Ostatni raz nim zniknę- małe podsumowanie i wielkie życzenia.


Szybko minął mi ten rok, w okamgnieniu. Praca w domu plus nielimitowane niczym rozmowy w pleju blogposty zlały mi się w jeden, dłuuuugi i niekończący się (mało brakło, a byłby alkoholowy) ciąg, nieprzerwany żadnym wyjazdem ni też urlopem. Dlatego też teraz, dzisiaj, tutaj, wszem, wobec i publicznie zapowiadam: na urlop się udaję. Rzucam świat internetowy (przynajmniej na jakiś czas), by paść w stęsknione ramiona małżonka i objęcia wypełnionej lodówki. 

Wiecie, jak jest- nawet największa pasja potrafi człowieka skutecznie zamęczyć. Napierdzielanie kreatywnych i pisanych postów co dwa dni, do tego wszelkiego rodzaju innych tekstów kończyło się tak, że o każdej porze dnia i nocy małżonek widział moje zgarbione plecy zamiast płonących z pożądania oczu. Stał za mną i zadawał tysiące pytań, na co ja tylko (wlepiona w ekran lapka) odpowiadałam: 'ekhm', 'nom', 'taaa', 'to jak chcesz', 'ok'. Szybkie i pobieżne sprzątania, krótkie spacerki, bo robota czeka, bo się posty same nie napiszą, bo klient nie zaczeka. I tak oto obudziłam się pewnego grudniowego dnia z migreną, nie wiedząc nawet, gdzie minęło to lato, gdzie ta moja ukochana, złota jesień, a tu moi mili państwo siedem dni do świąt. Rzygam już widokiem komputera, bloggera i worda, marzę, by zaszyć się w leśnej głuszy, bez ludzi, bez dźwięku messengera, bez pudelka i fejsbuka. Praca w sieci przygniotła mnie swoją ilością wielkich dupsk, karpich ust, podobnych do siebie blogów, intensywnych bodźców, plotek, hejtów, ciuchów, wyskakujących okienek, postów sponsorowanych i jutuberów. Dlatego też ostatni raz w tym roku nadaję z domowego home office i uciekam.


Życie w realu ucierpiało, kiedy zaczaiłam, że nie zauważyłam nowego osiedla obok mojego. Łoops! Chyba czas wynurzyć się z internetowych odmętów, zapomnieć na chwilę o qwerty i przypomnieć sobie, jak się pisze ręcznie (ostatnio listonosz poprosił, żebym się podpisała jeszcze raz, czytelniej). Zakończyłam wszystkie zawodowe sprawy, pisze się właśnie ostatni post, a co najmniej do stycznia 2017 roku moje biurko będzie już tylko stołem do manikiuru. Przerwa w dostawie prądu albo wszyscy zginiemy, pogrążeni w pintereście. 

Połowę tej szklanki goryczy stanowi jednakże spora jasność w postaci całego mnóstwa spełnionych, wnętrzarskich marzeń. W tym roku udało mi się upolować tyle cudów- szkolne krzesło, stołki, stołki i jeszcze więcej stołków, industrialny fotel. Mam łóżko na paletach, wielkie lustro, komodę vintage, własne (ale ciasne) home office w sypialni. Zrobiłam ścianę ze sklejki, zieloną kuchnię, dokupiłam kaktusy, sukulenty i palmę. Jest metalowy regał, album o wnętrzach, jest ławka, barek, skrzynki i wózki, no i w końcu jest też porządny, drewniany, okrągły  stół do jadalni, o jakim marzyłam, no i jest też przepiękna monstera. Brakuje mi już tylko przeszklonej witrynki aka szafki lekarskiej, a poza tym zebrałam już wszystko. Nie wiem tylko, jakim cudem nie kupiłam nowej kanapy- okazuje się, że szybciej coś znajdę na śmietniku, niż wezmę coś ze sklepowej witryny- coś, co jest gotowe, ładne i nowe. Mój tegoroczny paradoks :-)


