Level hard- z czego robić meble.


W przerabianiu odpadów i wszelkiego rodzaju śmiecia doszłam już do takiej wprawy, że nawet gdybym była bezdomna i mieszkałabym w kartonie, byłby to najbardziej odjechany karton ever. W tej kategorii osiągnęłam już level hard- widzę meble tam, gdzie nie powinnam, widzę dobre dodatki w tym, co z dodatkami do domu wiele wspólnego nie ma, ciągnę do domu to, co inni wyrzucają jako niezdatne do użycia. Moje zakręcenie na tym punkcie osiągnęło już rozmiary monstrualne, a i tak mam wrażenie, że ten ciąg przyczynowo- skutkowy, to kontinuum czaso- przestrzenne, ta mania i fobia nie mają końca. 

Pamiętacie stół z rozkładanymi 'skrzydłami'? Jeśli nie, przypominam go TUTAJ. Postał sobie kilka miesięcy w kuchni, pobył, nacieszyłam się tym zabytkiem z PRL-u, po czym złożyłam go i koniec końców wylądował na balkonie. Jestem uzależniona od zmian w domu i dzieją się one nieustannie, tak więc teraz zamiast stołu, na styku salonu i kuchni, stoi komoda ze starymi drzwiami w roli blatu (i od wczoraj z nową 'kiecką'):


Nieskromnie powiem, że wyszło mi to rozwiązanie jak nie wiem, naprawdę fajnie się przy tym siedzi. Wracając jednak do stołu- wczoraj uprawialiśmy małe balkonowe sprzątanie, podczas którego małżonek zaryzykował twierdzenie, że najchętniej wywaliłby ten stół, bo leży jak ta zdychająca krowa na środku balkonu, zawalając nam jakieś 1/3 jakże cennej powierzchni. Po niedługim zastanowieniu przyznałam mu jednak rację, na 46 m2 za dużo też trzymać przecież nie mogę. Ponieważ skurczybyk (w sensie stół) waży jakieś pół tony, postanowiliśmy go najsampierw rozkręcić, zanim pozbędziemy się go całkowicie (w sensie z mieszkania, celem była piwnica nie śmietnik). Okazało się, że najcięższym elementem tego cholerstwa jest drewniana konstrukcja, dzięki której stół rozkładał się na boki i do góry. Odkręciliśmy ją całą zatem i nagle moim oczom ukazało się coś w rodzaju niskiej półki. Małżonek chwycił się za nią celem dalszej rozbiórki, po czym został przeze mnie gwałtownie zastopowany. Bo ja już w tym zobaczyłam całkiem dobre zastosowanie! "To się do niczego nie nada!", rzekł ten człowiek małej wiary, zwany moim mężem. "Krzysztof, nie myślisz trójwymiarowo", odpowiedziałam mu na to jak zwykł odpowiadać dr Emmett Brown Marty'emu McFly. I tymże hakiem została ze mną sama konstrukcja, zwana dzisiaj nową półką w livingu







Jednak dobrze mieć tak rozbuchaną wyobraźnię, jednak dobrze było za dzieciaka czytać tyle książek. Dzięki temu jestem teraz w stanie zobaczyć coś tam, gdzie wcale tego nie ma. Ta konstrukcja jest tak masywna, tak porządnie wykonana, w dodatku z litego drewna, że naprawdę szkoda mi to było wyrzucić, a wystarczyło tylko kilka rzeczy podkręcić/odkręcić/podmienić, żeby niepotrzebny zlepek desek stał się takim swego rodzaju niskim regałem na dekoracje, książki etc. Odbyło się to wszystko kosztem odsunięcia kanapy od ściany, musiała wyjechać z pokoju też pufka, ale wydaje mi się, że bez niej salon wygląda trochę lżej. No i chyba już na stówę przekonałam się, że jednak narożnik to w moim przypadku nie byłby dobry pomysł, lecz długa trzyosobowa sofa. Kilka zmian i salon znowu przybrał nową osobliwą odsłonę :-)










Stolikiem kawowym jest dziś ponownie wojskowa skrzynia, dokręciłam do niej tylko kółka. A stary stolik znowu stał się 'kominkiem' :-)))






zdjęcia mojego autorstwa.

Uff, jesteście tu jeszcze? Taka tam zwykła sobota u mnie, no wiecie :-))

Jak Wam się podoba nowa odsłona? Mam wrażenie, że oryginalne meble można zrobić ze wszystkiego, trzeba tylko użyć wyobraźni. A efekt, wiadomo, mało kto ma później taki sam :-)
Ten 'mebel' wyszedł nieco przypadkiem, ale ja jestem finalnie bardzo zadowolona. 
Lubię te moje 'wystawki' :-)

A Wy macie jakieś swoje patenty na niepowtarzalne meble?

Miłej niedzieli!

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. O kurde, nawet ja bym chyba to wywaliła do piwnicy bo wiadomo że wszystko co drewniane przydac się kiedyś może i na śmietnik nie można.Tak myślę jakie ja stworzyłam meble z czegoś co przedtem meblem nie było.Przyznam że dużo tego nie ma.Biurko pod laptop z maszyny singer.Półka ze skrzynki po winie i szuflada po maszynie jako przyprawnik.Mało trochę tego u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, nie wywaliłabyś na bank :-) a mebelki masz podobne jak ja, też mam skrzynki, to must have :-) Trochę masz!

      Usuń
  2. Ci powiem, że emocjonujące są dla mnie te twoje przemeblowania. Pamiętam,jak cieszyłaś się owym stołem, jak wymieniłaś mu nogi itd. A teraz zamiast stołu, odlotowa półeczka. Chociaż sofa z pufą, jako rogówka podobała mi się, dobrze że jeszcze atrapa kominka została. Aranżacja na nowej półce bardzo udana. Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha, widzisz, jak ja się długo umiem czymś cieszyć. zaraz mnie nosi, zmienić coś muszę, bo inaczej się uduszę ;-) Pufka stoi znowu :-) Jednak wygodnie z nią, atrapa zostanie :-) Dzięki Gosiu :-*

      Usuń
  3. super :) zapraszam do wzięcia udziału i dodania posta w link party u mnie :) http://speckled-fawn.blogspot.com/2016/07/urodzinowy-post-i-link-party-z-nagrodami.html

    OdpowiedzUsuń
  4. no faktycznie odjechane wnętrze nie ma co ;) wszystko spoko tylko jakoś ten świecący na ścianie kaktus mi przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń
  5. jak dla mnie to właściwie ze wszystkiego da się zrobić coś fajnego także gratuluję pomysłowości ;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram