Wnętrzarskie grzechy, które popełniam z czystym sumieniem.


Jakbym tak miała się urządzać wedle rad tak zwanych profesjonalistów, mieszkałabym pewnie w zabudowanej po sufit, beżowej puszce. Gdybym jeszcze do tego miała słuchać tak zwanych 'dobrych ciotek', to pewnie nasze mieszkania byłyby nie do odróżnienia, ale za to 'by się nie kurzyły'. Cholera! Ja dla kurzu kupuję mieszkanie, czy dla siebie??

Mam alergię i to nie tylko na pyły, ale głównie na 'neutralne bazy', 'dopasowanie kolorystyczne', 'zabudowane wnęki', 'karton-gips' z 'listwą led' i jeszcze na 'praktyczno-funkcjonalne'. No ciarki mam! 'Zbuduj klasyczną garderobę, wokół której poszalejesz z sezonowymi dodatkami'- no co za szaleństwo, apaszka w neonowe paski. Crazy as fuck! Dzięki Bogu nie wszyscy słuchają tych klasyków od siedmiu boleści, bo byłyby tylko czarne baleriny, czarne rurki, biały t-shirt, 'klasyczna torebka', a po mszy idziemy razem na 'Smoleńsk'. 

Nie jestem życiową ignorantką, ale na Boga, chciałabym widzieć tak więcej odwagi i czasem bardziej skrajnego podejścia. Zerwać te więzy mieszkaniowej nudy. Dojrzeć oznaki życia jakiegoś własnego, a nie błądzenia po gustach innych. O gustach się nie dyskutuje, ale dobrze jednak, jakby każdy miał swój własny, choćby określony jako najbardziej wieśniacki na świecie.  

Powiem Wam, że przestaję powoli kupować drukowane magazyny (poza tymi, w których jestem :-P). Ostatnie numery to była jakaś masakra, tyle białego, lakierowanego mdf-u nie widziałam chyba nigdy. Na razie zostaję tylko przy francuskim Milku, bo jest awangardowy, świeży i cudowny.

Lubię łamanie stereotypów, tematów tabu, utartych schematów. Wolę przeżyć wnętrzarski szok, niż zastanawiać się, u kogo jestem, bo jakbym to już gdzieś widziała. Jedna z moich idolek, Iris Apfel, wiedziała, co robi, kiedy mówiła, że 'U starszych babek musi być dużo biżuterii, bo to odciąga uwagę od zmarszczek'. Chciałabym widzieć więcej takich szaleńców <3


Kiedyś ktoś mnie zapytał, czy będę chciała iść w kierunku projektowania wnętrz dla innych ludzi. Otóż neva eva, chyba, że we Francji. Na pewno nie w kraju, gdzie szczytem totalnego odjazdu w domu jest otwarta półka na talerze. Za szerzenie moich wnętrzarskich herezji klienci pewnie łapaliby się u nas za głowę, a konkurencja jeszcze miażdżyła za wyczynianie takich głupot. Więc nie, wolę sobie pisać, bo na szczęście na własnym blogu jeszcze mogę, co chcę :-) A w swoim domu też sobie zrobię, jak chcę- jeśli sama nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mi cokolwiek miał projektować, więc jak miałabym to robić dla innych?

No to dzisiaj Wam napiszę, jakie ja popełniam wnętrzarskie grzechy. I popełniam je świadomie, bez wyrzutów sumienia :-)))

1. AKT GRYZIENIA SIĘ, CZYLI KOLORY, FAKTURY I SŁOJE. 



No kto to widział, tyle rodzajów drewna na jednej powierzchni. Ja jakoś nie dosłyszałam jeszcze odgłosów gryzienia się, chyba, że robią to ze sobą w nocy, po ciemku. Tyle słojów, kolorów, wzorów i faktur, a gdzie gama kolorystyczna, że ciepłe kolory nie z zimnymi, a srebro nie ze złotem, a sosna nie z dębem? W d***e! Słoje na panelach i słoje na stole, jeszcze sklejka i ławka. I regał. Za dużo tego drewna, lepiej poszukam coś z lakierowanego mdf-u. Tak, to jest najcudowniejsze. Jeszcze podświetlone ledem na turkusowo.

2. CHOWAJ WSZYSTKO, CZYLI SYNDROM RODZINY I ZNAJOMYCH. 


Mój ulubiony punkt. 'W razie niezapowiedzianej wizyty znajomych wystarczy zasłonić zasłonkę i łóżka nie widać', 'Gdyby wpadła nagle rodzina, zawsze można zamknąć drzwi do kuchni i nie widać bałaganu'. No szlag mnie trafia. Czy inni ludzie nie jedzą, nie śpią, nie robią kupy?? Czemu mam wyrzucać dwa kubki ze zlewu przez okno, a sypialnię zamykać na cztery spusty, bo właśnie weszła matka? Jak się znajomi obrażają za lekką warstwę kurzu na półce i niepościelone łóżko, to może warto sobie poszukać nowych, bo halo, ja tu jednak mieszkam. Chować, zasłonić i ukryć, żeby nie było widać. Ja tam lubię jak widać, w końcu jem, śpię i pracuję, to co mam ukrywać do diaska. 

3. NIE SPĘDZĘ ŻYCIA NA SZMACIE!


Tak, wiem, wolisz spędzić go z dzieckiem, poświęcić ten czas na rozwijaniu pasji i doskonaleniu francuskiego. Bla, bla. bla, a i tak na koniec leżysz na kanapie. A ja tam lubię mieć wszystko na wierzchu, a przy okazji sprzątania poukładać i zaaranżować sobie wszystkie pierdoły na nowo. Dla mnie to przyjemność i radość tak dekorować własny kąt. Lubię mieć ładnie i kolorowo, choćby kosztem częstszego sprzątania, jeszcze białą podłogę bym mogła mieć. To te wszystkie rzeczy świadczą o nas, te, które stoją na wierzchu. Jak chcesz mieć pochowane, to sobie miej, ja będę wyciągać ile się da. 

4. ACH TE ZABUDOWY, CZYLI SYNDROM DOBRZE WYKORZYSTANEJ PRZESTRZENI.


Na całym świecie ludzie mają otwarte garderoby, ale nie, u nas musi być wszystko zabudowane i zamknięte, no bo przecież kto to będzie wycierał, układał, a jeszcze przejdzie obiadem (fak sejk). Moje ciuchy na otwartym stojaku zawsze budzą do życia jakichś oszołomów, którzy twierdzą, że nie szanuję rzeczy. Jezusmario, modlę się o więcej luzu dla tego narodu. I jeszcze, że chaos i bałagan. Architekci z pasją maniaka zabudowaliby każdą dziurę, bo 'przestrzeń musi być dobrze wykorzystana'. A ja lubię mieć trochę oddechu między meblami, bo to mi daje miejsce do manewrowania, pole do popisu. A co, jak mi się znudzi takie ustawienie? Tylko krowa nie zmienia poglądów, mam na starcie obudować się jak yellow submarine? Lubię nie mieć górnych szafek w kuchni, bo mi się nie podobają. Lubię mieć mobilne meble, bo lubię częste zmiany. I lubię mieć tak powieszone ubrania, na pewno nie będzie tu żadnej zabudowanej szafy i już. 

5. JAK MAŁE MIESZKANIE, TO UNIKAJ CIEMNYCH KOLORÓW. NAJLEPIEJ KOLORU W OGÓLE UNIKAJ.

zdjęcia mojego autorstwa.

Mania 'optycznego powiększania'- no to ja już wiem, dlaczego mężczyźni mają nosić białe spodnie. Maznęłam ściany na różne kolory, no i co. Jedną mam ze sklejki, jedną tablicową zieloną (CIEMNĄ), jedną czarną, jedną brzoskwiniową i jeszcze jedną wyklejoną kartkami z przepisami. Tak wiem, że mam 46m2, lepiej byłoby obłożyć się lustrami i beżem, ależ prawie jak apartamencie u Trumpa bym miała. Te triki, żeby powiększać małe to może zostawmy nastolatkom. Ja tam lubię mój kolorowy chaos. I dzięki temu nie pomylą mojej chaty z inną. Moje mieszkanie jest od spełniania moich własnych wnętrzarskich marzeń, choćby były najbardziej niedorzeczne ever.

Ufff, to tyle! Trochę tu może demagogii, ale musiałam uwypuklić to wszystko, co mi leżało na wątrobie. Siedzę dużo na fejsie i jak tam czasem czytam te komentarze niektórych ludzi, to mam ochotę wkleić im jakiegoś niecenzuralnego gifa. Zrobiłam jednak ten post, żeby wszyscy, którym w duszy gra coś innego, niż powszechnie widzą i słyszą, nie brali za dużo do głowy, tylko mieszkali po swojemu. Lepiej wrzucić własny bieg i jechać na swojej intuicji.

Jak do mnie zaglądacie, to pewnie też nie raz złamaliście wnętrzarskie przepisy i jechaliście bez trzymanki. Podzielcie się tym!

Do następnego!

20 komentarzy:

  1. Super przemowa, chcę więcej. Ze wszystkim się zgadzam, Twoje mieszkanie uwielbiam i powoli zabijam w sobie wnętrzarskiego tchórza. Dzięki Tobie znów myślę o kolorach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gosia! Bardzo, bardzo mi miło :-*

      Usuń
  2. Nie mam szafy w domu. Wisi wszystko na wierzchu i sie kurzy. A najbardziej to sie kurzą moje chustki, które mi służą za dekoracje w sypialni. I tez mam dąb z sosną. A do tego w przedpokoju pomarańczowe dekoracje, w sypialni żółto-turkusowo-czerwone wymieszane z bialo-czarnymi paskami, a w salonie - o zgrozo! - tęczowo! No koszmar jakiś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Mila, no koszmar jak się patrzy! :-)))

      Usuń
  3. no dobra. Mieszkanie nie łamie żadnych zasad:) Jedyne, co mnie się nie podoba, to ta podłoga, bo ja bym wolała jednolicie biała:) Wcale mi nie przeszkadza 4 rodzaje drewna, duużo koloru ( u siebie tez tak mam) i nie uważam ze ciemne kolory są be w małych wnętrzach. Ciemny kolor umiejętnie dobrany dodaje smaczku, pieprzu i pikanterii. A neutralna baza to jest akurat to co zrobiłaś u siebie , no może poza podłogą:) Bo neutralna baza to taki zestaw podstawowy kolorów ścian i podłóg, ze można z tym zestawić wszystko. Pozdrawiam
    Wielbicielka kolorów i szaleństwa we wnętrzu:0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja bardzo lubię ciemniejsze barwy :-) Czy ja wiem, aż tak neutralna moja baza nie jest- żadnej zabudowy i kolorowe ściany :-))) Ale podłoga biała mogłaby być, może kiedyś sobie strzelę :-)
      pozdrawiam!

      Usuń
  4. Tak jak Ty lubisz kolory i rozgardiasz tak inni lubią ład , stonowane kolory i przedmioty pochowane w szafie. Nie wiem po co ta krytyka. Każdy lubi co innego i tyle. Mnie się podobają Twoje wnętrza, ale sama lubię stonowane kolory i jak najmniej kurzołapek. I lubię gdy wszystko pasuje do siebie kolorystycznie-takie zboczenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honorata Ty leniuszku, czytałaś same nagłówki i oglądnęłaś tylko foty? Gdzie tu krytyka? Mówię, że to mnie zawsze krytykują za otwarte półki i ciuchy na wierzchu ;-) A ja oponuję i raczej twierdzę, żeby właśnie każdy sobie mieszkał, jak chce. W tym ja!

      Usuń
  5. czytam Twój blog regularnie, właśnie dlatego, że jest taki kolorowy i inny.Bełcik się zbiera na te wszystkie czarno-białe i politycznie poprawne wnętrza.Keep up the good work!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, rozwalił mnie ten bełcik :-D Cieszę się i bardzo mi miło :-*

      Usuń
  6. Hmm... ogólnie zestaw alergii to mamy bardzo podobny. Zabudowę to mam w kuchni tylko, i to tylko dolną - u góry otwarte półki, o zgrozo - czarne (i tak, kurzy sie - trudno, czasem trzeba posprzątać). Szafę akurat posiadam - ale normalną, znaczy - niezabudowaną. MDF mam na listwach przypodłogowych i tyle mi wystarczy :P Kolorów zbytnio nie mam, jestem do przesady w drugą stronę - biało-czarno u mnie. No, neutralne to to nie jest :P Bo czarne ściany posiadam. Posiadam czarną krowę z farby tablicowej w kuchni, posiadam też stalowe fronty w owej kuchni, no rzeźnia :D Ogólnie - nie zgadzam się w kwestiach gustu. Moim zdaniem - gust, albo się ma, albo nie ma. Rozmawiać należy o stylach - niestety, większość mieszkań jest bezstylowa. I to jest smutne. Dlatego lubię tego bloga - bo mimo, że nie mój styl - to jednak jest STYL. I o to moim zdaniem we wnętrzach chodzi, no ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te stalowe fronty mnie zaintrygowały! No z gustem to różnie jest ;-)) A rozmowy prowadzić należy, pewnie. Ale to ostatnie zdanie to mi posłodziłaś! Dziękuję Kochana :-* Mega mi miło :-))

      Usuń
    2. Były dostępne w Ikei kiedyś (tam kupiłam), ale to było przy ich poprzednim systemie kuchennym. Nie chciałam białej kuchni na wysoki połysk, jak mają wszyscy. Chciałam albo czarną, albo ze stali nierdzewnej. Niepraktyczne są potwornie (rysują się, widać każdy brud), ale czy wszystko musi być praktyczne? :)

      Usuń
    3. No przecież, że nie! A ja właśnie chcę zmienić swoje frezy na wysoki połysk :-P

      Usuń
    4. I fajnie - każda zmiana jest dobra :) Ale po obserwacji bloga obstawiam, że nie będzie to biel... a jak będzie, to w bardzo ciekawym kontekscie ;)

      Usuń
    5. Nie, nie biel, dobrze mówisz dobra Obserwatorko! :-)

      Usuń
  7. Pierwszy raz jestem i tak się uśmiałam :-).Też lubię kolor i mdli mnie gdy ktoś mówi że teraz to biel w modzie albo błysk szafek w kuchni. Gdzieś przeczytałam że ratan taki drewniany już nie modny i trzeba przemalować na biało. Jak ktoś chce to niech maluje a ja nie przemaluję bo dobrze mi tak jak jest bo to moje mieszkanie.Pozdrawiam i życzę miłego mieszkania :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piąteczka! Cieszę się, że do mnie wpadłaś :-) Pozdrowienia

      Usuń
  8. świetny blog!!!dopiero dzisiaj tutaj trafiłam za sprawą 10 filmów ze świetnymi wnętrzami. brakuje mi takiej pisaniny i poglądów w polskiej blogosferze.skradniesz mi dzisiaj cały wieczór....nie mogę się doczekać..pozdrawiam Karolina z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Wpadaj jak najczęściej :-*

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com