Jak zrobić boho- frędzle z papieru.


Przepraszam Was za ten przaśny tytuł, normalnie nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Niestety, ale trzydzieści stopni wpływa na mnie tak twóczo, jak Józefowicz na Urbańską, dobrze, że w ogóle jestem w stanie zrobić sobie picie. Ręce jednakże mi się palą do robienia czegoś, więc dziś znowu będziemy wycinać. 

Pamiętacie moje PAPIEROWE ŁAPACZE? Zostało mi po nich kilka kolorowych kartek, to co się będą marnowały, nie? Wszak nic nie może u mnie tak leżeć bez sensu. Zrobiłam więc z nich papierowe frędze i upgrade'owałam swój stary, wiklinowy kosz, uprzednio sperjując go na stare złoto. Wiecie, jesień za pasem (hurra!), czas przygotować sobie miejsce na koc i książki. Koszyk ten jest wiekowy, ale ma wartość super sentymentalną, spała w nim bowiem nasza mała Franca, kiedy jechaliśmy z nią ze schroniska w Elblągu (łapiąc przy okazji mandat). I choć jest już nieco połamany i ogólnie przez nią radośnie pogryziony, to jak go trochę podrasowałam, to normalnie wygląda teraz prawie hipstersko.

Cały trik w robieniu tych frędzelków opiera się na zdjęciu poniżej: wystarczy dwa tej samej wielkości kawałki papieru (w różnych kolorach of kors) skleić ze sobą (ja zawsze robię wszystko taśmą dwustronną), następnie naciąć do 3/4 wysokości w małe, wąskie paseczki (takie na oko, już nie bądźmy takimi ortodoksami), zawinąć w rulonik i skleić brzegi (najlepiej znowuż dwustronną). Na koniec walnęłam jeszcze taki patent popatrzony u pani z kwiaciarni- pojechałam parę razy ostrzem nożyczek po papierze, wywijając frędzle trochę na zewnątrz- dzięki temu nabrały nieco tekstury i nie wisiały tak smętnie. Gotowe frędzle należy przywiązać do patyczków koszyka (co robiłam igłą i nitką). I koniec, stary- nowy koszyk gotowy :-)




Ogólnie jeśli chodzi o papierkową robotę, to wolę na przykład liczyć gotówkę, niż coś wycinać, bo strasznie to pracochłonne, dla mega cierpliwych, a mi się jeszcze ręce pocą jak przed pierwszym razem, plus jeszcze te 30 C za oknem, co razem oznacza wybuchowo- katorżniczą robotę dla takiego leniwego i niecierpliwego osobnika jak ja (to by tłumaczyło, dlaczego nie umiem ani szyć, ani gotować). No, ale coś za coś, bo koszyk podoba mi się teraz strasznie (podobnie jak łapacze), więc pewnie nie raz jeszcze coś pogrzebię w papierniczym i jakoś przeboleję ten proces robienia.

Tymczasem Was zapraszam na efekt 'po', a ja idę się teraz solidnie nawodnić.








zdjęcia mojego autorstwa. 

Do następnego! 

CONVERSATION

4 komentarze:

  1. Świetny i prosty pomysł plus mój ulubiony styl! :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny pomysł! Widziałam podobne kosze z pomponami w sieciówkach za stówe o:O

    OdpowiedzUsuń

Instagram