Sprzedawca mnie dotknął, czyli sześć koszmarów introwertyka.


A się nosiłam z tym wpisem, nosiłam, no i donosiłam. Tak jak po obejrzeniu filmu 'Musimy porozmawiać o Kevinie' powiedziałam staremu: 'Musimy porozmawiać czy chcemy mieć dzieci', tak dzisiaj musimy porozmawiać, dlaczego jestem taka gburowata, odcinam się od spotkań, grubszego życia towarzyskiego i dlaczego wolę pić do lustra niż do nieznajomych. Powiem to raz, a dobrze i więcej nie pytajcie: jestem introwertykiem, jakiego świat jeszcze nie widział. 

Oto przed Wami socjolog ze społeczną fobią. Zwana bywam także odludkiem i dzikusem, a przez rodziców od poczęcia podejrzewana o autyzm, bowiem od zawsze wlepiona jestem w książkę, niźli w oczy drugiego człowieka. Generalnie mam wrażenie, że ludzie mnie nie lubią, bo niewiele się odzywam, duszą towarzystwa nie bywam, zagadnięta w autobusie udaję, że nie słyszę. Nienawidzę gadać bez sensu i o dupie Maryni, unikam jak ognia tych small talków w windach, pieprzenia o pogodzie, kupach dzieci i ulewaniu, o tym, że jesień już i zaraz święta, i co tam panie, w polytyce. Nie umiem odpowiadać prosto na proste pytania i przyjmować komplementów ('no co Ty, to takie już stare i beznadziejne buty, włożyłam, bo nie miałam innych'). Ciężki ze mnie herbatnik, przyznaję, do tego jeszcze skorpion i jedynaczka. Okeej, zapytacie jak w ogóle znalazłam męża? Proste- jest taki sam! 

Życie społeczne do dla mnie żywa tortura, piekło za życia. Wbrew pozorom lepiej żyje mi się w dużym mieście, bo zawsze można być bardziej anonimowym i wtopić się w tłum. Za to jak jeszcze mieszkałam w Mrągowie, znała mnie pani z każdego kiosku i z każdej apteki. Zdarzały im się takie fo pa, że krzyczały do mnie coś z wejścia, w stylu: 'odłożyłam Ci te kapcieeeee!!!'. No extra, dla mnie w sam raz, żeby zapaść się pod ziemię. 

Introwertyk to zatopiony w swoim świecie samotnik, który nigdy nie nudzi się we własnym towarzystwie. Ba, bardziej nudzi się w dużym gronie. Idealna praca? Samodzielne stanowisko, najlepiej we własnym domu. Generalnie nie dotykaj, nie ruszaj, dopiero jak sam nie powie, że teraz możesz. Generalnie 'nie mów do mnie teraz'. 

Introwertycy bywają mało asertywni, nieśmiali, idealnie opisuje ich twierdzenie 'silent people have the loudest minds'. Wszystko gotuje mi się w środku, ale niewiele z tego uleje się na świat. Jestem czerwona ze wkur***, ale zawsze powiem, że 'nieee spoko, jest ok'. Mąż wszystko ze mnie wyciąga siłą. Jest to też niestety przyczyną wielu psychicznych dolegliwości, ludzie o tym usposobieniu częściej zapadają na wszelkie depresje, ataki paniki, stany lękowe, fobie czy schizofrenie. 

No, to skoro już tak pięknie siebie opisałam, to zapraszam na osobisty przegląd moich małych, introwertycznych koszmarków. 


1. WYJŚCIE Z DOMU.

Proste jak budowa cepa? Noł łej, bo właśnie na klatce jest sąsiad, a drugi pakuje się do windy. Co robię? Helloooł! No wiadomo, że czekam! Choćby miał mi uciec autobus albo matka miała czekać na mnie godzinę dłużej- nie wyjdę. Stoję przyklejona do drzwi i chucham w wizjer, aż będzie pusto i cicho.To samo jest w drugą stronę, kiedy wracam- trzy osoby idą ze mną w kierunku wejścia do bloku, no to ja co robię? Zwalniam krok, szukam coś w torebce albo wiążę buta. Nie, nie wejdziemy tam razem. 

