Żonę wziąłeś sobie sam (a wraz z nią szpitalny wózek).


Dokładnie wiem, kiedy to się zaczęło. Miałam może z pięć lat, kiedy mój dziadek zaczął znosić mi różne dziwne zabawki niewiadomego pochodzenia. Wtedy przychodziły też do nas ogromne paczki od rodziny z Niemiec, z których wszyscy wygrzebywali marcepany i złote 'pieniążki', a tylko ja rzucałam się na sztruksowe, wściekle żółte dzwony. Kiedy znalazłam brokatowy grzebień pod czyimś balkonem i kiedy sama zrobiłam swoją pierwszą półkę z deski i liny żeglarskiej. Były to niewinne złego początki.

Potem jak zła buszowałam w szmateksach i szyłam sobie dzwony o nogawkach szerokich jak Wisła, słuchałam rockowej muzy z lat 70- tych i miałam generalnie wszystko w dupie. Nie wiedziałam, co to puder ani zalotka, za to godzinami jeździłam na rowerze i przesiadywałam nad jeziorem. Było mi dobrze samej ze sobą i generalnie żyłam życiem swobodnej, niedogolonej singielki w kwiecie pryszczatego wieku. Głowę mą zaprzątały książki, hippisowskie ciuchy i nocne ogniska. Przeżyłam w tym stanie całą podstawówkę, potem bowiem przyszły czasy licealne, a wraz z nimi długowłosi chłopcy w glanach. Oni zajęli chwilowo mą głowę, to wtedy ich jeans i mych bluzek biel zwarły się na dłużej (choć stanowczo unikałam tych z wtartym żelem). I nagle, gdzieś tak od drugiej liceum do studenckiego hajlajfu, moje szmateksowo- śmieciowe zapędy przywiędły, bowiem niespodziewanie naszły mnie myśli dziwne, że takich rzeczy żadnej (a tym bardziej godnej wyrwania) lasce nie przystoi robić. Tym samym zaprzestałam dalszych poszukiwań, a zaczęłam się moich odmiennych nieco zainteresowań... wstydzić.

Że niby niegłupie i niebrzydkie to dziewczę, a z trawnika stare deski zbiera, że nie taka znowu uboga rodzina, a jedyna córka grzebie w koszach z jeansami po dwa zyble. Stwierdziłam wtedy gorzko, że dopóki jestem sama, to może nie będzie tak źle, tylko muszę się lepiej ukrywać. Potem jednak nadeszły dla mnie czasy ciemne- przypałętał się ON, mój przyszły mąż, stary znaczy się. Na studiach. I kiedy ja pragnęłam po zajęciach rzucić się w odmęty nowej dostawy, wydzwaniał, wypisywał, wypytywał. Wkur***ał mnie jak diabeł, czego on ode mnie chce?? Myślałam, że to już koniec, że albo szmaty, albo on. Za Chiny Ludowe nie chciałam się przyznać, gdzie spędzam całe sobotnie przedpołudnia, gdzie żwawo biegnę po wykładach i co dzierżę w tych wielkich siatach. Wstydziłam się strasznie. Może uzna mnie za szurniętą, że jakaś zafajdana jestem, może go zemdli? Może go zacznę obrzydzać, może rozpozna tą bluzkę z wystawy?? Może nie będzie chciał mnie już dotknąć ani dać buziaka, może się będzie obawiał, że jakieś mendy kolekcjonuję od tych śmieci? Nieeee, to się nie uda. A niech spada, se myślę, zostanę do końca życia sama. Tylko ja i moje śmieci, moje trofea, to jedyna miłość po grób. Już do końca życia będę mieć orgazmy tylko na widok nowej dostawy.

A jednak się udało. Dowiedział się i... nic. Nie chciał wyników badań, potwierdzających, że nie mam żadnych mend i jestem zdezynfekowana. Jednak prozaiczna rzeczywistość dostarczyła mi małżonka, który śmieje się na widok mojego zakręcenia, rozczula go moje rozczulenie na widok pożartej przez korniki deski. I dlatego dzisiaj, ilekroć coś wypatrzę i każę mu po to jechać, ilekroć coś znajdę i każę mu to targać, nie przyjmuję do wiadomości żadnych protestów. O nie, mój Kochany. Żonę wziąłeś sobie sam.




















Wybaczcie tą zakrawającą na szaleństwo ilość zdjęć, ale jaram się moim nowym szpitalnym wózkiem :-D 

Do następnego!

