Girlanda z żarówek.


Gdybym miała wybierać pomiędzy moimi dwoma pomieszczeniami do egzystencji domowej, to sypialnia jest obecnie zdecydowanie moim ulubionym. O dziwo przestawiam tu i zmieniam stosunkowo najmniej, dzięki czemu mogę sobie spokojnie dopieszczać pojedyncze kąty. Pracuje mi się tu wybornie, jest najciszej, nie mam żadnych sąsiadów wokół. Lubię to nasze gniazdko :-)

Jesienią to już w ogóle zdecydowanie żyję w tym pokoju, zresztą zawsze powtarzałam, że dla mnie najlepsza do mieszkania jest kawalerka, gdzie wszystko mam pod ręką i na widoku, jednak cudowna sposobność nieścielenia łóżka każdego ranka wygrała i tym sposobem zdecydowałam się na tą osobną sypialnię. No nie żałuję, co mam powiedzieć :-))

Dekorowanie domu to moje ulubione zajęcie, gdy buro i deszczowo za oknem podwaja się moja energia do tego. Nowością w naszej sypialni jest upcyklingowa girlanda z przepalonych żarówek, która pełni funkcję niewielkich wiszących wazoników. Genialna w swej prostocie, a jakże urocza. No i oczywiście wykorzystujemy odpady, czyli recyklingowy design górą.

Do wykonania tejże potrzebujemy oczywiście co najmniej trzech żarówek z wydłubanym środkiem. Zebrałam sobie te żarówki i patrzyłam tak na nie przygnębiająco bezmyślnym wzrokiem jakieś dwa tysiące lat, zupełnie nie wiedząc, jak mam do diaska wygrzebać te pałki ze środka. Generalnie jestem za równouprawnieniem, ale w tym momencie męska ręka małżonka jak zawsze okazała się nieoceniona. Tym sposobem otrzymałam żarówki już z dziurką- nie pytajcie mnie więc jak to się stało :-D

Poza tym przyda się oczywiście sznurek, nożyczki, taśma dwustronna, kwiatki. Znacie mnie, nie zostawiłabym przecież tych żarówek takich łysych :-) Tym sposobem dno i brzegi każdej żarówki pomalowałam... brokatowym lakierem do paznokci. Myślałam też o złotym spreju, ale ostatecznie chciałam pozostawić je trochę transparentne. Gwinty okleiłam taśmą dwustronną, dzięki czemu przywiązany na każdym z nich sznurek łatwo się owijał i dodatkowo przyklejał (zawsze to wzmocnienie). No i tyle :-)






Takie małe akcenty lubię- kładąc się do wyrka jakże jest teraz milej. W ogóle lubię kwiaty w sypialni o wiele bardziej, niż tradycyjnie na stole w salonie. Polecam Wam też takie brokatowe denka, bo fajnie mienią się np. w świetle świecy. 

Girlanda już wisi, lekka i pachnąca, i prezentuje się naprawdę fajnie. Proste dekoracje, praktycznie bez kosztów- to lubię :-) Na skrzyni jest też wazon mojego autorstwa, wykonany również lakierami paznokci- cały wpis znajdziecie TUTAJ.

A oto i efekty 'po': 













zdjęcia mojego autorstwa. 

Miłego weekendu i do następnego! 

4 komentarze:

  1. Znam tę dekorację i lubię. Twoja odsłona bardzo fajna i ciekawy myk z taśmą. Buźka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham girlandy pod każdą postacią, zawsze i wszędzie:)

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com