LET'S TALK: czy każde dziecko musi lubić to, co matka? (w swoim pokoju).


Dawno nie było u mnie pogadanki- ostatnia (i pierwsza zarazem) była o DEWOCJONALIACH. Po tym temacie zaczęłam nawet zbierać stare figurki i święte obrazki, to może i przy tym coś mi się odmieni w kwestii dzieci (i obym nie popadła ze skrajności w skrajność!). Póki co ich nie mam, ale temat pokoików dziecięcych intryguje mnie tak samo, jak Michaela Jacksona- lubię sobie popatrzeć. 

Intryguje mnie jeszcze z czysto socjologicznego punktu widzenia- zawsze analizuję te pokoje, zastanawiam się, czy aby na pewno dziecko maczało w nim palce i właściwie dlaczego wcale nie maczało, a także z perspektywy jedynaczki, która zawsze miała swój pokój dla siebie- i mogłam sobie w nim rządzić, gdyż był to 'mój kawałek podłogi, nie mówcie mi, co mam robić'. Zanim jednak zaproszę Was do udziału w dyskusji wypowiem się najpierw ja, gdyż mam ten przywilej, że jako blogerce nikt mi nie może przerwać. 

Pamiętacie film 'Supertata'? Dzieciak poszedł do przedszkola w durszlaku, bo tak chciał <3 Uwielbiam! To jest moje podejście, zdecydowanie. Do urządzania dziecięcych przestrzeni tym bardziej.

Pokoje dziecięce z lat dziewięćdziesiątych versus pokoje z dzisiaj- mam wrażenie jakby w 2010 roku wyschła w Polsce ostatnia pomarańczowa farba i została już szarość. Generalnie szarość widzę. Normanie 50 twarzy grey farby. Nie wiem, jak Wy za dzieciaka, ale moje królestwo to było generalnie królestwo kiczu i plastiku, z Kurtem Cobainem i Robertem Plantem w roli wisienki na torcie. I to nic, że całe mieszkanie mieliśmy pomalowane na beżowo i biało, to nic, że matka z ojcem szli w skórzane sofy i porcelanę- ja szłam generalnie we własną stronę- stronę bardzo kolorową. Po prostu staruszkowie się cudownie nie wtryniali- jak chciałam plastikową lalkę albo półkę z deski na sznurkach (a teraz to hit!), to kupowali, robili. Jak ciotka przysłała mi z Niemiec jakieś extra pluszaki w kolorze ecri, ja i tak wolałam swojego czeskiego bąka we wściekłe paski (zwanego przeze mnie 'bonkiem'), który tak się błąkał po całym mym królestwie całymi dniami. 'Spokojne tony sprzyjają skupieniu i nauce'- bullszit. Zawsze miałam same piątki ucząc się na podłodze, na czerwonym dywanie. Skupieniu sprzyja dobre samopoczucie we własnym wnętrzu.

Druga kwestia to fakt, że dziś mamy trochę inny asortyment niż wtedy, sklepy wprost uginają się pod naporem wszelkiej maści rzeczy i dodatków, co rusz powstają nowe firmy i sklepy internetowe, gdzie możemy sobie folgować do woli. Tylko oglądając te współczesne pokoje mam wrażenie, że w sklepach jest chyba jeszcze mniej niż za moich czasów- wszystkie dzieci bawią się tym samym królikiem i mają tą samą króliczą tapetę. Wniosek? Po prostu inna nie komponuje się z resztą mieszkania. 

Dochodzę do sedna, czyli jak traktować pokój dziecka. Czy dziecko musi lubić to, co matka? To pytanie można zadać też tak: czy dziecko musi być takie, jak matka? Spójność kolorystyczna i stylistyczna mieszkania, która wlewa się do pokoju dziecięcego czasem wygląda tak, jakby dziecko było gościem we własnym domu- od małego musi przywyknąć do bieli i pasteli, czy chce, czy też nie chce. Moi rodzice też byli fanami czerni i bieli, a ja nienawidzę tego połączenia od siódmego roku życia do dziś.

Rodzicie są od kształtowania gustu młodego człowieka, owszem, z tym się zgadzam. Są od pokazywania mu świata, uczenia wrażliwości i estetyki i takie tam inne, ale czy traktują go jak osobnego człowieka, który też wykazuje pewne swoje gusta, często niezupełnie zgodne z gustem rodzica? Łzy w oczach matki, gdy dzieciak chce niebieski plastikowy samochód, a ona uparcie mu wciska szarego królika- true story, widziałam na oczy, wyszli z niczym (mały z płaczem). Zapędzone w skandynawską mgłę matki zapomniały, że dziecko może chcieć coś innego. Uff, no jest ulga, gdy też mu się spodoba królik albo sowa. Ale co, jak nie? CO, JAK NIE?? Widzę, jak nie mogą się doczekać urządzania tego pokoju, a dziecko stoi w kącie i czeka na gotowe, rzadko mając cokolwiek do gadania (jak już umie gadać). Taka żałość matek, że dziecko nie takie, jak by sobie wymarzyły- one tu szare gwiazdy, a ono chce Barbie auto. A mogło być tak pięknie, niestety wszystko zepsułaś tym różowym.

