Znalazłam stare ciuchy, czyli nie podoba mi się dzisiaj.


Na starość zrobiłam się nie tylko nieco grubsza, ale i jeszcze bardziej sentymentalna (myślałam, że gorzej być nie może), a może raczej bardziej szalona, zdziecinniałam w sumie może? Obserwuję na allegro plecak z Czarodziejką z Księżyca (sic), chcę kupić sobie deskorolkę, zamiast pilnować równomiernej opalenizny w nadmorskim kurorcie pochlapałabym się znowu w małym mazurskim jeziorze, zamiast sexy szpilek poluję na jakieś stare reeboki z podeszwą jak pajda chleba. Już nie mówiąc o tym, że zamiast piątkowy wieczór spędzać na ostrej bibie w fancy mieście Sopot, ja słucham z małżonkiem hitów z podstawówki. Na kanapie.

A wszystko przez to, że niespodziewanie i zupełnie spontanicznie zaczęłam grzebać w starych rzeczach- wyciągnęłam z pudeł stare foty, jakieś kasety ('NaNa'- hell yeah), ciuchy (zmieściłam się w swoje stare jeansy! jednak nie jestem taka gruba), nastawiłam Hansonów (małżonek odkrył ich dopiero teraz, no co za ciołek) i odpłynęłam total. 90's kid wylazło ze mnie przy tych porządkach jak diabeł przy egzorcyzmach. Ta funkowa i popowa muza, te bluzy (to był dopiero oversize), kulki na szprychy, walkman na uszy, 'Fasta, Harda, Skuta' i jechane. 


  
Tak żałuję, że sobie nie zachowałam tych wszystkich plakatów, pamiętników, starych gazet, gum do skakania, bo pewnie z lubością spędziłabym teraz na przeglądaniu tego majdanu cały weekend. A poszukując w Internecie pewnych rzeczy ze wspomnień z załamaniem stwierdziłam, że ciuchy z lat mojej młodości już określają jako vintage- o dżizas, to serio było tak dawno?

Ja się nie dziwię, że wielu dzisiejszym trzydziestolatkom odbija na punkcie lat 90- tych- to były tak piękne czasy, tak zupełnie inne od dzisiejszych. Kolorowe, pozytywne, jakieś bezstresowe i takie... ludzkie bardzo. Tak, dbało się o te przyjaźnie, o sąsiadów nawet. Potrafiłam iść godzinę do kumpeli, żeby usłyszeć, że jest z mamą na zakupach, no to wracałam tą godzinę do domu. Na totalnym luzie. A spróbuj dzisiaj nie odpisać na smsa w ciągu pięciu minut. Internet to super fajne medium, daje tyle możliwości, ale jednak totalnie jakoś nas 'odczłowieczyło'. Złapałam się na tym, że mieszkam na swoim osiedlu od sześciu lat, a w ogóle nie kojarzę tych ludzi z bloku. Kurczaki, kiedyś nie do pomyślenia. 



Widzę też, jak ludzie dziś gonią, żeby coś mieć. Ta zazdrość o to, kto ma więcej jest olbrzymia. Ja nie dzieciata, ale podejrzewam, że w dzisiejszych szkołach to musi być jakiś dramat. Pewnie dlatego kiedyś tak świetnie się dogadywaliśmy, bo wszyscy mieli właściwie to samo i tyle samo. Mieliśmy te same sprzęty, te same auta, te same ubrania, takie same zabawki. Mogłabym pogadać z kimkolwiek z mojego rocznika i w mig będzie kumał, o czym mowa. A dzisiaj te dzieciaki żyją jakby każde w swoim świecie- wystarczy, że jedno ma kablówkę albo tablet, a drugie nie i już w zasadzie nie mają o czym gadać. Kiedyś jednoczył nas ten brak wszystkiego i nawet błoto było zajebistą zabawą dla połowy osiedla. A dzisiaj ten ogrom możliwości, rzeczy, sprzętów poróżnił nas ogromnie. I nie podoba mi się to 'dzisiaj'. Wolałam to 'wczoraj'- nie było takiej pogoni, takiego stresu, takiej walki. Patrzenia na siebie wilkiem, hejtowania. Było za to barwnie, przyjaźnie, sąsiad chętnie podzielił się ostatnią szklanką cukru, pozwolił zadzwonić ze stacjonarnego. Mieszkam na bardzo współczesnym osiedlu i czasem najchętniej uciekłabym stąd gdzieś w jakieś starsze rejony. Jeszcze całkiem niedawno opierdzielił mnie sąsiad, że mój pies szczeka na balkonie. O dżizas. Kiedyś psy jak dzieciarnia- latały bezpańsko całymi bandami do nocy i każdy mimo to miał uśmiech na ustach. Dzisiaj tylko wrogie spojrzenia, wkurzające dzieci, durne zwierzęta, zakaz deptania trawy, zero trzepaków i placów zabaw, zamknięte getta- blokowiska będące synonimem bogactwa, gdzie tylko ekskluzywni mieszkańcy mają dostęp, plebs może co najwyżej popatrzeć zza siatki. Do d***y takie coś. 





Poniedziałkowych wynurzeń i refleksji koniec, życzę Wam dobrego poniedziałku :-*
PS. Jak ktoś ma jeszcze te pachnące karteczki, pliss, niech da znać- odkupię każde ilości!

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Starzejesz się, mam to samo, ciągle porównuję teraźniejszość do przeszłości i wielu rzeczy żal. Najbardziej beztroski, wyluzowania i bycia z drugim człowiekiem.
    Nie martw się jest szansa, że kiedyś znów wyluzujesz jak niektóre znane mi "babcie"

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, ta beztroska był wspaniała, może dlatego mam dziś ochotę na kupowanie sobie zabawek :-D Ależ ja jestem wyluzowana, ino czasem tylko bawię się w sentymenta :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale z ręką na sercu - wnętrza z lat 90 to był totalny koszmar. Kilka elementów pewnie by sie obroniło, ale całość... pamiętne wertikale, meble w kolorze szaro-srebrnym - wielkie i zwaliste, paskudne kanapy w marszczonej ekoskórze i łosoś na ścianie... błagam... niech to nie wraca nigdy.

    Za to seriale (Z archiwum X!), dobra muzyka, niektóre ciuchy to spoko ;)

    (zameldował się rocznik 87)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wnętrzach to nawet tu nie wspomniałam celowo, bo był to koszmar, to fakt :-))) Jeszcze te błyszczące lamperie!
      A seriale i muza to moi faworyci, oglądam i słucham do dziś :-)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  4. Fajne zdjęcia, takie inne :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! Te pachnące karteczki - miałam tego mnóstwo, sama nie wiem, co się z tym stało. Tak samo jak z bransoletkami z muliny, które tkałam na potęgę. Paula, mam podobne refleksje do Twoich, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że z sentymentem wspominamy tamte czasy, bo to był okres beztroski. Nie trzeba się było martwić o rachunki, przyszłość swoją lub dzieci i zawartość lodówki. Czasy się zmieniają, niektóre aspekty mnie przerażają, inne z kolei (jak rosnąca świadomość rodziców względem potrzeb dzieciaków) cieszą. Mój sposób na to szaleństwo to koncentrować się na plusach :-) Czego i Tobie życzę. Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, ale ja taką naturę mam po prostu, romantyczną bardziej i sentymentalną, niż 'zadaniową' ;-) Lubię tak sobie z rozrzewnieniem powspominać, nie zawsze kończy się to dołem, ale takim właśnie nastrojem. Szukam plusów, choć klimat w moim sercu jest zwykle tak, że szklanka do połowy pusta ;-))) pozdrowionka.

      Usuń

Instagram