2. SĄ LUDZIE i SĄ SĄSIEDZI. 

Czyli uskutecznianie tych słodkich pogaduszek w drodze po ziemniaki albo wracając z poczty. Mieszkam na trzecim piętrze, to zawsze jakiś się przypałęta i wlezie do mojej windy. 'A jak tam piesek?', 'Ale ciemno rano, nie?' Yhmmm, ekhmm, nooo. Tośmy se pogadali. Uwielbiam też jak leci 'ona tańczy dla mnie' do drugiej w nocy i żaden nie pójdzie uciszyć te drące się gęby. Leżę i cierpię, aż sami padną, ostatecznie dzwonię na 997. Plus historie sąsiedzkie trawnikiem pisane:  'Mogę pogłaskać Pani pieska, taki śliczny!'. ONA GRYZIE.


3. PODRÓŻOWANIE KOMUNIKACJĄ MIEJSKĄ. 

Tu koszmarów jest całe zatrzęsienie, tak naprawdę na każdym kroku coś na mnie dybie, już począwszy od tego, że wszystkie miejsca są zajęte i jako jedyna stoję na środku, skupiając na sobie wzrok wszystkich. Myślę sobie, że baby oceniają wtedy wielkość mojego cellulitu albo kminią, skąd mam buty (faceci może łypią mniej, wszak nie mam jakichś kardashianowych walorów). Inne koszmary: jedno jedyne miejsce wolne pomiędzy dwojgiem ludzi- będę stała i tak, ktoś siada koło mnie szturchając mnie łokciem- już dziada nienawidzę. Jak leje deszcz, a pod przystankiem jest full- trudno, będę mokła, ale nie wcisnę się w nich. Ale najlepsze i tak jest wtedy, kiedy nie działa przycisk 'stop' do przystanku na żądanie i muszę krzyknąć do kierowcy, żeby się zatrzymał. Czy on nie może domyślić się sam, że teraz wysiadam??

4. SZOPING. 

Zaczyna się. 'Czy mogę Pani w czymś pomóc?'. NIE!!!! Sama umiem kupić sobie gacie! No dobra, nie umiem, ale i tak się nie zapytam. Kocham sprzedawców zaglądających do przymierzalni, czy już jestem gotowa wyjść i się zaprezentować klienckiej publiczności. Jezusmario, dzięki Ci za sprzedaż online. Wydajesz resztę- kładź te moniaki na podkładce! Nie, ona czeka, aż wyciągnę po nie swoją dłoń. No to ja czekam, aż ona położy. I tak bijemy się wzrokiem, aż któreś skapituluje, najczęściej jednak ona, bo moja przestrzeń osobista wynosi dwa metry i nie będziesz mnie dotykać głupia babo! Już nie mówiąc o pchaniu się na mnie w kolejce innych matołów. Jak wejdziesz mi na plecy to będziesz bliżej kasy or what
Inwazja na moją osobę trwa nadal. Taka atrakcja: robię zakupy, wychodzę ze sklepu, FAAAAK! Zapomniałam srajtaśmy. Muszę TAM wrócić, do tego samego sklepu. Czuję jakbym miała przeprosić kasjerkę: 'ojeeeej, przepraszam, to znowu ja, jeszcze ten papierek poproszę'. Najtmer. 
A! I jeszcze jak chcesz skubnąć mini kanapeczkę z degustacji, ale nie chcesz gadać z hostessą. Hahaha!


5. ROBISZ KOREK.

Obojętnie gdzie- jesteś pierwsza na czerwonym i nagle auto nie chce Ci zapalić, czytnik kart przy kasie zdecydował, że nie odczyta właśnie Twojej albo jest tylko jeden czynny biletomat, który jest tak ufajdany w paluchach, że się zacina- ważne, że to Ty zakorkowałaś przepływ. Sapanie nad uchem, napieranie i przestępowanie z nogi na nogę słychać już nawet w Tokio, a Ty czujesz, że ten moment, kiedy drukuje się bilet, trwa cztery lata. 

6. PRACA. 

Znacie te koszmarki ze szkoleń: wszyscy są głodni, Ty pewnie najbardziej, ale nikt nie chce grabnąć kanapki pierwszy. No to czekasz, przy okazji trochu omdlewając. Poznawanie nowych ludzi w robocie i podawanie im rąk- najtmer numer dwa. Moje są wtedy wiecznie spocone, nie lepiej tak przybić żółwika? 'Czeeeeść, jestem Paulina'. 'Czeeeeść Paulina'. Jak w klubie alkoholików. Plus 'Opowiedz coś o sobie'. No eksajted jestem tak bardzo! Nie widać??

