych i uchodźców. Żaden temat nie jest mi obcy dopóki nie łyknę wiadra ciepłego rumianku- wtedy jest szansa, że koło godziny pierwszej albo drugiej mój mózg w końcu padnie. Ale zanim to nastąpi wygląda jak stara dymiąca lokomotywa, jak napisy po filmie w polsacie- biegnące w przyspieszonym tempie. I jeszcze z reklamą z boku.



"Pewnego dnia, zrozumiałam że ja, nie umiem nic" jak śpiewał Grzesiu Markowski. Tak, oto naszło mnie właśnie, że w wieku trzydziestu lat nic nie umiem. Niezdatna jestem do prac plastycznych ani innych manualnych, moje wykształcenie humanistyczne też całe g***o- takie tam pieprzenie o społeczeństwie, socjologiczne dywagacje bogatych rubasznych starców, co nie mieli nic innego do roboty- albo dziwki, albo pitolenie w fotelu. Wybrali to drugie. A poradź sobie człowieku na dzisiejszym rynku pracy z takim papierkiem. Mam niedosyt okropny praktycznych zdolności, bo mogłam robić jak Grey- zamiast chlać w piątkowe wieczory robić licencję pilota. Abo chociaż patent żeglarski, nie wiem, uczyć się grać na saksofonie. Bo dostałam się celująco do szkoły muzycznej, do klasy klarnetu, ale z wrodzonego lenistwa wolałam jarać blanty na mazurskich łąkach niż zapierniczać do drugiej szkoły. Dobra, zdałam prawko. Ale za trzecim razem- oto koronny dowód, że niespecjalnie idzie mi kręcenie wajchą, kiernią, rozglądanie się i myślenie (i jeszcze oddychanie) jednocześnie. Coś mogłam lepszego pokminić, w wieku 30 lat mieć zbudowane imperium, a teraz tylko rzucić jakimiś certyfikatem i negocjować moje złote kokosy. A tak co, "przechlapałam swój czas, najlepszy czas", jak znowu Grzesiu śpiewał. 



Wiem wiem, nie jestem stara, jeszcze mogę. Ale wiecie jak to jest z edukacją- im szybciej pewne rzeczy się odbębni, tym lepiej, potem tylko można wykorzystać umiejętności. Bo teraz to nie ma czasu- człowiek trzydziestoletni już musi zarabiać, pracować, kokosy zbijać, hipo spłacać, a nie jeszcze od nowa coś studiować- tak się mówi. Że teraz już nie pora na szkoły i patenty, teraz trza zasuwać. Na naukę nigdy nie jest za późno, mówili. A tam, mój dzisiejszy mózg jest jakiś oporny na myśl o ponownym wkuwaniu. No i ja sobie do tego tak myślę, że praktyczne umiejętności, wyuczone, nabyte z czasem czy też wrodzone- nieważne, to jest ten kapitał. Genialny kapitał! Bo jest coś, co potrafisz zrobić własnymi rękoma i tego nikt Ci nie odbierze. Wiesz, że zawsze sobie poradzisz. Nawet garnek ulepisz i sprzedasz, łódź zbudujesz, na pianinie zagrasz. Ja, człowiek humanistyczny, myśliciel, filozof z natury, no spoko, ale czy to człowiek na dzisiejsze czasy? Zawodowy rozminiacz? Wróżbita Paulina?


Patrzę na te dzisiejsze młodzieże i się łamię- kurczaki, kilka języków, jakieś zagraniczne staże, dziesięć kierunków pokończone, obcykani w GoPro i innych dronach. Myślą o przyszłości, mają jakieś plany, konkretne cele, sprecyzowaną ścieżkę edukacji i pracy. Chciało im się kurka wodna, chciało, nie to co mi- ja se nastawiałam The Doors na słuchawkach i leżałam nad jeziorem. Luz blues, w niebie same dziury, podobnie jak dzisiaj w moim budżecie domowym. A trzeba było być jak Christian G.- zasuwać nie balować, a potem też mogłabym szpanować osobnym pokojem do zabawy (u mnie byłaby garderoba). Latałam po szmateksach w weekendy albo pochłaniam po raz setny 'Dzieci z Dworca Zoo', a trza było chociaż babkę zagonić, żeby nauczyła na drutach dziergać. To nic mi się nie chciało.

zdjęcia mojego autorstwa. 

Łażą po mnie myśli jak te muchy po koszulce, za dużo myślę nad wszystkim, to moja zmora, największe przekleństwo. Lata czytania książek i filozofowania przy skrętach- oto właśnie mam efekty. Na starość na bank zapadnę na jakąś schizofrenię, ba, już jakby mam pierwsze objawy (będę udawać na balkonie starego bosmana, siedząc na leżaku z wąsem i dżinem w ręku). Jeszcze tak dwa razy dyszka i będę śpiewać 'znowu w życiu mi nie wyszło', zmieniając małżonkowi pampersa. Coś z tym muszę zrobić, choć zawsze jeszcze mogę zawodowo łapać pokemony, podobno jest dziś taka praca. A miało być o bluzce i torebce. 

Do następnego :-*

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Pojechałaś po sobie, nie ma co. Moje myślenie o świecie i życiu, zaganiało mnie w depresję. Teraz jest lepiej, ale wspomagam antydepresantami. Jeśli o umiejętności chodzi to ja tak wszystkiego po trochu, lecz niedokładnie i same użyteczne, a chciałabym umieć jeździć na rolkach i grać na na czymś. Może się uda w przyszłym życiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojechałam no, ale szczerze, prosto z serducha, tak mnie naszło.
      I ja mam nostalgiczną naturę, może taka nasza słowiańska natura? Cieszę się, że jakoś sobie radzisz, jakbym się gdzieś wybrała to też nie raz pewnie wyszłabym z receptą. Buziaki Gosiu :-*

      Usuń
  2. hahahah <3 uśmiałam się, mam tak samo, myślę non stop o wszystkim, wszystkich, analizuję, często niepotrzebnie, szukam dna piątego, a ićććććć ;d

    OdpowiedzUsuń
  3. Paulina faktycznie za dużo blantów ;-) ale serio jest dużo prawdy w tym co piszesz, tylko co to da. Jak śpiewało kiedyś Kombi, każde pokolenie ma swój czas. Czas ma miłość, szaleństwa, naukę (albo nie), jaranie, śpiewanie, balangi, wyjazdy, życie towarzyskie i wewnętrzne.
    Myślę, że w sumie mogłabym napisać o sobie podobnie, choć w wieku 30 lat czułam się jak nastolatka (i to był raczej błąd, bo miałam wrażenie, że tyyyyyyyle jeszcze przede mną) ale dziś mając sporo lat więcej nie czuję się gorzej, więc najwyraźniej tak mam i zamiast się tym martwić chłonę życie na maksa.
    Najważniejsze być sobą, choćby czasem było źle, fuj i nie wiem jak, i ludziom się to nie podobało. Nikt nigdy nie odbierze ci tego co masz w sobie.



    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, ale wiesz, kryzys 30- latka już naukowo udowodnili :-P

      Usuń

Instagram