Obłąkana impreza, czyli 5 bolesnych faktów o freelancingu.


Dokładnie za dziesięć dni nadejdzie dzień, w którym dokładnie trzydzieści jeden lat temu po raz pierwszy pojawiłam się na tym padole. Jest to wiek, w którym połowa moich koleżanek płodzi następne dzieci, zaś druga połowa jest tak pijana, że nie wie, gdzie zapodziała swój singielski telefon. Ja jestem tak pośrodku- ustatkowałam się, mam kredyt i posiadam na stanie jednego małżonka, ale z drugiej strony, zostałam freelancerem. 

Niewątpliwie posiadam dziki chaos w umyśle- mieć męża i hipotekę na głowie, a z drugiej strony być freelancerem, to jak iść na imprezę i nie móc pić. Wolny strzelec ze zwyrodniałą imaginacją, energiczne fanaberie i hurtowa produkcja wybryków, z drugiej strony Matka Boska Jaworska. Koniec z moralnym bagnem, po trzydziestce należy wyhamować, nie chciałabyś, żeby Twoje zwłoki znowu wracały same nad ranem (kocham policję, ale bez wzajemności). Wielu sądzi, że praca z domu to jest właśnie całe clou tej imprezy- siedzenie w satynowej piżamce, pisanie erotycznej poezji, wzdychanie do księżyca z papierosem w zębie. W łóżku walają się kawałki nut i majtek, a ja, wiecznie zamyślona, jak Mickiewicz na Krymie nie jem nic i nie piję, gdyż miłością żyję i swą twórczą pracą. Owszem, nadmierny spokój odbiera mi inwencję, ale praca z domu to nie łycha z wsiowymi chłopakami co drugi dzień. To też nie żar z hutniczego pieca i nie zawsze lawina namiętności (szczególnie do tekstów o fotowoltaice). To jest najprawdziwsza w świecie robota. A z resztą już ja Wam powiem, jak jest. For sure.

Każdy marzy, ale nie każdemu się wydarzy- praca z kanapy to może być dramat dla życiowego nieogara. Tu podobno też trzeba dyscypliny, klepnięcia się w czółko kiedy jest cienko i życiowej pobudki. Tu musisz lubić sinobrodą panią z ZUS-u, papierki i drukarki. Jeśli myślisz, że freelancerka to tylko zabawa, to jest to bardzo obłąkany melanż- z muzyką, ale bez chlania. Myślisz, że jak jest Czitos, jest impreza? Pozwól, że zdławię cisnącą się na usta odpowiedź.

Pięć bolesnych faktów dziś mam- dla tych, którzy myślą o pracy na własny rachunek, dla tych, co szukają kierunku i pomysłu na siebie, dla tych, co tu trafili przypadkiem (hej!), a także dla tych, co żyją złudną fascynacją, że freelancer to jest taki free człowiek w t-shircie z Lennonem i zawsze ciasno nabitą lufką.


1. SIEDZI SE W DOMU UBRANA W ARTYSTYCZNY OUTFIT. A NA LUNCH DESKA SERÓW. 

Co myślą inni ludzie: prawdziwy 'wolny strzelec' to człowiek we francuskim berecie, z kajetem pełnym szkiców pod pachą. Przesiaduje w kawiarniach, wpatrzony w okno, podjada cząstki smoczego owocu z egzotycznej sałatki. Robi zdjęcia przechodniom, wrzuca monety do fontanny. Małe espresso, szybki miting z innymi artystami. Kaszmirowy sweter vintage z wełny merynosa, koniecznie pasiasty. 

No co, najczęściej można mnie spotkać w dresie lub piżamie. Czasem też zdarza mi się zapomnieć zdjąć ręcznika z głowy, kiedy dzwoni kurier (to akurat zdarza się bardzo często). Wpada zlecenie, chwytasz więc bułkę z dżemem i zasiadasz do biurka  na kanapie. Staram się nie wystraszyć małżonka, jak wraca z pracy, ale najczęściej pyta, czy spałam. Bardzo chciałabym się ładnie ubrać i umalować nawet, ale zwykle nie mam czasu. Zwykle bowiem wstaję za późno, przez co jem śniadanie i piszę naraz. Ubrana w dresowy kombinezon. 

2. NIE MA SZEFA, NIKOGO NIE MUSI SŁUCHAĆ.

Co myślą inni ludzie: dobrze ma, nie ma nad sobą takiego niedoruch***go Zenka, co się na wszystkich wyżywa. Nie musi wysłuchiwać niedorzecznych poleceń, bo sama jest sobie sterem, okrętem, żeglarzem, wodą, morzem, glonem i liofilizowaną salami. 

Tak się składa, że jako free-lancer nie jesteś aż tak bardzo free. Nie, nie mam nad sobą jednego szefa. WSZYSCY są moimi szefami. Jak mam naraz pięciu zainteresowanych klientów, to właśnie mam nad sobą pięciu szefów. Jesteś swoim szefem tylko wtedy, kiedy nie masz klientów, czyli po prostu wtedy, kiedy nie masz pracy wcale. 


3. TYSIĄC ZŁOTYCH ZA GODZINĘ (a nowe zlecenia wciąż spływają ciurkiem).  

Co myślą inni ludzie: jakże blednie moje 15/h przy zarobkach freelancerów. Pięć koła za pięć godzin pracy?? To jest jakiś tysiak za godzinę! Stawka większa niż życie. W dodatku tyle hajsu na raz na konto! I to od razu po skończonej pracy!

Kiedy pierwszy raz zarobiłam grubszą kasę, wydałam ją w jakiś tydzień (albo może nawet i nie), w dodatku co do grosza (nie zapomnę ci tego zalando). Mam kasę, jestem bogata, co powiecie na to, bitches! Dopiero potem z lekka się zreflektowałam, że ten epokowy melanż był totalną pomyłką. Disaster, jak mówi Małgonia. Jako freelancer musisz bowiem zwykle samemu odprowadzać składki, no i trzymać kasiorę, gdyż nie wiesz, kiedy nadejdzie kolejna. Jak nie nadchodzi dłuuugo, to wiedz, że twoje pięć koła za pięć godzin rozciąga się trochę w czasie, czynisz porachunki i okazuje się, że Twoja stawka godzinowa to... dwa pięćdziesiąt. Albo w ogóle nie masz żadnej stawki godzinowej. No i nastaw się, że o kasę za pracę naprawdę często trzeba się upominać. Naprawdę często. CZĘSTO. Czekanie zaś na przelew i na nowe zlecenie wygląda tak samo: siedzisz na kanapie i wyżerasz płatki kukurydziane na sucho.

A zatem, polecam zaopatrzyć się w kalkulator casio, kartkę i długopis oraz w jakieś dobre narzędzie, którym będziesz mógł w razie czego chlasnąć się w twarz, ilekroć otworzysz w zakładce jakiś sklep online. 

4. SIEDZI W DOMU, A WIĘC... MA CZAS!

Co myślą inni ludzie: siedzenie w domu oznacza tylko jedno- messenger w ruch! Albo telefon. Albo wizyty, albo spotkanko na mieście. W sumie to przecież bycie w domu jest jak bycie na urlopie. Albo na L4, nie? 

Odbyliśmy ze starym ze trzysta kłótni zanim skumał, że 'muszę się skupić k^%$^$#a na robocie!' I żeby matka nie dzwoniła co pół godziny, zapytać 'co tam se porabiam', a kumpela nie wyciągała na zakupy, bo ma akurat wolne. Owszem, zdarzają się dni, kiedy akurat mogę sobie odpuścić robotę, dokończyć potem, zrobić wolne i pojechać z mamą na plażę, pyknąć na szoping. Ale gdybym uskuteczniała to codziennie, to każdej nocy, zamiast nurkować w nogach męża, tonęłabym w stosie niedokończonych tekstów. Na freelancerce życie towarzyskie może przymierać, wciąż bowiem przeganiasz znajomych i rodzinę, a Twoimi nowymi ziomkami stają się inni freelancerzy z sieci. Bo naprawdę ciągle jesteś w pracy. Jeszcze więcej niż byłeś.


5. MITYCZNY WORK- LIFE BALANCE.

Co myślą inni ludzie: czas dla rodziny, wszystkie wolne weekendy (what?), urlopy co chwilę. W korpo to tylko człowiek non stop czelendżuje kejsy, freelancer ma pewnie wtedy basen z dzieciakami.

'Wolny weekend' brzmi trochę jak jakaś opcja zagranicznej podróży. Zwykle pracujesz wtedy, kiedy jest praca, a także tyle, ile ona tego wymaga. Często są to zarwane wieczory i nocki (jak się w dzień urządziło maraton z 'top model'), zapchane pisaniem weekendy. Klient zawsze chce 'na już' (choć często jest jakaś extra kasa za szybkie ogarnięcie tematu), intratne zlecenie, które wpada w piątek wieczór i potrzebne jest na poniedziałek rano- i nagle Ty też masz Azję Express. I nawet, jak miałaś słodkie plany na wyczilowany weekend, bierzesz laptopa na kolana i heja. Do robotyy!

***

Nie zmienia to faktu, że jestem niewątpliwie stworzona i specjalnie zrobiona do tej roboty. Co by nie mówić, pełna jestem do niej uczuć subtelnych i delikatnych, jak pączek podczas pierwszych przymrozków. 
Lecę na nią, bo jest dla mnie idealna. No i mogę mieć psa! 

***

Macie jakieś doświadczenia z pracą na własny rachunek?
Podzielcie się!  

Do następnego!

CONVERSATION

9 komentarze:

  1. Doświadczenia w tej dziedzinie mi nie brakuje, właściwie nigdy nie pracowałam inaczej niż z domu. Z tymi mitami to sama prawda - praca jest najczęściej na własnej kanapie w mało wyjściowym outficie i w dziwnych godzinach. Ale - nie mogę powiedzieć, że ze mnie typowy freelancer. U mnie jest nas dwóch - razem z partnerem zyciowym prowadzimy firmę, jednak z klientami rozliczamy się abonamentowo (za naszą najważniejszą usługę, bo działamy dość szeroko). więc jest łatwiej zarządzać finansami. Aleeeee... z terminowością opłat to jest tragicznie po prostu. Pół biedy, jak jeszcze po upominaniu dostaniesz swoje... gorzej jak lądujesz z wątpliwą przyjemnością liczenia na odzyskanie należności z pomocą sądu. Mamy znajomych prawników, więc niby łatwiej - ale prosta sprawa w sądzie potrafi utknąć na pół roku. Więc teoretycznie sumka wystawionych faktur bardzo miła, ale nie pokrywa się z rzeczywistością na koncie :/ Na etacie przynajmniej wiadomo ile się zarobi, i że się te pieniądze w określonym terminie dostanie. Nie jest to więc zabawa dla każdego, a z pewnością nie dla tych, którzy mają spore zobowiązania w postaci utrzymania całej rodziny. Zalety też oczywiście są - też mam psa ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dziwne godziny! Do dwunastej snujesz się w szlafroku, by potem rzucić się spocona ze stresu na robotę :-D Nic nie mów, odzyskanie pieniędzy to czasem cała przeprawa- ja się nauczyłam brać zaliczki lub połowę kwoty przed.
      No pewnie, że są zalety! Dla mnie wciąż więcej plusów, niż minusów :-)
      pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ja się czasem zastanawiam co o mnie myślą sąsiedzi lub budowlańcy (działka obok trwa budowa), jak wietrzę łazienkę po kąpieli (mam okna w łazience, wychodzą na podwórko, oczywiście jestem owinięta w ręcznik i z turbanem na głowie)... w środku dnia :D Bo akurat muszę trochę weny w wannie złapać ;) Tak więc - więcej plusów :)

      Usuń
    3. A - też mam urodziny w listopadzie :)

      Usuń
    4. No to piąteczka Skorpionie! :-*

      Usuń
  2. Fajne to opisałaś, więc jednak tryać trzeba. Ja zawsze wiedziałam, że praca na swoim to nie tylko miód. Mnie odpowiada, że można bez makijażu, bo teraz mi z nim nie po drodze.
    Ja lwicą jestem i trochę skorpionów się boję.Swoją drogą 31 lat, piękny wiek, sto lat, zdrowia i spełnienia marzeń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Starałam się nie splamić honoru freelancingu, bo plusów też jest całe mnóstwo, ale tak, tyrać trzeba i ogarniać wiele. Ja też nie przepadam za makijażem, to mi akurat pasuje :-D
      Ej, nie ma się czego bać! Trochę tylko pokłuje i już :-D Dziękuję, do urodzin jeszcze trochę, ale co tam, już mogę zacząć pić. Jestem taka stara!

      Usuń
  3. Tak jest z każdym stylem życia który sobie obraliśmy. Ma swoje plusy i minusy. Inni nie znając go dostrzegają same plusy, my jeśli nie potrafimy się zorganizować - same minusy. My mamy ciekawiej bo własna działalność, kredyt na dom który wykańczamy, mieszkając w nim i dwoje dzieci ;) grunt to umieć zorganizować sobie czas i wydatki (w przerwie w pracy kładziemy kafelki a i młodocianych nie wolno zaniedbywac), przydają się gigantyczne pokłady asertywności by gdy klientka zadzwoni o 21, kiedy akurat montujemy kuchnie moc powiedzieć że jeśli u niej jest 11 to jednak strefy czasowe obowiązują i my sprawy biznesowe zalatwiamy do 18 NASZEGO kraju. Freelancing nie jest dla ludzi nie zorganizowanych i nie asertywnych, ale bywa też całkiem przyjemnie bo rzeczywiście komputer, telefon można zabrać gdzie się chce (np do Toruńskiej kawiarenki itp) - tylko musi się chcieć, nam od pojawienia dzieci się odechcialo. Nie mówię o tobie, bo skoro dajesz radę to jednak jakieś plusy dostrzegasz. Wrzucamy tylko swoje parę groszy do rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, no z tą asertywnością masz bardzo dużo racji- jest niemalże niezbędna, by nie dać sobie wejść na głowę, ale i pracując na etacie też była pomocna (jak choćby we wciskaniu nadgodzin). Widzisz, ja dzieci nie mam i póki co nie planuję mieć, więc freelancing jest mi chyba pisany i czuję się w nim najlepiej :-) pozdrowienia

      Usuń

Instagram