Trzy praktyczne akcesoria, by uprzyjemnić sobie jesień.


Mówcie co chcecie, ja tam jesień uwielbiam. Zostałam chyba odgórnie jakoś inaczej zaprogramowana- kiedy jedni popadają w jesienną chandrę, ja czuję przypływ mocy. Lubię zakopać się pod kocem, ale dopiero na wieczór, jak już skończę sobie całodzienne robótki. Wreszcie mogę oddychać, przemoczyć sobie buty, zagłębić się w porannej mgle. Jesienią jestem może nieco bardziej sentymentalna, ale zdecydowane mniej wkur***a niż latem. 

Taak, nic mnie tak nie dobijało, jak zaplanowane zadania i trzy dychy na plusie. Teraz nawet chce mi się okna myć, chociaż ciągle leje, uruchamiać piekarnik bez zgrozy, że dogrzeję mieszkanie jeszcze bardziej. Ubierać te kolorowe swetrzyska. No kocham jesień, no!

Jedyne, co mnie dobija, to ciemność, bo to strasznie utrudnia robienie zdjęć. Nie umiem jakoś pracować z lampą, fotografa nie posiadam na stanie, efekt z fleszem mi się nie podoba. No to jest jakiś minus tej sytuacji, ale da się z nim żyć :-) Wiem też, że dłuuugie, jesienne wieczory mogą uprzykrzyć życie jeszcze na wiele innych sposobów- ostatnie ciemnice, grobowe szarości od rana do wieczora (czyli do 17- tej) i straszliwe huragany nawet mnie dały się we znaki. Na domiar złego, małżonek postanowił wyjechać sobie na kilka dni na konferencję na drugi koniec Polski, co mnie przybiło- nie jesteśmy w zwyczaju spać osobno i rozstawać się na dłużej niż jeden dzień, a już w taką pogodę to w ogóle. Zanim jednak pojechał pić z kumplami i grać w nogę pod przykrywką 'bardzo-ważnego-szkolenia-od-którego-zależy-dalsze-życie-zawodowe' stwierdziłam: a jedź se stary i do samego Rzeszowa- ja sobie tak uprzyjemnię chwilowe, samotne życie, że będziesz tego żałował. 

Tym samym przetestowałam w domu trzy praktyczne akcesoria, które polecam dzisiaj Wam- nie tylko na wieczory, nie tylko na samotne, ale zdecydowanie na te jesienne. O tym, że trzeba mieć dużo świec, ciepłe skarpeciochy w ilościach powyżej normy (kupujcie je od tych uroczych babuleniek na rynkach!) i milusie koce, wie każdy, ja też to wszystko już zebrałam. Ale dodałam coś jeszcze, co okazało się także mega przydatne.

1. 'PACHNĄCY' TALERZ W JESIENNYCH TONACH.


Dostałam w prezencie od marki VOX wielki, okrągły, porcelanowy talerz, z uchwytem do podnoszenia. Nie bardzo miałam na niego pomysł, ale stwierdziłam, że chyba idealnie sprawdzi się w roli takiej deserowej tacy. Można położyć na niego zwykłe przekąski przeznaczone typowo do spożycia, jak owoce czy sery, ale postanowiłam, żeby było też bardziej dekoracyjnie i przede wszystkim- pachnąco, rozgrzewająco. Na środku talerza postawiłam więc świeczkę w szkle o zapachu trawy cytrynowej, która sprawiła, że talerz leciutko się ocieplił. Wokół rozsypałam różne produkty- takie typowo do zjedzenia (czekolada gorzka i mleczna, słonecznik oraz wafelki kukurydziane) i takie, na których aromacie mi zależało (kawa, listki mięty i wiórki z kokosa). Dzięki ciepełku wszystko pięknie i delikatnie pachnie, pobudzając tym samym nie tylko apetyt, ale i zmysły. Idealne na seans filmowy czy relaks z książką. Ładnie też wygląda jako dekoracja stołu, gdy wpadną do nas goście, jest czym ich na szybko poczęstować do herbaty. A rączka jest genialna- w każdej chwili możemy chwycić talerz i zabrać ze sobą do sypialni lub do łazienki (przy wannie pełnej piany). A potem łatwo jest go też umyć.





2. CHODNIK ZE SZTUCZNEJ TRAWY NA BALKON. 


Nie jest to może jakiś najbardziej błyskotliwy pomysł dekoratorski, ale ja tam się nie boję różnego rodzaju imitacji (no może poza cegłą na ścianie) i Wy też nie macie co się bać. Kto ma ogród, temu nic więcej do szczęścia nie trzeba- on przyozdobi się sam i to na każdą porę roku. Jeśli jednak masz zwykły balkon, a za nim nie ma super parku, to czasem brakuje widoku odrobiny zieleni. O ile latem obstawić się można kwiatami i drzewkami, o tyle jesień i zima oznacza tylko łysy, szary, mokry i smutny kawałek gresu. Nie wiem, jak Wy, ale ja ubiłam nawet najlepszą tuję- nie ma szans, żeby przetrwało tu coś żywego. Postanowiłam więc kupić nowy dywanik na balkon (łudząc się przy tym, że może będzie jeszcze kilka słonecznych dni w październiku), ale taki w postaci długiego pasa sztucznej, miękkiej i grubszej trawy. Nabyłam więc takowy o wymiarach 1,5m na 2m, za który zapłaciłam coś koło 40 zł. Sztucznej trawie nie straszne żadne deszcze i inne niesprzyjające warunki- jest przeznaczona typowo na zewnątrz. Szkoda by mi było kłaść jakiś ładny i droższy dywanik, by przy każdej kropli deszczu go zdejmować (czyli teraz co rusz). A powiem Wam, że siedząc na moim leżaku przy oknie miło jest tak spojrzeć na jakiś kolor również i na balkonie, już nie mówiąc o tym, że fajnie się tam teraz wychodzi z poranną, gorącą herbatą.




3. DESKA, CZYLI ŚWIETNY WSPORNIK DOMOWEGO SPA. 


To odkryłam niedawno, a jakie to genialne! Zwykła, prosta deska, którą kładę sobie na wannę, a na niej wszystko to, co musi się znaleźć podczas obowiązkowej, rozgrzewającej, jesiennej kąpieli- kosmetyki, olejki, coś do picia. Książki wolę czytać w łóżku albo na plaży, jak stary musi sobie korzonki wygrzać, w wannie zaś nie pogardzę dobrą prasą. Oczywiście do tego aromatyczna świeca i voila! Domowe spa gotowe :-) Ładniej to wygląda w takiej formie, a nie wszystko poustawiane w rządku naokoło wanny, a i można się nawet pokusić o jakiś tablet na podstawce i film. Bardzo romantycznie :-)


zdjęcia mojego autorstwa.

A Wy jakie macie ulubione akcesoria na przyjemną jesień w Waszych domach?

Do następnego!  

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. Podzielam entuzjazm związany z chłodem. Na starość, ciężej znoszę upały, a teraz zauważam mam zdecydowany przypływ energii. Z odpalaniem piekarnika też racja, ja dorzucę jeszcze prasowanie. Fajowe zdjęcia, widać że nie nudzisz się sama. Czółko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Właśnie, prasowanie :-))) Ja się sama nigdy nie nudzę, jak to introwertyk :-)) pozdrawiam!

      Usuń
  2. Patent z deską podkradam :) takie to proste i genialne zarazem. Super
    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
  3. w pełni się zgadzam z każdym słowem i przedmiotem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyjątkowo ciekawy blog, chciałabym, aby znalazł się na liście najlepszych blogów o wystroju wnętrz! Zapraszam na stronę http://dekordia.pl/najlepsze_blogi/, gdzie można pobierać odznakę Blogu na medal :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka deska tez mi chodzi po głowie, musiałabym jakąs zorganizować. Też lubię jesień, bo moge ulubione ubrania z szafy wyjąć, wreszcie się wyżyć kulinarnie (piekarnik latem też ma u mnie urlop). Ale pogoda to nieco przesadziła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przesadziła, ale i tak jest lepiej :-) Deska to mega prosty patent, na pewno jakąś skombinujesz, może być nawet panel :-))

      Usuń
  6. Ja jesień zaczęłam "lubić" od zeszłego roku. Ale ważną sprawą zapewne jest to, że spędzam ją poza Polską. Nie wiem czy tak samo bym ją polubiła w Polsce. Dawniej ta pora roku kojarzyła mi się ze szkołą lub niezdaną w czerwcu sesją dziś mam bardziej luzackie podejście. Dywanik na balkonie świetny - już bym chciała poczuć jak mizia w stópki :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień w Polsce potrafi dać się we znaki, chyba jak wszędzie, ale mi się podoba zawsze- czy słonecznie i 'złoto', czy też mgliście i szaro, zawsze jest w tym jakiś urok. Chociaż rozumiem Twoje powody :-))
      pozdrowienia!

      Usuń
  7. To dobrze wiedzieć, że lubiących jesien jest więcej, bo zazwycaj wszystkich trzęsie na sama myśl...A ja ją kocham tez za to, że kiedy jest szaro, buro i ponuro to odpalam swoje winyle, jakaś ksiązka, coś ciepłego, kocyk lub długa kąpiel, a deszcz stuka o szyby...Uwielbiam zapach mgły i wilgotnego powietrza, tego zimna ciągnącego od stóp...A tak ogólnie to świetny blog!!! Dopiero raczkuję, ale juz wiem, że będę tu regularnie zaglądać, masz kobieto jakiś magnes w sobie!;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I można na legalu siedzieć pod kocem bez wyrzutów sumienia, że słońce się marnuje :-D Bardzo dziękuję za miłe słowa! Wpadaj jak najczęściej :-*

      Usuń

Instagram