Wspólnota majątkowa.


Od dziś niedziela dniem zwierzeń- wszem i wobec przyznaję się do faktu, że podkradam staremu ciuchy. Zamiast grzebać po swoim regale i skrzynkach, udaję się prosto do jego szafy. Te przepastne cieplutkie swetrzyska, oversizowe koszule, luźne spodnie (boyfriendy), wygodne t-shirty, obszerne marynarki. Moje wszystko wydaje się takie małe, obcisłe jakieś (przytyłam??), a Jego takie mięciutkie, w dodatku mogę ukryć se co nieco, bez obawy, że coś tam mi się wpija/odstaje/wystaje/wrzyna się. Gdyby jeszcze nosił spódnice, byłoby wzorowo. 

W końcu mamy potwierdzoną notarialnie wspólnotę majątkową, więc heloooł, dawaj tą flanelową koszulę i już. Latem wygodne luźne spodenki z obniżonym krokiem, zimą ogromniaste wełniane golfy- mój stary to ma łeb do zakupów. Jak wraca czasem z jakimiś łupami to już wiem, co będę (będziemy) nosić tej jesieni. O mamoo, jak ja dziękuję fashionistom za modę na oversize- jakież to wybawienie! Naturę mam taką, że nie dla mnie wąskie kobiece sukieneczki, szpileczki i gawroszki, nie dla mnie konturowanie twarzy i sztuczne rzęsy (chociaż karpie usta mnie kuszą). Ja wolę luźne dresy i męskie koszule. Coraz mniej rzeczy mam w swojej szafie, za to coraz więcej w naszej wspólnej (ekhm, tzn. w małżonka). Na damskich działach przerażają mnie czasem te małe bluzeczki i obcisłe spódnice- że jak kobieta to już tylko musi się kisić w tych bandażach zapocona? W sklepach nieraz zapuszczam się prosto w dział męski. W końcu bez skrępowania mogę czuć się wygodnie, w nosie mam te 'podkreślanie kształtów i talii', zresztą o tym moim antyseksie to więcej pisałam TUTAJ. Faceci mogą sobie mieć ciepło i wygodnie, a my co- tylko rajstopy uciskające i tubiaste kiecki. Wypraszam sobie, ja też chcę mieć ciepło w tyłek i na luzie zjeść brukselkę, bez obawy, że ktoś w autobusie będzie chciał ustąpić mi miejsca ("ooo, jaki słodki brzuszek, kiedy ma Pani termin?'). Żeby jednak nie było nazbyt męsko, lubię uzupełnić to jakimś oryginalnym dziewczyńskim akcentem, ale w klimacie vintage- złotymi kowbojkami, pudrową plisowanką, błyszczącym paskiem czy extra torebką. Taki damsko-męski eklektyzm w modzie wyznaję, a na jesień to już szczególnie!







Do następnego! 

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Sweter i spódnica świetne. Ja w ogóle kocham swetry, nie dla mnie marynareczki, w których nie można machnąć ręką. Z tym brzuszkiem, to chyba przesadziłaś, przecież Ty zgrabna jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham swetry wszelkiej maści :-) A brzuch jak się objem strączkowych to uwierz mi- ciąża spożywcza :-D

      Usuń
  2. Ja też lubię męskie ciuchy, choć od starego nie pożyczam (czasem jak wyrośnie z t-shirta albo bluzy jakiejś to mi w spadku zostaje) Raczej wolę kupować męskie i "robią" za moje.

    Fajne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja najwięcej łupów wyciągałam z małżonka szafy, za to rzadko udawało mi się upolować coś w sklepie, może dlatego, że ma dobre oko do fajnych rzeczy, a ja zakupów w galeriach nie cierpię ;-))

      Usuń
  3. O tak, plisowana spódnica ze swetrem to świetne połączenie! W moim przypadku ten sweter pewnie byłby blisko ciała i wpuszczony w spódnicę, lata 50. i rozszerzane kiecki (nawet na halkach) to zdecydowanie mój klimat :-) Ale spoko, mężowi podkradam bluzy i t-shirty, tak miło się w nich zatopić :-) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaak, miałam jeszcze całkiem niedawno słabość do takiego stylu, bo uwielbiam wszelkiej maści rozkloszowane kiecki :-) Spodnie noszę niezwykle rzadko, a jeansy to już naprawdę od wielkiego dzwonu :-) Dzisiaj rozmiłowałam się w oversizie na maksa :-) No to mamy podobną zajawkę heheh, pozdrawiam :-)

      Usuń
  4. Chyba sama muszę zacząc tak robić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Tylko uważaj z psikaniem mocnych perfum :-D

      Usuń

Instagram