Ja tu mogę mówić tylko z perspektywy dziecka, ale dziecka, które zawsze miało w pokoju tak, jak chciało. To było cudowne i dziękuję mojej mamie, że ilekroć wchodziła do mnie, to śmiała się w głos (najbardziej wtedy, jak przykleiłam styropian do ściany po sam sufit, żeby plakaty wbijać pinezkami). I choć była wtedy taka moda, to jednak nasze mieszkanie było oszczędne w dodatkach, nawet minimalistyczne, zupełnie nie takie 90's. A u mnie total kicz i pomarańcz z czerwonym. I zobaczcie, zostało mi to do dziś :-)) I cieszę się, że nie pouczała mnie, nie nakazywała, nie krytykowała za gust- bo był to mój gust i mój etap (który znowuż aż tak bardzo się nie zmienił :-P).

Nie można uogólniać, że gust dziecka ukształtuje się czasem, że pod wpływem rodziny etc. Że małe dziecko jeszcze nie wie, nie czuje, co mu się podoba. Mój gust przykładowo był bardzo wyrazisty od zerówki- od razu twardo mówiłam, jak ma być u mnie i koniec. Może dlatego nie mam dzisiaj z tym problemu we własnym M- po prostu nie interesuje mnie, czy to się komuś podoba, czy nie, mama też musi zaakceptować moje wybory, a jej przychodzi to lekko, bo od zawsze je akceptowała. Gdyby była fanką orto-minimalizmu raczej nie stałaby mi nad głową pytając, jak mogę żyć w takim misz- maszu, a jeszcze śmieci zbierać. Niestety, ale dzieciaki kochają głównie plastik i ostry róż, pogódźcie się z tym i dajcie im żyć. Są też oczywiście i takie dzieciaki, które kochają ekologię i szary papier, drewniane klocki i dziergane lale- i też okej. Byleby była to choć w połowie ich decyzja. 

Mam wrażenie, że wiele osób po prostu boi się tej napiętnowanej ze wszech stron 'plastikowej tandety', boją się zostać posądzone o brak gustu, a już nie daj Boże o brak skandynawskiego gustu. Mało jest wspólnie robionych dekoracji, bo wyglądają licho, stare zabawki po rodzicach wyblakłe i nieładne, używane są blee. Kupując dziecku jedną szajsową zabawkę z Tesco pokazuję całemu światu, że nie wiem, o co kaman, że dziś porządne i estetyczne dzieci się takim czymś nie bawią, tylko mailegiem, hellooooł! Superwoman z extra chatą, a w dziecięcym plastikowe dinożaury? Aż nie wypada. Co, jak przyjdą goście, chyba do pralki schowam.

Każdy z nas miał pewnie w swoim życiu taki etap plakatowej jazdy i ostrej zieleni- wyszedł z niego i został idealnym designerskim minimalistą, a może i nie wyszedł, bo może został szalonym artystą. Kto to wie! 












źródło zdjęć: tutaj.

No to teraz Wy- mówcie, co myślicie. Zgadzacie się ze mną, czy nie?  
Pozwalać, czy nie pozwalać? Edukować, czy dawać wolną rękę? 
Talk talk talk!

18 komentarzy:

  1. Piękne przykłady wyszukałaś, i każdy inny i jakie kolorowe. Masz rację z szarymi pokojami dziecięcymi, ale nastały po koszmarkach typu, wszystkie ściany żółte, bukowe meble, kolorowy dywan, kolorowe zasłony i jeszcze kolorowa bordiura, czy jak to się nazywa i na tym tle kupa kolorowych zabawek. Myślę, że białe trzy ściany i jedna kolorowa, do tego meble tylko NIE z kompletu ( np.jeden mebel biały, drugi ze sklejki, a szafeczka żółta i można poszaleć z dekoracjami w kolorze i dać dziecku pole do popisu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stop kompletom zdecydowanie :-))) I to pole do popisu właściciela obiektu- obowiązkowe!

      Usuń
  2. Dobrze gadasz Paulino! Co prawda u nas szare ściany, ale codziennie wieczorem upycham po szufladach multikolorowy plastikowy kicz ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to napisałaś! :) Zgadzam się z Tobą w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, ale sama przyłapywałam się nie raz na narzucaniu Filipowi swoich wyborów. Do dziś tak zdarza się, niestety ( ZGROZA). A ma lat prawie 18. Jakby to było silniejsze ode mnie. Na szczęście nie łykam ślepo wszystkich panujących trendów. Straszna indywidualistka ze mnie.
    Pozdrawiam z Łodzi
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, od czasu do czasu to jest pewnie normalne, ale jak tylko Twoje zdanie by się liczyło to pewnie byłby większy problem :-)
      Pozdrawiam Ola :-)

      Usuń
  5. Masz rację - przeczytałam post z wielkim zaciekawieniem, ponieważ sama mam 2,5 latka, który uwielbia miliony kolorowych, plastikowych i metalowych i drewnianych autek. Mamy taki misz masz, że jak patrzę na naszą białą prlowską meblościankę (której niektóre wnęki pomalowane są na zielono, granatowo i niebiesko) to łapię się za głowę. No, ale co zrobić - w końcu to jego pasja i jego pokój i jego półki ;-) Przyznam, że też już mi się trochę nudzą te białe pokoiki i te same akcesoria na blogach, choć lubię styl skandynawski. Pokoiki na powyższych zdjęciach są cudne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Tym bardziej, że odniosłaś się do swoich doświadczeń, bo ja wiesz, pisałam to tylko na przeczuciach i obserwacjach, a jak mama to potwierdza, to jest już extra ;-))
      Super, że masz takie podejście- jego pasja, jego pokój, mam wrażenie, że dziś ta wizja bardzo ślicznego pokoiku zabija trochę charakter dziecka. Jeśli jego zainteresowania nie pasują, matki ubolewają. A na blogach pokoje dziecięce w większości niestety identyczne (nie generalizując oczywiście, są też świetne, jak chociażby pokoik Agnieszki córki z bloga Happy Place- zajrzyj koniecznie, podobny styl, jak te powyżej).
      pozdrowienia!

      Usuń
  6. Wspaniałe zdjęcia i jakie inspirujące! Tekst trafiony w punkt. Wincyj takich!

    Na siłę wybielone i zaaranżowane pokoje trochę kojarzą mi się z hygienicznymi zaleceniami z początków ubiegłego wieku. Pokój niemowlęcia miał być całkowicie biały, hygieniczny, czysty i bez żadnych bodźców rozpraszających uwagę. Aby nie wychowywać rozpuszczonego bachora, matki musiały dopiero po ściśle określonym czasie reagować na płacz dziecka. Zorganizowany czas, dyscyplina i sterylność od urodzenia.
    A trochę jak ekspozycja muzealna. A kto chciałby mieszkać w muzeum?

    Ja nie miałam pokoju do swojej dyspozycji, książki i zabawki były w pokoju dziennym. Z tego co pamiętam, inne dzieci też miały swoje pokoje zaaranżowane przez rodziców i nie myślały o jakimś indywidualnym stylu czy kolorach. Nikt się tym nie przejmował. Zresztą w naszym środowisku w latach siedemdziesiątych zamawiało się malarza, który sam dobierał farby i kolory na ściany.
    Pamiętam też smutną, przybrudzoną biel z lat osiemdziesiątych, pstrokaciznę dziewięćdziesiątych, pomarańczowo-fioletowe wenge modne na początku wieku. Przeżyjemy też naszą sztampową, biało-szaro-czarną wersję skandynawizmu. A, po drodze był jeszcze lawendowo-przecierany słaby szyk. Za parę lat będziemy z niesmakiem wspominać nudę obecnych lat. Ogólnie to się podoba, co modne. Teraz migocze kolorowe boho i pastelowe retro. Jak dla mnie miła odmiana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Od czasu do czasu skrobię coś socjologiczno- obserwacyjnego, postaram się więc robić to częściej! :-D
      Słaby szyk mnie rozwalił :-D Dobrze to ujęłaś, może szybko przejdzie ta wena na biało-szaro-czarne 'coś', chociaż nie jestem pewna, czy w końcu sami zaczniemy próbować, czy dalej podążać tak ślepo za modą.
      pozdrowienia :-*

      Usuń
  7. Zgadzam się w 100%! Mam 4,5latka w domu. Pokój urządzałam mu jak miał 2 latka. Miało być biało, szaro, czarno... i było tak przez chwilę... Wg mnie dziecko ma potrzebę koloru, szajsu, plastiku... można podpowiadać, pokazywać to co jest fajne i trendy (wg mamusi i internetu oczywiście) ale nie ma sensu upierać się i unieszczęśliwiać dziecka szarym i czarnym. Zrozumiałam to, wystraszyłam się trochę kiedy Jaś tworząc swoje rysunki zaczął używać tylko czarnych kredek i farb. Depresja 3 latka? Różne myśli przychodziły mi do głowy aż w końcu na luzie wpuściłam do pokoju niebieski i inne kolory (w dodatkach, zabawkach, tekstyliach), zabawki zawsze były kolorowe :-) I dobrze nam z tym. Weselej. Dziecko zadowolone, mama zadowolona. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że dziecko ma potrzebę koloru, zdecydowanie, ale nie pomyślałam, jak to może na niego wpłynąć- oczywiście nie mam na tym polu doświadczenia, więc fajnie, że powiedziałaś, jak to było u Ciebie. 'Jest luz i jest weselej'- o to chodzi! Już niektórzy zapędzają się z tą swoją estetyką mam wrażenie :-)
      Pozdrawiam Cię serdecznie! :-*

      Usuń
  8. Od razu, gdy tylko zobaczyłam zajawkę postu na FB, wiedziałam, że muszę się wypowiedzieć. A kiedy jeszcze zauważyłam, że w jednym z komentarzy przywołujesz ankowy pokój, postanowiłam rzucić wszystko i napisać, co myślę :-) Bo temat ważny. Temat rzeka. I bez jednoznacznej odpowiedzi. Sama jeszcze wczoraj wieczorem zastanawiałam się nad tym, czy dziecku musi podobać się to, co matce (w kontekście listów do Świętego Mikołaja). No i nie wiem.. gdyby dać Ance pełną dowolność na przykład przy urządzaniu pokoju, utonęłaby w różu, plastiku i Krainie Lodu. Kicz i tandetę lubię, gdy są stosowane jako świadome środki wyrazu. Toleruję, gdy stanowią nie więcej niż jakieś 20% mojego otoczenia ;-) Ale zakup badziewnych mebli i dekoracji uważam za wyrzucanie kasy w błoto. I myślę, że trzeba dzieciaki edukować także w zakresie estetyki, m.in. po to, by wiedziały, na co wydawać pieniądze. Więc pokój Ani urządzamy razem, podpytuję ją o jej potrzeby, a potem daję wybór kontrolowany. Pokazuję Ani różne, mniej lub bardziej akceptowane przeze mnie rozwiązania, i pozwalam jej podjąć finalną decyzję. Czasem jeszcze dyskutujemy, czasem próbuję ją trochę przekabacić, ale bez narzucania swojej woli. Ostatnio na przykład podsunęłam Ance pomysł zegara w stylu vintage (wygoogluj sobie kit cat clock!:-). Myślałam o butelkowej zieleni, ale Młoda uparła się na miętę. Ten miętowy zegar pewnie utonie na błękitnej ankowej tapecie, więc zdecydowałyśmy, że w razie czego powiesimy go nisko, na białej boazerii, która zrobi dolną część ścian w jej pokoju. Estetyka jest dla mnie bardzo ważna i chciałabym, by pokój Młodej podobał się nie tylko jej, ale również mi. Ale najważniejsza jest dla mnie niezależność Ani. Jeśli spotykam jej opór - nie naciskam, nie narzucam jej swojego stylu ani tym bardziej nie krytykuję jej gustu. Jeśli naprawdę musi, niech tonie w plastiku. Ale niech nigdy nie kończy jako bezwolna istota, której nikt nie nauczył, jak wyrażać siebie i jak walczyć o swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, przywołałam Cię, bo pokój Twojej córki jest naprawdę jednym z nielicznych, które tak mi się podobają! Jest kolorowy i widać, że Ania czuje się w nim dobrze, bo właśnie tworzy go razem z Tobą. Ty z kolei na nakazujesz jej na siłę, robicie to razem, pół na pół. Ty nią kierujesz, ona wyraża swoje zdanie- to jest super i to naprawdę mega widać. Obie nie boicie się kiczu i ostrych kolorów, a dzieci takie rzeczy lubią bardzo. Mimo wszystko kontrolujesz sytuację, to jest super :-)
      Co do edukacji to tak, bardzo nawet, ja bym jeszcze dodała do tego recykling i używane rzeczy- ile można zrobić fajnych rzeczy razem, coś upolować. To jest miłość do urządzania przekazywana przez mądrego rodzica, nie tylko to uparte wzbranianie się przed plastikiem :-))
      pozdrowienia! :-*

      Usuń
    2. O tak, recykling to ważna sprawa. Tobie to świetnie wychodzi, ja dopiero raczkuję. Ale Młoda właśnie rozwaliła nam dużą, dekoracyjną żarówkę (nie potłukła się, ale już nie działa), więc może zrobimy wazonik ;-) Dzięki raz jeszcze za miłe słowa. Staram się :-)

      Usuń
    3. Ooo, to dobrze się składa heheh, róbcie róbcie :-D

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com