Dorosłość jest cudowna! (stylistka swoich wnętrz, #wolnomi).


Bycie nastolatkiem i w ogóle dzieciakiem to zdecydowanie nie był time of my life. Było beztrosko i wesoło, bo i takie też były czasy (do których mam ogromny sentyment), ale mam tu na myśli relację stary- dzieciak. Generalnie dzieci i ryby.... wiadomo. No i to była moja największa zmora. 

Jestem jedynaczką, indywidualistką, o dużej potrzebie wyrażania siebie, obdarzoną dużą potrzebą wolności i samostanowienia. Zakomunikowałam to beztrosko swoim staruszkom kiedy byłam już w podstawówce, bo jakoś sami nie dali rady tego zauważyć, ale co może mieć do powiedzenia gówniara, która nawet nie ma jeszcze okresu. W dodatku od zawsze miałam artystyczne zapędy, które nie mogły mieć za bardzo ujścia w domu. Niestety, moja relacja z rodzicami była typowa, czyli generalnie mam ich słuchać, za bardzo się nie wtryniać, jeść, co i kiedy mi każą (zupa mleczna z makaronem oblepionym kożuchem do dziś stoi mi w gardle), dobrze się uczyć i żyć w zgodzie z innymi. Nie to, żebym chciała chlać na górce za blokiem, a oni mi nie pozwalali, nie. Jestem z natury raczej spokojna i ugodowa, kobieta domatorka bez nałogów (anons matrymonialny?!), o ile mogę się wyżyć na swój własny sposób. A wtedy bardzo chciałam, ale wiadomo- w typowej rodzinie o wszystkim zwykle decyduje matka. 

Robiłam więc wszystko pokojowo i spokojnie, ale w duchu wiedziałam, że niech ja tylko skończę tą budę, oj wtedy w końcu będę robiła to, co będę chciała. Bo dzieciom zwykle nie pozwala się na wiele, rzadko mogą robić to, co naprawdę chcą. A potem rodzicie się dziwią, że dziecko spuszczone ze smyczy (czytaj: po wyprowadzce z domu) zamiast zostać statecznym pracownikiem pomocy społecznej zostaje obwoźnym tatuażystą. Dobrze, że ja nie skończyłam na Dworcu ZOO w Berlinie, tylko jednak ogarnęłam się.

I rozumiałam to, dlatego nie kłóciłam się i nie walczyłam z wiatrakami. A jeszcze ojciec dolewał oliwy do ognia, mówiąc, że jak będę dorosła i będę sama na siebie zarabiać, to będę sobie mogła robić, co mi się żywnie podoba. I tak oficjalnie, przy rodzinie, spożywając mielonego z mizerią przytakiwałam mu zgodnie. Tylko mój uśmieszek półgębkiem zdradzał, że czekam na to jak na zbawienie, szarpać moją wolność będę jak Reksio szynkę. 

Dzisiaj jestem już duża i mam swoje własne kieszonkowe, które wypłacam sobie sama, no i kocham ten stan. Nie chce mi się myć zębów wieczorem, NIE MYJĘ. Ha! Nie lubię swojej roboty, to zmieniam ją, nikogo się nie pytam. No bajka po prostu. Dzisiaj mogę się coś tam rodziców poradzić, ale i tak wszystko będzie moją własną decyzją. Te wszystkie drobne rzeczy dorosłego człowieka, który wreszcie może decydować sam o sobie. Patrzę sobie z balkonu, jak matka goni latem o 19 dzieciaka do domu, a on marudzi, że nie chce. Oesu, jak ja mu współczuję, no najgorzej ma. Dorosły jak ma ochotę (w dodatku bezdzietny!), to i sobie o 21 wsiądzie w tramwaj i pojedzie urżnąć się na plaży. Cudownie! 

Już nie mówiąc o tym, jak wspaniale jest mieszkać samemu. Wnętrzarski orgazm codziennie! Dla takiego freaka jak ja, to jest dopiero spełnienie marzeń. A będę sobie przestawiać meble choćby i w środku nocy, jak mnie wena najdzie! A jak mi się biały znudzi, to se maznę na żółto. Kto mi zabroni?? Ta wnętrzarska wolność to jest coś, czego mi najbardziej brakowało i teraz wyżywam się chyba za wszystkie czasy :-)

Marka VOX poprosiła mnie o wzięcie udziału w świetnej akcji #WolnoMi, której ideą jest propagowanie wolności domowej. Wolności, która rozpoczyna się od wbicia gwoździa, gdzie tylko się chce, aż po bycie totalnie sobą we własnym domu. Kiedy można robić to, co się kocha i mieszkać dokładnie tak, jak się chce, nie jak dyktują nam trendy. Wszyscy mają skandynawskie wnętrza, a Ty kochasz wściekłe kolory? Pamiętaj, to Twój dom i to Ty jesteś swoim osobistym stylistą wnętrz. Jeśli Twoje dziecko marzy o boisku na ścianie, nie wciskaj mu na siłę biało- szarych gwiazdek i królików maileg. Bo to też JEGO dom. 

Dzisiaj jestem stylistką swoich własnych wnętrz. Kto ma lepiej wiedzieć, jak chcę mieszkać, jeśli nie ja sama? Teraz to ja decyduję, ile jeszcze będę szpachlować jedną ścianę, bo wciąż nie mogę zdecydować się, który obrazek zawiesić. Nie jadam przy stole, tylko na kanapie, no i w nosie teraz mam, co na to inni. Dopiero kiedy jestem dorosła, mogę żyć sobie we własnym domu dokładnie tak, jak mi się podoba. A jak będę chciała, to i sobie zrobię półkę na wszystkie Barbie świata. A co! #WolnoMi !







zdjęcia mojego autorstwa. 

Więcej o całej tej ultrafajnej akcji przeczytacie na stronie VOX. 

A Wam co wolno w Waszych domach? 

Do następnego!  

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Lepiej trafić nie mogli. Jesteś odzwierciedleniem wolności wnętrzarskiej w 100% i za to cię uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu! To mega komplement :-***

      Usuń
  2. Też na swoim i wolno mi wszystko ;) Ale oczywiście komentarzy na temat moich pomysłów też sie nasłuchałam :D No bo kto normalny maluje ścianę na czarno, a podłogi na biało? :P (tak, ja z tych miłośników skandynawskiego stylu, ale tego "twardego", zimnego i pomieszanego z industrialnym, typowe wnętrze to to nie jest, oj nie) A - i mam cegłe na ścianie zamiast płytek w łazience :P no szaleństwo, ale kto mi zabroni? #WolnoMi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze! A komentarzami nie ma co się przejmować, ja to współczuję ludziom, którzy coś chcą zrobić w domu, ale co powiedzą znajomi/rodzina etc. Cegła zamiast płytek? Bomba!

      Usuń
  3. Piękne wnętrze!! Niesztampowe, nieoklepane, chciałoby się nawet rzec " mało blogerskie", ale to akurat komplement:) takie wnętrza chcę na blogach oglądać!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, bardzo dziękuję! To dla mnie ogromny komplement :-)))

      Usuń
  4. Uwielbiam Twoje teksty i Twoje wnętrza! To, o czym piszesz, nie jest mi obce - sama niedawno myślałam o tym młodzieńczym zniewoleniu, tyle że w kontekście kulinariów ;-) Co do wolności we wnętrzach, może inaczej mi w duszy gra, ale nie boję się działać, zmieniać, a i Młoda ma duży wpływ na to, jak wygląda jej pokój. Niedługo będziemy zdzierać lub zamalowywać tapetę i wyprzedawać parę różówych dodatków (to ona tak zarządziła! :-). Niech ma! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Aaaa, w kontekście zniewolenia w kulinariach to mogłabym książki pisać. Fajnie, że tak razem działacie, tak trzymać :-***

      Usuń

Instagram