The end :-)  

Są tu jacyś introwertycy? Może macie jeszcze jakieś swoje koszmarki? 
Bo ja bym tak mogła wymieniać i wymieniać :-D
Do następnego! 

20 komentarzy:

  1. Introwertykiem chyba nie jestem, ale swoje schizy mam. Też unikam pogaduszek z sąsiadami i nieznajomymi o niczym, wkurzające są. Nie cierpię komunikacji miejskiej, tłok powoduje, że mam ochotę wyć, często wysiadam i popylam na piechotę. Praca z ludźmi, to nie dla mnie, choć w ograniczonym zakresie daję radę. Z wiekiem zrobiłam się małomówna i domatorska. Po robocie lecę do domu, jakby mnie ktoś gonił. Bywało, że dzwonek u drzwi mnie budził we mnie grozę, a wyjście z domu sraczkę. Teraz rzadziej, bo leki biorę. Lubię byle jaką pogodę, bo mogę bez wyrzutów w domu siedzieć. Zawsze wydawało mi się, że nie lubię ludzi, obcych ludzi, czułam od nich zagrożenie. Jak kogoś poznam, może być dobrze, bardzo dobrze nawet, ale zdarzają się tacy których się ciągle obawiam. No i jak wypadłam? Mam czasem lepsze dni i idę do fryzjera, co także jest stresujące. Sztamka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Z tą pogodą to trafiłaś! I ja bezkarnie mogę przesiadywać z książką pod kocem :-)) A z tym fryzjerem to normalnie wypisz wymaluj ja- 'a pani te włoski takie suche, używa pani odżywekk??'. Raz jedna kosmetyczka stwierdziła u mnie żółtaczkę po wyglądzie paznokcia (tu było za dużo odżywek). No masakra :-P

      Usuń
  2. Jestem introwertykiem i samotnikiem, reaguję podobnie na pewne rzeczy jak Ty, ale z wiekiem też mam większy dystans do siebie i świata. Rozgadałam się trochę, roześmiałam w stosunku do ludzi. Owszem miewam dni, że bez kija nie podchodź. Staram się być uprzejma, uczynna, ale też w stosunku do tych, do których chcę :)
    Jak mi źle to się raczej zamykam i milknę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą uprzejmością to też tak mam :-))) A jak jest źle to już w ogóle muszę być sama. Ale masz rację, rzeczywiście może z wiekiem to wszystko nieco złagodniało, ale tylko nieco ;-)) pozostaje wierzyć, że jeszcze trochę i normalnie pojadę gdzieś większą ekipą! :-))

      Usuń
  3. Paulina Ty herbatniku! Ale się uśmiałam z Ciebie, czyli mnie real life byś nie polubiła, bo u mnie to szybko, szybko, SZYBCIEEEEJ! (z jasnym komunikatem do społeczeństwa) Punkt o korku mistrz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah, dzięki Kochana :-* No co Ty! Masz tak samo, jak mój małżon- on też tak sapie wszystko i wszystkich pogania :-))) To jak z nim już dyszkę wytrzymałam, to i Tobą nie było by źle :-))

      Usuń
  4. czy Ty jesteś moją Córką ????????????? wypisz,wymaluj ! ale ja kocham !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciężkie to życie introwertyków :) Też się z tym borykam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, bywa niełatwo :-) Ale jest nas widzę trochę ;-)

      Usuń
  6. Uśmiałam się czytając twój tekst, trochę przypominasz mnie z przed lat, teraz jest już lepiej potrafię rozmawiać z sąsiadami o pogodzie, ale nadal nie lubię imprez z nieznajomymi, pracy zespołowej i powstrzymuję się z podawaniem dłoni. A kiedy ktoś dosiada się w autobusie to przesuwam się tak aby nie dotykał mnie swym udem i cierpię katusze siedząc niewygodnie jednym półdupkiem, powstrzymując się aby nie wystrzelić jak strzała z siedzenia. Też jestem zdziwiona że wyszłam za mąż, ale w moim wypadku to on znalazł mnie i jest zupełnym przeciwieństwem. Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-))) Oj ta praca zespołowa to zawsze była moja zmora! A z tym autobusem to normalnie jak ja ;-)))))

      Usuń
  7. Paula, to niesamowite, jak ludzie potrafią się różnić! Ja może duszą towarzystwa na dzień dobry nie jestem, ale uwielbiam pielęgnować kontakty, lubię pogaduchy w pociągu, z panią z warzywniaka, i u couchsurferów, o których w podróży zatrzymujemy się na noc. To szalenie interesujące poczytać tak szczerze napisany tekst introwertyka, zobaczyć, że ktoś ma zupełnie inaczej.. myślę, że pozwoli mi to zrozumieć lepiej kilka osób w moim otoczeniu :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że Ci się na coś przyda moja introwertyczna osobowość :-)) Wiesz, tekst jest z przymrużeniem oka i na wesoło, ale czasem wcale nie jest do śmiechu. pozdrowionka :-*

      Usuń
  8. O - to o mnie wszystko :D. A mi sie wydaje, że to ja jestem nienormalna i czekam aż sąsiad wyjdzie. I jak z psem wychodze i wracam i to też się modlę w duchu, żeby się nie natknąć na nikogo. Ale pracę mam wymarzoną - w domku zdalnie sobie klikam. Nie umiałabym inaczej. Zakupów robić nienawidzę, staram się korzystać ze sklepów online. Trudno czasem z rozmiarem dobrze trafić przy ubraniach, ale mniejsza z tym. Jestem mega introwertykiem, ludzie mnie stresują. Mój partner na szczęście nie jest aż tak bardzo wycofany jak ja, ktoś z klientami musi rozmawiać :P Na szczęście stwierdzam, że z wiekiem trochę mi ludzie obojętnieją. Idealny plan dla mnie? Siedzieć w domu albo w dziczy. O ironio marzy mi się wyjazd do Tokio... ale podobno Japończycy to sami introwertycy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę, że mi to napisałaś <3 Normalnie jesteś jakimś moim zaginionym bliźniakiem :-)))

      Usuń
  9. Wolę kupić mięso paczkowane w dużym sklepie niż na targu u pani, która zacznie dopytywać co takiego gotuję. W hipermarketach na stoiska nie-samoobsługowe wysyłam męża, a jak raz mnie chciał zmusić, żebym to ja poszła po rybę, bo on nie wie jaki kawałek to prawie nie zrobiliśmy wtedy zakupów ;)
    Dzwoniący telefon mam ochotę schować do torby, a kiedy widzę nieznany numer - utopić w kiblu.

    Podawanie ręki jest spoko, w porównaniu do "misiów" i pięciu całusków w policzek na powitanie z koleżanką koleżanki, której w życiu nie widziałam, ale obie mamy białe sznurówki, więc dla niej jesteśmy BFF z miejsca.

    Cieszę się, że mieszkam w nowym bloku, gdzie więzi sąsiedzkie prawie nie istnieją. Co prawda nie mam od kogo pożyczyć cukru ani nikt mi kwiatków nie podleje na wakacjach, ale przynajmniej nikt nie będzie chciał tego samego i będziemy się patrzeć na swoje buty w windzie.

    "Uwielbiam" też pytania o mój wyraz twarzy - jak się zamyślę to wyglądam najwyraźniej, jakbym dźwigała wszystkie smutki świata. Nawet mój mąż dalej czasem się nabiera ;) I potem pada: "Co się stało? Czy wszystko w porządku?".
    "Uwielbiam" również zarzuty, że jestem wystraszona, zbyt cicha albo o coś obrażona. To, że się nie odzywam albo siedzę sama z książką nie oznacza, że coś jest nie tak. Po prostu potrzebuję pobyć sama albo zwyczajnie, nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Całe szczęście, że mój mąż jest bardziej społeczny i nadrabia gadaniem za mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie to wszystko opisałaś <3 Wiele z tych sytuacji jak żywcem z mojego żywota wyjęte. Ale faktycznie mój małżonek też bardziej zsocjalizowany, to jego wszędzie wysyłam :-)))) pozdrowienia!

      Usuń
  10. No proszę, a czytając teksty na blogu myślałam coś zupełnie innego! Czyli w internetach grasuje Twoje alter ego ;) Ja też mam fobię społeczną oraz zaawansowany introwertyzm ;P
    Uwielbiam samotność i nigdy się w swoim towarzystwie nie nudzę, dlatego tak trudne jest dla mnie bycie matką ;PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, naprawdę? To tylko świadczy, że mam bardziej skomplikowaną osobowość, niż myślałam :-D Oby to nie bi-polar!
      Aj, pod tym względem rozumiem Cię- ciężko o czas dla siebie, ja to w ogóle nie chcę dzieci :-P

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com