Produkcja blogowa też szła całkiem dobrze. Niewielka ilość współprac, bo wciąż chcę utrzymać wrażenie, że jestem człowiekiem kreatywnym, a nie słupem ogłoszeniowym. Chcesz obejrzeć potok reklam? Zapraszam do tefałenu. Sama celowo pozbyłam się tv, to teraz nie przeniosę konsumpcyjnego świata na moją stronę. Moje świąteczne ozdoby w tym roku pochodzą z odpadów- na znak solidarności z ludźmi, którzy świąt zrobić nie mogą, bo świat jest w stanie nienawiści i wojny, bo nie czuję się na tyle spokojnie, by obłożyć się bujnie ustrojoną, bezsensownie wyciętą z pięknego lasu choinką. Wiele razy w ciągu tego roku miałam chwile zwątpienia, czy to wszystko ma w ogóle sens. Były momenty, gdy bardzo chciałam porzucić internetowe życie, wyjechać w Bieszczady i hodować owce. Wrócić do zakurzonych marzeń z liceum, kiedy byłam hipisem i bardzo chciałam być jak John Lennon. Bo jestem idealistką z głową w chmurach, ciągle i niestety. Ocaliło mnie to, że na szczęście w sieci nie jestem kimś innym niż zwykle. To bardzo złudne i kuszące- instagramowe konto może stać się naszym alternatywnym życiem, możemy być kim tylko chcemy, najczęściej jednak kimś, kogo nawet wizualnie nie przypominamy. Dyskoteka podobnych do siebie twarzy, przepychu i kasy, wszyscy fit- fajni, zrelaksowani i zawsze zabawni, wszyscy właśnie wracają z siłki, wszyscy mają te śliczniuche, rumiane i stylowe dzieci, które oczywiście są wolnymi duchami, artystami, melancholijnymi poetami, z własnym już gustem i odczuwające świat bardziej. Z drugiej strony prozaiczna rzeczywistość, kiedy są syfy na twarzy, biegunki i zaparcia, obgilane dzieci i suchy chleb w chlebaku, rozstępy i gotowe paluszki rybne na obiad, kiedy wolimy wyłączyć widok uchodźców i włączyć ukochany instafeed, kiedy są lęki, depresje i nieprzyjemne wspomnienia. Żyjesz w sieci i żyjesz w realu- żyjesz na dwa skrajne światy. Nieświadoma dwubiegunówka, a może schizofrenia, którą sam sobie wybrałeś. 


Z drugiej strony nie chcę demonizować sieci, dużo mi jednak w życiu pomogła, była kolorową, fajną odmianą od chwilowo bardzo szarego życia. Dała nowy zawód, pozwoliła odnaleźć w życiu pasję. Tylko przegięłam, przegięłam z życiem w niej i muszę odsapnąć, bo zapomniałam już, jak szumi morze.

Na blogu naprodukowałam się wielu różnych rzeczy, które spotykały się to z entuzjazmem, to znów z wymowną ciszą albo znowu z totalnym zdziwieniem, ale były to rzeczy, które miałam ochotę zrobić, które były w moim stylu, może nie zawsze dopracowane, ale bardzo relaksujące, kolorowe, recyklingowe. Nie potrafię namówić ludzi, że produkowanie tylu kolejnych ludzi nie ma już sensu, ale może chociaż uda mi się zmienić u niektórych myślenie, że można coś zrobić samodzielnie, że nie wszystko musi być drogie, poważne, nadęte, takie dorosłe i ekskluziv. Mój blog to moja mała misja, z której bardzo chciałabym żyć, ale wciąż nie mogę naleźć dobrej dla tego drogi. Nie pasuje mi nachalne pasmo reklamowe- mam mieć i pokazywać to samo co reszta? No thanks. Ale znowuż jak inaczej? Nie wiem, to będzie mój goal na 2017 rok. 


Zanim zacznę pieprzyć trzy po trzy albo nie daj Boże żalić się na moich zbyt histerycznych Czytelników (oh Lord, please don't let me be misunderstood), bardzo chciałabym podziękować wszystkim, którzy tu mimo wszystko zaglądają, do tego mojego małego świata, który jest notabene taki sam i tak samo mały, jak w rzeczywistości, że mnie odwiedzacie, komentujecie i komplementujecie też. 

Powrócę tu, tylko trochę później, w styczniu. Nie ucieknę przecież z i od internetu forever, Wy też nie. Zajrzycie czasem na mój fanpage, na pewno coś wrzucać będę, wszak telefon jeszcze przy sobie noszę. 

Tymczasem chciałabym Wam życzyć spokojnych Świąt (nie kupujcie tyle żarcia, nie zjecie przecież więcej niż zwykle), żebyście cieszyli się sobą nawzajem i żebyście przy Wigilii dali spokój swojemu wi-fi. Żeby Sylwek był wystrzałowy, żeby była dzika zabawa albo domowe barłożenie- obojętnie, róbcie, jak czujecie, byleby z sercem.

Do napisania w 2017 roku Kochani, 
adios!

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. Bardzo poruszający i ciekawy wpis. Stworzyłaś bardzo wyjątkowe miejsce. Czuć świadomość i widać bogate, oryginalne wnętrze "autora" :) Jest naprawdę epicko. Zrób sobie reset i wracaj! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ale mi miło, dziękuję, aż się wzruszyłam :-)
      Wrócę wrócę i to ze zdwojoną energią (albo chociaż z jakąś energią), pozdrowienia i Wesołych :-*******

      Usuń
  2. Dałaś mi do myślenia, może też powinnam trysnąć oryginalnością? Ty wiesz, że uwielbiam Twój blog i Twe kolorowe mieszkanie. Dzięki Tobie Paulina skutecznie przerwałam proces zmieniania mojego mieszkania w szaro- czarno- białe i nie zrezygnowałam z kolorów. Będę tęsknić za nowymi postami, ale wytrwam. Udanego bycia razem w Święta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, słowo 'powinnam' to w moim słowniku nie istnieje. Rób tak, jak czujesz, to zawsze będzie dobrze :-)
      Bardzo bardzo Ci dziękuję za miłe słowa, moja Ty Wierna Czytelniczko :-* Tobie też pogodnych Świąt i czasu z bliskimi, buzia! :-***

      Usuń
  3. Ja tam się popłakałam. Ale nie znikniesz na zawsze??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ten tytuł brzmi jak próba samobójcza, ale nie, nie zniknę na zawsze :-))) dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Domowe barłożenie-tak zawsze spędzam sylwestra, którego prawde mówiąc nie znoszę.Jest huk i zbędny szum.Po co to komu.Mój pies strasznie się boi, wstrzymuje potrzeby fizjologiczne bo nie sposób 30 kilowego cielaka zatargać na dwór.Mnie się ta nerwówka też udziela.Okropny dzien. No ale przed nim cudowny,świąteczny czas.Pozdrawiam gorąco i ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet lubię Sylwka, ale też tylko w domku :-) Mój piesek znosi dobrze o dziwo, ale wiem, że większość się jednak boi :-(
      Pozdrawiam również Ada, wszystkiego dobrego!

      Usuń
  5. Odpoczywaj, używaj, zresetuj sie i wracaj bo będzie tęskno;-) Wszystkiego dobrego dla ciebie i Mężowskiego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wow, się nie spodziewałam się, że może być tęskno!

      Usuń
  6. Już chciałam pytać, czy nie znikniesz całkiem? ale to uspokojenie zdążyłam już wyżej przeczytać, więc do zobaczenia wkrótce, tzn ja ciebie zobaczę jak już wrócisz. Pozdrawiam i wesołych świąt życzę. Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana, skrobnę coś już po Nowym Roku :-)

      Usuń
  7. Hihi... Widzę objawy przegrzania systemu ;) Tak w sieci da się zgubić, zaplątać i stracić właściwy punkt widzenia. Jednak dzięki temu wszystkiemu stworzyłaś cudowne rzeczy, rozwinęłaś skrzydła. Zgadzam się z Tobą, sama nie znoszę konsumpcjonizmu systemu, kupowania i nabijania kasy jakimś bogaczom. Nie znoszę blogów przeładowanych reklamami, nie znoszę tego wyidealizowanego świata, wypudrowanych chwil z życia wrzucanych na mas media. Nie jesteś w tym sama i dla tego życzę Ci aby 2017 rok owocował nie tylko w morze inspiracji, natchnienia i zapału do pracy, ale także by sprzyjał w odnalezieniu równowagi. Między tym Światem medialnym a tym znacznie piękniejszym- tym prawdziwym. Pozdrawiam i odpoczywaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System przegrzał się ewidentnie ;-) Mam nadzieję, że niedługo wrócę z nową energią twórczą.
      Czy ja wiem, czy ten realny świat jest taki piękniejszy... ostatnio bardzo zły i smutny, nie dziwię się, że ludzie szukają ukojenia w barwnej sieci. I tu i tu się dużo porobiło, zmieniło. Wydaje mi się, że nie tyle potrzebna jest sama równowaga, co po prostu odnalezienie się w nowej rzeczywistości- i tej wirtualnej, i tej realnej.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, wszystkiego dobrego na nowy rok :-*

      Usuń
  8. Potrzebujesz po prostu totalnego resetu :) Doskonale Cię rozumiem. Kto powiedział, że masz pisać o tym, co wszyscy? Właśnie te osoby, które idą pod prąd jak to się mówi zostają dostrzeżone :D Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Mam nadzieję na kolejne posty :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram