Opatrzność czuwa nad półgłówkami- durszlak vintage w roli lampy.


Półgłówkiem w tejże krótkiej opowiastce okazał się sąsiad, który wyrzucił jedno takie kuchenne cacko. Nie żebym chodziła tropem każdego człowieka, który niesie worek odpadów do wiaty, jeszcze nie zwariowałam do tego stopnia, ale jak ktoś targa niepozorny, zgrabny karton, w dodatku wypełniony po brzegi różnymi przedmiotami, no to tak, idę jego tropem. Ba, biegnę nawet.

Panu się tak coś lśniło na samym wierzchu tego kartofliska różności, że zaintrygowało mnie to już z trzeciego piętra, na którym notabene mieszkam (ale nie siedzę w oknie z poduszką pod łokciami! Mam bowiem lornetkę :-D). Myślę sobie, skoro dojrzałam potencjał z wysoka, co dojrzę mając ten skarb w dłoni! Oczy mi zalśniły dzikim światłem, walnęłam pirueta przy oknie, szykując się do sprintu do wejściowych drzwi, ale ku mojemu zaskoczeniu tuż stał za mną małżonek z psem na rękach. A oczy mieli oni w stanie zupełnie odwrotnym do mojego- pełne rezygnacji, szkliste jakby i zdecydowanie chłodzące moją ekscytację. Małżon wyznał po prostu, choć obojętnie, to raczej dosadnie, że zwyczajnie poje***o mnie do reszty. A, jeszcze dodał: 'jak chcesz iść grzebać, idź, jak w tym nie biorę udziału!'. A se myślę, zobaczymy, Ty człowieku małej wiary. Biegłam, grzebałam i wygrzebałam... stary, zardzewiały durszlak. Zaśmiałam się, załamałam, zamyśliłam i na koniec wzięłam w garść (w ostatniej chwili przypomniałam sobie słowa Harvey'a Spectera: 'get your shit together'), bo przecież nie wrócę tak na pusto do domu (i tyle emocji w jednej, śmierdzącej pieluchami wiacie!). Dojrzałam małżonka w oknie, wypiętego i dumnego, z triumfalnym uśmiechem i z tym samym psem na rękach, który jakby krzyczał do mnie: 'co?? pełny nocnik to był??'.  Pomachałam mu na to z dołu tym durszlakiem, z którego obsypała się na mnie jeszcze resztka jakiejś ziemi. A u małżonka posypał się perlisty, bezdźwięczny śmiech. 

Ochłonąwszy już na kwadracie, okazało się, że pomysłów na niego mam nawet kilka, niektóre nawet całkiem niedorzeczne, ostatecznie z durszlaka powstała... nowa kuchenna lampa! Moja ostatnia wersja z wiklinowego koszyka (TUTAJ), która notabene wylądowała w najnowszym 'Czas na wnętrze', została więc, jak to mówią, rozmoncowana, a w jej miejsce zawisł nowy- stary durszlak. Proces obróbki polegał tylko na wymyciu go, wyszorowaniu lekko tej rdzy i maźnięciu farbą. Nie chciałam, żeby lampa świeciła się jak nówka sztuka, bo takich nie lubię, tylko żeby nadal wyglądała na spatynowany egzemplarz vintage. Po pomalowaniu zatem przetarłam tylko farbę gdzieniegdzie i zmatowiłam dodatkowo. Największą fatygą było wywiercenie dziury na kabel, a raczej poszerzenie tej obecnej (była akurat na środku), bowiem nie umiem obsługiwać wiertary, więc stary jednak z satysfakacją musiał się włączyć do prac. A, no i na końcu trzeba poprzetykać jeszcze te durszlakowe dziurki (które zostały zamalowane), bo to przez nie będzie wydobywać się światło na boki, dając fajne efekty. I voila! Koszt praktycznie żaden, a ciekawy, rustykalny i industrialny klimat jest, który bardzo lubię. Coraz więcej czerwieni u mnie, chyba mimowolnie szykuję się już do ciepłych, jesiennych klimatów. Powiem Wam, że sto razy bardziej wolę taką prawdziwie metalową lampę, niż jakieś dziadostwo z marketów za dwie stówy. Opatrzność jednak i nade mną czuwa! 














 zdjęcia mojego autorstwa. 

Do następnego!  

7 komentarze

  1. Fajny, jestem ciekawa jak świeci w nocy. Kropeczki pewnie są porozrzucane po kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj będę testować wieczorne światło, bo dopiero zawiesiłam rano :-)))

      Usuń
  2. Historia z dreszczykiem. Piękna lampa, cudo!!!!. Przez ciebie jeszcze polubię czerwony. Dziewczyno, poszerzasz moje ciasne horyzonty, aż się boję co się może stać.

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz że już widziałam takie lampy i to normalnie do kupienia.Mnie z pewnością byłoby szkoda robic w nim dziurę bo sama poluję na taki do swiątecznej aranżacji.Już go widzę napełnionego po brzegi szyszkami lub orzechami;)No ale Twój jeśli był mocno zniszczony to wykorzystałaś go wspaniale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty?? Ciekawa jestem po ile są. Wiesz, jak mi się znudzi zawsze mogę go zdjąć i wykorzystać inaczej- ta dziura to tylko lekko poszerzona dziurka durszlakowa, która akurat była już w tym miejscu idealnie na środku :-)

      Usuń
    2. Na Dawandzie za 120 zł widziałam ale jak wygoglujesz sobie lampa durszlak to dużo więcej tego zobaczysz;)

      Usuń