CONVERSATION

28 komentarze:

  1. Genialny tekst! Gdybyśmy mieszkały w jednym mieście pewnie byśmy były największymi rywalkami lumpeksowo-śmieciowymi :D hahaha dobrze, że dzieli nas taka duża odległość, bo mi nie wymiatasz pereł z województwa! NO! rewirów się trzeba trzymać, bo można w papę dostać. Albo może byśmy latały we dwie! a potem robiły przebieranki i sesje hehh. Uśmiałam się przy tym poście, a wózeczek... nawet nie skomentuję, bo wiadomo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Nieee, no co Ty, jakoś byśmy się podzieliły terenem, ale inni już na pewno nie mieliby szans :-D

      Usuń
  2. Szpitalny wózek wymiata! Nigdy nie pomyślałabym, że może się sprawdzić w domowym wnętrzu. kreatywna z Ciebie dusza!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wózek sama bym taki przygarnęła :), a tekst znowu mnie rozbroił, uwielbiam czytać Twoje wywody. Pozdrawiam Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i dzięki, że wpadłaś :-*

      Usuń
  4. BOSKI wózek, BOSKO piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wózek wspaniały,pasuje idealnie. Poduszka świetna na lezaku. Skąd te łup y kochana? I uśmiałam sie przy lekturze,dzieki za to :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu :-) Poduszka chyba z Leroy Merlin, a wózeczek z olx'a, wiadomka :-))

      Usuń
  6. ..tekst jak zwykle super,wózek też,obecnie do niczego mi nie pasuje ale...chętnie schowam w schowku -Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha :) No ale to świetnie, że cię zaakceptował ;) No i to wnętrze jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale mi tęskno za tym lataniem na nowe dostawy... Fajny wózek i tekst niczego sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja uwielbiam, to nałóg, z którego ciężko się wykręcić :-) dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  9. Z tymi mendami to poszłaś na całość nie ma co hihi a wózek obłędny.Bardzo podobny kupiłam w Ikei tylko ma 3 półki i siedziałam 2 dni w kuchni,gapiąc się na niego mętnym wzrokiem😆

    OdpowiedzUsuń
  10. Haha.... genialny post. Trochę jakby z mojej bajki. Masz fajne łupy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ufff...kamien z serca, dobrze wiedzieć, że są ludzie trochę do Ciebie podobni, znaczy się, jest raźniej gdy wiesz, że każdy ma jakieś "coś". Wózek szpitalny super, bardzo pasuje do mieszkania;-)Nie przejmuj się, mój mężuś tez czasem gada pod nosem, że ciągle coś wymyślam, a potem nagle, zupelnie niespodziewanie przytarga jakieś trzy stare skrzynie;-)Znaczy się, że bardzo kocha! Aaaa...i przez pierwszy rok naszej znajomości szczerze go nie znosilam..Aż wstyd się teraz przyznać do tego, ale on dobrze o tym wie;)Uparty i cierpliwy byl. I jest nadal;)Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Nasze związkowe początki widać były bardzo podobne, ale i finały też :-) Dobrze, że jednak okazali się tacy uparci i cierpliwi! :-) buźka

      Usuń
  12. Hihi.. wózek jest śliczny, sama bym taki chciała cacko.. Szkoda, że w mojej prac nie mamy takiego na zbyciu- tylko wszystkie eleganckie, nowe...
    ach może popytam jakiegoś Majstra :)
    Wpis ciekawy i śmieszny, też kiedyś się obawiałam czy ktoś zaakceptuje taką szurniętą kobietkę jak ja, jednak uznałam , że nie ma co się ukrywać z takimi niewątpliwie dziwnymi postępkami. Choć przyznam się szczerze, że miałam kiedyś taki okres gdy starałam się być bardziej dorosła, lecz było to do pierwszego pytania mojego Męża (wtedy chłopaka)- gdzie się podziała moja Ukochana? W prawdziwej miłości wszystko da się zaakceptować :) Z czasem i moja druga połówka odnalazła się w tym całym szaleństwie i dzisiaj mogę powiedzieć, że urządzanie wnętrza naszego mieszkania z odzysku, buszowanie między lumpkowymi szmatami to nasza wspólna pasja :) Buziaki i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, strasznie się cieszę, że taki upolowałam! Jest duży, ale wygląda bardzo lekko.
      A wiesz, że może i małżonek mój też odnalazł się w tym moim szaleństwie- czasem po prost zajawka jest tak duża, że wpływa i na inne osoby ;-) Ale niech nie narzekają, w końcu mogłyśmy jarać się np. kolekcjonowanie biżuterii od Cartiera, a tak zbieramy śmieci- jakie to szlachetne! :-D

      Usuń
  13. extra aranżacja - dużo się dzieje ale naprawdę super ;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram