Luksusy i absurdy.


Zwykle to czwartek bywa tłusty, u mnie w tłuszcz obrodził wczorajszy poniedziałek. Lubię spontaniczne akcje, kiedy to ni z tego, ni z owego, swobodnie gdzieś się rozejrzę, a tu nagle, jak chlast w twarz i oczy w słup, leży coś i na mnie czeka. Małżonek życiem ze mną jest już też zaprawiony, rozglądać się musi, szukać też. Na szczęście pracę ma taką, że niczym ten krążownik, kręci się cały dzień po Trójmieście, dzięki czemu jest w stanie zgarnąć taki łup, że nikt inny już nie zdąży go capnąć. 

Mieliśmy kiedyś pamiętną (i poniekąd niechlubną) akcję, kiedy to po skończeniu naszych obowiązków, leżąc wieczorem w łóżku, przypomniało mu się, że owszem, widział z rana coś fajnego na trawie, ale nie wziął, bo jakoś tak z głowy mu wyleciało i przekonany nie był, czy mi się to aby przyda. Z mych ust początkowo nie mogło wydobyć się nic, zaś potem wydobyło się, a i owszem, ale nie wypada mi tu publikować takiego rynsztokowego wywodu. Jednym słowem burę dostał biedny taką, że po dziś dzień dzwoni natychmiast, nawet, jak jakiś fajny patyk leży. I nagle wczoraj, krążąc po gdyńskich obrzeżach po godzinie siedemnastej, gdzieś w pobliżu ogródków działkowych, zamajaczyły mu jakieś intrygujące składowiska. Nie okazały się wszakże bezpańskie, aczkolwiek na sprzedaż i owszem. Po krótkiej wymianie zdań i ostrej licytacji, małżonek nabył mi za grosze... suszarkę do naczyń i drewniany stołek. 

Pod względem stołków to jest u mnie jakby luksusowo- nie wiem już nawet, ile ich mam. Za to pod względem suszarki taki absurd się stał, że choć nie mam żadnej, to i tak tą wczorajszą wykorzystałam niezgodnie z przeznaczeniem, bo jako swobodną półkę w livingu. Z tymi drewnianymi 'B' po bokach aż żal pożytkować ją na jakieś półmiski, za to jako półeczka nad barkiem prezentuje się po prostu wybornie. Stołek zaś oficjalnie zostanie taboretem do siedzenia, jak tylko w końcu zamontujemy nogi do blatu w kuchni. Oto moje kolejne łowy, kolejne tłuste polowanie. 

Jeśli jesteście ciekawi, jak się obchodzić z takimi (nietapicerowanymi) znaleziskami, to ja radę mam jedną, na sobie sprawdzoną: do wanny natychmiast, spłukać obficie gorącą wodą, następnie spryskać pianką Cif, zostawić na dziesięć minut, po czym wyszorować i znów obficie spłukać gorącą wodą, zostawić do wyschnięcia. Jest to tak zwane odkażanie. Nie jestem fanką malowania mebli, robię to rzadko. Lubię, kiedy są takie odrapane właśnie, industrialne, w oryginalnej postaci. Po takiej kąpieli możemy je już użytkować :-) A oto i efekt mojego użytkowania mężowych poniedziałkowych łupów:












Do następnego!

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Gdybyś nie zdradziła, nie pomyślałabym że to suszarka. Nigdy takiej nie widziałam. Półeczko- suszarka pasuje świetnie i wygląda jakby tam wisiała od zawsze. Stołek też cudny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobaczyłam tą suszarkę w twoich rękach - myślę, zgłupła.
    Zobaczyłam na ścianie i się zakochałam <3 Pięknie jest!
    A Twój liwin niezmiennie mnie zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ale zgłupnąć to już na pewno zgłupłam też :-D
      Dzięki!

      Usuń
  3. dużo tu kolorów i wzorów co prawda aleeee ma to swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. super sprawa :) lubię takie wesołe wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram