Usalonowić kuchenny aneks (jak posłałam paski w diabły).


Nowoczesne budownictwo w naszym kraju poszło zdecydowanie w stronę otwartych kuchennych aneksów, z czego niezmiernie się cieszę. Kilka malutkich klitek upchniętych na czterdziestu metrach było domeną chmurnych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, dobrze, że zostało to za nami. Kto ma możliwość, niech otwiera kuchnię na pokoje- daje to nie tylko wrażenie przestrzeni na współczesnych (bądź co bądź niewielkich) metrażach, ale i pozwala cieszyć się widokiem przybyłych gości, własnych rozbrykanych latorośli, czy choćby telewizora. Już nie trzeba przenosić imprezy do kuchni, teraz trwa w całym domu.

Zawsze uważałam i uważam nadal, że zamknięta kuchnia dobrze się sprawdza, gdy mamy dużą powierzchnię. W pozostałych przypadkach (oczywiście jeśli nie blokują nas inne sprawy) naprawdę warto wykorzystać otwartość aneksu i stworzyć dużą jasną przestrzeń dzienną. 


Otwarte na salon aneksy kuchenne rządzą się niejako własnymi prawami. O ile dotychczas mogliśmy wrzucić cały niepozmywany bajzel do zlewu, machnąć napoczęte herbaty na półkę, a używane ścierki na krzesło, o tyle teraz tego nie ma i być nie może. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że nie wszyscy, siedząc na eleganckiej sofie, chcą patrzeć na nadjedzone produkty spożywcze i brudne talerze. Nie wszyscy ci, co mają osobne kuchnie, mają w nich syfilizm maksymalizm, ale umówmy się- dobrze jest nie mieć na widoku czegoś, czego się nie chce mieć na widoku. Otwarty aneks kuchenny wymaga nie tylko większej dyscypliny w ogarnianiu bałaganu (np. zmywania po każdym posiłku, sic!), ale i urządzenia go w sposób, który będzie mniej 'kuchenny', za to bardziej 'wyjściowy'. A przede wszystkim musi być on spójny z resztą naszej przestrzeni dziennej (co w przypadku lubienia jednego stylu nie powinno być takie trudne). 

'Usalonowienie' otwartego aneksu kuchennego to dla mnie obowiązkowo tekstylia- ładne podkładki, serwetki, ścierki etc. Rzeczy, które dodają przytulności i wrażenia bardziej pokoju, niż typowej kuchni. Dzięki temu, przechodząc od salonu do aneksu, nie będziemy odczuwać aż takiej zmiany lokalizacji. Ponieważ o obrazki czy ładne puszki zadbałam już wcześniej, tym razem postanowiłam zabrać się za fragment kuchennej podłogi, tym samym wyrzucając w końcu mój pocięty pasiak z Ikei. W to miejsce położyłam coś, co jest nie tylko pasujące do mojego stylu (wzór vintage, przetarcia oraz turkusowe kolory, które współgrają z moją wiklinową lampą), ale też jest wykonane z naturalnych materiałów. Tym sposobem w moim aneksie zawitał NOWY DYWAN, prosto z Portugalii.  


Ręcznie tkana bawełna z recyklingu (Wy wiecie, że to moja mania) posiada wzór vintage, który został specjalnie nadrukowany. Zwykle tego typu plecione dywaniki są po prostu wielokolorowe, ten ma bardzo oryginalny wygląd, do tego nasycenie koloru względnie się zmienia w zależności od kąta padania światła. W dodatku jest niezwykle miękki, chodzi się po nim jak po 'piance' dzięki tym kulistym pętelkom. Zakończony jest lekkimi beżowymi frędzelkami. Turkus pięknie gra z zielenią i czerwienią, celowo wybrałam też taką długość, żeby dywan było widać zza komody- turkus plus drewno skrzynek to już w ogóle bajka. 

Do zakupu MOJEGO MODELU została mi dołączona specjalna klejąca fizelina, dzięki której mój szalony pies nie jest w stanie latać z tym dywanem gdzie popadnie :-) Bardzo sprytne rozwiązanie, przyznam, że nie stosowałam go wcześniej. Dywan teraz leży na miejscu i ani drgnie.





Jak Wam się podoba mój nowy nabytek? Jeśli jeszcze nie jesteście pewni, jest i sesja poglądowa :-) 
Ja się nie mogę napatrzeć, mój stary stołek perkusyjny nawet nabrał jakiegoś blasku.










Mój dywan, jak i wiele innych fajnych tekstyliów (nie tylko do kuchni) znajdziecie w TYM SKLEPIE, 
który serdecznie Wam polecam.  

zdjęcia mojego autorstwa. 

Wpis powstał we współpracy z marką VellaHOME. 

Do następnego! 

10 komentarzy:

  1. Mnie się podoba bardzo bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak mi! Co nie wejdę do kuchni to napatrzeć się nie mogę :-))

      Usuń
  2. Zachwycam się,jak zwykle zresztą.I zas przez Ciebie będę kombinować;)Zimne kafle w mojej kuchni domagają się teraz dywanika;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, Ada tak to już jest jak coś w oko wpadnie :-))
      Dywanik w kuchni must have, miło się nawet zmywa na czymś 'miętkim' pod stopami :-))) Już nie mówiąc o wyglądzie i przytulności. Te polecam Ci z całego serca. Uściski!

      Usuń
  3. Ten dywan jest GENIALNY!!! Może naciągnę męża hahah :D pozdrawiam, Joanna

    OdpowiedzUsuń
  4. Dywan fajny. Ale ogólnie to ja sie jednak cieszę, że mam kuchnię osobno - mocno ułatwia życie jednak. Zwłaszcza te kwestie dbania o porządek. Ten aneks jest jeszcze całkiem fajny, ale odnoszę wrażenie że ludzie rzadko myślą urządzając aneks o tym, że przecież widać go z salonu. I potem bywa, że jedno do drugiego stylowo ma się nijak (a już najgorzej z dziwnie położonymi płytkami w takim aneksie... jakieś skosy na podłodze, albo wieloboki nawet).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dywan jest mega. No co kto lubi, ja uwielbiam mieć jedną dużą wspólną przestrzeń do jedzenia i odpoczywania, szczególnie w małym mieszkaniu jest przestrzenniej. Właściwie mogłabym nie mieć żadnych ścian prócz tych od łazienki ;-)

      Usuń
  5. No właśnie zastanawiam się nad wyburzeniem jednej ściany w mieszkaniu dla zdobycia większej przestrzeni. Ciekawa jestem czy w swojej kuchni filtrujesz wodę do picia i gotowania bo miejska woda potrafi delikatnie mówiąc niesmakować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci wyburzanie i otwieranie przestrzeni. Co do filtrowania to faktycznie od dłuższego czasu myślę o tym, bo wodę mam twardą okropnie :-(

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com