Jak sobie radzić z kurzem w mieszkaniu pełnym wszystkiego.


Nie mam w domu mało przedmiotów, to trzeba przyznać. Nie należę do społeczności minimalistów, o nie, ale też nie zbieram wszystkiego. Dobrze radzę sobie z rozstawaniem się z niektórymi z nich, bez większych oporów potrafię sprzedać mebel czy dodatek, którego nie używam, wymienić się czy oddać. Nie jestem niewolnikiem rzeczy, jestem zdania, że każdą z nich można zastąpić inną. Nie nadaję im imion i nie traktuję nazbyt sentymentalnie. Bardziej rajcuje mnie sam proces poszukiwania i znajdowania, niż wizja efektu końcowego. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie przestrzeni wokół siebie pustej i bladej, dlatego musi być ona dobrze zapełniona, kolorowa i nawet co nieco w nadmiarze.

Pod względem czystości jestem pedantką, jeszcze w dodatku mam uczulenie na roztocza, co razem nieźle się składa :-) Widzę jednak komentarze i otrzymuję od Was wiadomości, że mieszkanie, gdzie większość rzeczy jest na widoku, na pewno jest uciążliwe w użytkowaniu. Że na pewno musi być nieźle zakurzone, ubrania pachną schabowym, a sensem mojego życia w nim jest nieustanne bieganie ze ścierą. Otóż oświecę Was- tak nie jest! Bardzo ważny jest dla mnie klimat mieszkania, uwielbiam zbierać przedmioty z duszą, które nie mają nic wspólnego z taśmową chińszczyzną. Dla takich zbieraczy, jak ja, aspekt 'kurzowy' nie jest aż tak istotny (to znaczy wiemy, że się sprząta, ale nabywając daną rzecz nie myślimy w pierwszej kolejności o kurzeniu się tegoż). Dziś chciałam podzielić się z Wami moimi moimi sposobami na kurz w eklektycznym domu, gdzie dużo wszystkiego. 


O tym, że sprzątać uwielbiam pisałam Wam już w TYM POŚCIE. Gdybym miała zmieniać branżę z powodzeniem założyłabym firmę sprzątającą (swoją drogą kiedyś nawet myślałam o tym). Kocham sprzątać i coś sprzątam codziennie, nastawiam tylko ulubioną muzę i działam. Czasem jest to większe sprzątanie, czasem tylko ogarnięcie z grubsza (wszystko zależy od tego, w jakim stopniu występuje PMS). Sprawia mi to przyjemność, nie chodzę naburmuszona, że muszę, ja to po prostu lubię. Dlatego też zwykle w moim mieszkaniu jest czysto. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie u wszystkich poziom tolerancji kurzu jest tak niski, jak mój, a jednak lubią vintage i otwarte półki. Dla tychże mam krótką listę własnych spostrzeżeń. 


1. Kluczem jest systematyczność- organizowanie wielkiego sprzątania na sobotę już na samą myśl napawa mnie niechęcią. Lepiej jest sprzątać małymi kroczkami, acz często- np. dziś wycieram z kurzu biblioteczkę, a jutro umyję sobie wszystkie lustra i inne szklane powierzchnie. Poświęcenie kilkunastu czy kilkudziesięciu minut dziennie na sprzątanie już nawet brzmi lepiej, a na koniec tygodnia może się okazać, że właściwie odwaliliśmy 'mimochodem' kawał dobrej roboty. 

2. Wietrzenie- Częste otwieranie okien znacząco uskutecznia wentylację powietrza w domu, dzięki czemu roztocza i pyły giną (szczególnie zimą, w mrozy, należy dobrze wywietrzyć dom). Latem mam otwarte okna non stop (dzięki czemu miałam żółte parapety od kwitnącej lipy), przez co jest świeżej i lżej. Moje ubrania, które mam na widoku, również przyjemnie i automatycznie też się wietrzą. 


3. Preparaty na kurz- częste wycieranie rzeczy mocną chemią powoduje, że w domu pachnie już tylko tym. Lepiej jest zbierać kurz specjalnymi ściereczkami, które wystarczy tylko zwilżyć wodą. Jeśli chcemy bardziej wyszorować powierzchnie (np. ze znalezionej właśnie rzeczy) i zapobiec ponownemu osiadaniu kurzu, to warto postawić na produkty jak najbardziej naturalne, tylko lekko i przyjemnie pachnące. Popularne są też ściereczki już nasączone preparatem antybakteryjnym, choć ja ich osobiście nie używam.

4. Podłogi- Nie polecam mieć w domu dużej ilości dywanów i tkanin, jak już, to tylko niewielkie elementy. Wszystko z tego względu, że one najbardziej zatrzymują i zbierają kurz, a to z kolei powoduje jego radosne namnażanie, co z kolei dla nas oznacza nieustanne tego wdychanie. Szczególnie wykładziny dywanowe typu shaggy- codzienne stąpanie po ich długich włosach wzbija drobinki, które lądują w naszym nosie. Lepiej mieć bardziej puste podłogi, które można łatwo zamieść, odkurzyć i umyć. A dywany wybierać płaskie, najlepiej wełniane. 


5. Niezbędne minimum- to odkurzanie przynajmniej raz w tygodniu (ja czasem też zamiatam, ale zwykłe zmiotki za bardzo wzbijają kurz). Do tego mycie podłóg chociaż raz w miesiącu preparatem odpowiednim do naszych podłóg. Kurz nie lubi wody, więc to dla niego najlepszy pogromca. Jeśli posiadacie (jak ja) skrzynki, szpule lub palety z surowego drewna, je też należy odkurzyć (tak samo, jak np. kaloryfery). I ile można zdziałać jednym porządnym odkurzaniem! 


6. Częste przeglądy- u mnie notoryczne, ze względu na ogromne zamiłowanie do przestawiania rzeczy. Jeśli jednak nie lubicie tak często bawić się w domowego stylistę, to chociaż raz na jakiś czas dobrze jest zrobić przegląd swoich dodatków czy naczyń, które stoją na wierzchu. Te durnostojki, które są nieładne/niemodne/stare/niepasujące, a nie są w jakimś sensie pamiątkowe, warto zwyczajnie wywalić. Zrobić trochę miejsca i wprowadzić powietrza. Idealne są wszelkie przeszklone szafki i witrynki, gdzie eksponowane dodatki, kolekcje czy porcelana już się tak nie zakurzą.

7. Tapicerki- kanapy, fotele i pufki też łapią kurz. Oprócz odkurzania dobrze jest też raz na jakiś czas przetrzeć je na mokro (w sensie trochę wyprać). Dużo rzeczy zbieram za darmo, ale jednak w miarę unikam tych z materiałową tapicerką (szczególnie welurową, aksamitną)- boję się wszystkiego tego, co tam się w nich czai :-D

Zdjęcia mojego autorstwa.

I to by było na tyle od Cioci Dobrej Rady. Miłość do staroci i rzeczy używanych, do otwartych półek i drobiazgów na widoku, przy jednoczesnym zamiłowaniu do sprzątania i alergii na kurz, tylko trochę wydaje się skomplikowane. Żeby nie udusić się w mieszkaniu pełnym wszystkiego trzeba włożyć w to może trochę pracy, ale wszystko da się zrobić, wystarczy tylko dobry system :-) A potem można cieszyć się z widoku wielu niepowtarzalnych przedmiotów- czystych, lśniących i bardzo oryginalnych. Miłego poniedziałku :-*

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Nie ma to jak porządnie się spocić myjąc podłogę;) siłownia jest już zbędna.
    Chciałam jeszcze dodać, że uwielbiam kolory w twoim mieszkaniu i radosny styl w jakim je urządzasz. Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, ostatnio odkurzałam palety, na których mam materac w sypialni- to dopiero było cardio :-D Bardzo mi miło i dziękuję :-*

      Usuń
  2. Tak systematycznosc to podstawa.Ja odkurzam codziennie bo psiak w domu to kudły latają i inaczej się nie da.Ale lubie to.I te miłe uczucie jak skonczysz i z lubością wszystko ogarniasz wzrokiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też psiak z kudłami :-D Ale codziennie to podziwiam, masz parę dziewczyno! A widok tej czystości jest wspaniały <3

      Usuń
  3. Wdać, że czysto u Ciebie, właściwie to chyba nawet lśni. My piesa też mamy, kudłatego i odkurzamy raz lub dwa razy na tydzień. Lubię gdy jest czysto, ale u nas ciężko uświadczyć taki stan, a ciągłe sprzątanie mnie frustruje. Muszę jednak stwierdzić, że ostatnio jakby czyściej się zrobiło, bo jeden lokator wybył, a pozostali pomagają jak umieją. Pozdrawiam Cię Paulinko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, lśni to może za dużo powiedziane, powiedzmy, że czasem lśni :-D
      Ja lubię sprzątać, ale nie lubię jednego wielkiego sprzątania, po którym padam na twarz, dlatego wolę po trochu ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. U mnie też psiak w domu, ale codziennie nie odkurzam, bo padłabym. Ale od czasu do czasu robię czystkę z dekoracjami. I wtedy jest mi lepiej :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym padła, a raczej małżonek, bo odkurzanie to jego działka ;-)
      Czystka w dekoracjach jest bardzo wskazana! Pozdrawiam :-)

      Usuń

Instagram