Abażur w sypialni i sekret udanego pożycia.


Zbliżają się Walentynki, w związku z czym chciałam Wam zdradzić pewien sekret udanego życia we dwójkę- wersja dla par, które ze sobą mieszkają. Z moim ulubionym małżonkiem możemy pochwalić się siedmioletnim stażem papierkowym, a więc zdecydowanie czuję się upoważniona do udzielania wsparcia innym, zlęknionym parom. Nauczona doświadczeniem własnym, wzmocniona przez dni drażliwe, ciche i burzliwe, mogę polecić nie tylko idealny, walentynkowy prezent, ale i legalnie przepisać receptę ze stuprocentową skutecznością na resztę Waszych wspólnych dni, podczas których miziać się tylko i serduszkami pierdzieć będziecie.

Wprawdzie kredyt hipoteczny związał nas bardziej niż cywilny ślub, to i tak o małżeńskie dni dbać trzeba należycie. Chcecie żyć już zawsze w zgodzie? Chcecie już zawsze być dla siebie milusi, głaskać się po policzkach i parzyć sobie wzajemnie wieczorne herbatki? I wcale nie chodzi o trójkąty z sąsiadkami, nie pozwalajcie też staremu na całodzienne naparzanie w fifę, ani nie idźcie na to waniliowe porno o Grey'u. Nie musicie wcale tłuc codziennie schabowych ani błagać starego o kwiatki- bez obaw, potem i tak sam je kupi. Nie kupujcie też sobie na walentynki żadnych drogich, seksowych gaci, kulek czy innych jadalnych mazideł, serio, to nic nie da, bo potem i tak Wasze życie wróci do normy. Jeśli świadkowie Waszych igraszek w windzie już dawno wyginęli, a od tulaśnego poranka bardziej ekscytujące stały się popołudniowe drzemki, mam ja radę jedną: na Walentynki kupcie Wy sobie po osobnej kołdrze. 

Jak pierwszy raz nieśmiało o tym napomknęłam, mina starego była bezcenna, jakby sobie przypomniał własne, najgorsze w życiu zatwardzenie. Jedna, wspólna kołderka jest jak posag. Młodzi po to sie pobierajo żeby jedno pierzyno sie przykrywać. Przykrywali się i my przez dobrych lat naście, tfu! Tyle lat poszło na marnację. Tyle lat zimnych wiatrów, nocnych walk, tego przeciągania liny. Nocne przepychanki versus ciche poranki, gołe stopy versus odkryta dupa- i tak co noc musisz wybierać. Stary chory, kołdra nie Twoja. Stary się napił, kołdra nie Twoja. Masz okres- stary się telepie, gdyż cała kołdra tym razem między Twoimi nogami. I tak dobrych dziesięć lat zmarnowanych, niczym spuszczonych bez żalu w kiblu. 

Stało się to jesienią zeszłego roku, nadejszła wiekopomna chwila. Po cichu, acz z nieskrywaną radością, tą cholerną kołdrę, która przez te wszystkie lata świadkiem była wspólnego życia, niczym ta wioska ze zbiorową świadomością i długą pamięcią rejestrując wszystko, co ujrzała i powąchała, wyniosłam do kubła z napisem: 'odpady'. Ten zagazowany namiot poszedł wreszcie w diabły, przyszły zaś w jego miejsce kołdry dwie osobne i nagle stała się rzecz święta- stary jakby podmieniony, a i jak jakby łagodniejsza. Po prostu żeśmy się w końcu, po dziesięciu latach nocnej (i to wcale nie miłosnej) szarpaniny, wyspali. Jak zajebiście!

Odżyliśmy, wstaliśmy z letargu jak muchy na wiosnę. Wybudzeni ze snu zimowego, rumiani, zuchwali. Ach te poranne, figlarne uśmieszki, te miłostki tuż po przebudzeniu. 'Co chcesz, Kochana, na śniadanie?' What?! Wyspana para to inna para, teraz to jest zupełnie inna inszość. To jakby nowi my! Radośni, uśmiechnięci i szczęśliwi, bo od teraz każdy robi pod własną kołdrą co chce, od teraz robi za swoje własne, nocne burrito. I tylko Franca jakaś taka niepocieszona, bo nie wie, do których pleców tu się teraz w nocy przykleić. 







A tak baj de łej- w sypialni, nad naszymi podzielnymi kołdrami, zawisła nowa lampa. Nowa- stara, bo to abażur z livingu, który postanowiłam okręcić jebitnie różową tkaniną, taką celowo nieobrębioną. Przełożyłam przez niego tylko oprawkę z żarówką i włala- gotowe. Pasuje... w sumie nie wiem do czego, ale czy musi do czegoś pasować. W dużym stanie za to lampa zupełnie inna, NOWA, ale o tym zapewne powiem już w kolejnym wejściu.

Do następnego!

20 komentarzy:

  1. Ha ha, cudownie piszesz! My tez mamy dwie osobne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. NO RACZEJ.
    My nawet nie próbowaliśmy. Pierwszy dzień po przeprowadzce dwie kołdry u nas zagościły i o boże jak dobrze.
    Tylko teraz jak gdzieś wyjeżdżamy to mamy problem, jak się pod jedną wyspać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, faktycznie! Przy wyjazdach jest zagwozdka, trza kupić jeszcze śpiwory :-D

      Usuń
  3. My w prezencie ślubnym (również 7 lat temu) dostaliśmy dwie :P A i wcześniej pod dwiema spaliśmy :) Potwierdzam - opcja idealna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, to tylko ja taka zacofana jestem w temacie?? Dobrze, ze nadrobiliśmy, faktycznie, bez porównania :-))

      Usuń
  4. I my również siedem lat razem i od zawsze spaliśmy pod jedną i do teraz śpimy, tylko szybko wymieniliśmy na 2x2,20m;-) Chociaż mając trójkę dzieci potrzebna byłaby chyba 5x5m, bo ciężko jest znaleźć skrawek kołdry rano, gdy się wszystkie wpakują do rodziców:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w mordę, to jest dopiero wymiar. Nasz materac ma 140 cm szerokości, chyba utonąłby pod taką kołdrą :-D Ale przy dzieciakach jest to jak najbardziej wytłumaczalne :-)

      Usuń
  5. nasz staż już wszedł w naście lat, ale formalnie to z nas świeżoupieczeni małżonkowie, więc na razie jedną małą kołdrę wymieniliśmy na 220x230 cm. taki kawał puchu można całą noc ciągnąć, a i tak się nie przeciągnie wszystkiego na swoją stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to fakt! Ale ja się lubię zawinąć jak naleśnik, przy jednej to niemożliwe :-)

      Usuń
  6. Dwie kołdry to podstawa szczęścia!Przecież nawet najbardziej zakochane pary nie chodzą w jednym podkoszulku.Brawo za rozsądek.Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre! Ani w jednych gaciach przecież. Dzięki Ewa, pozdrowienia :-)

      Usuń
  7. masz rację,bez kordły ani rusz...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dawno to odkryłam, a po ślubie jestem ho ho ho.... ja po prostu muszę mieć swoje przytulasy i tyle. Małż nawet nie wyraził zdziwienia, a nawet pewne zaaprobowanie...
    Ale faktycznie masz rację, że dwie kołdry to naprawdę genialna sprawa.

    Lampę masz boską, mam taki abażur od lat leżący i pomysł na niego podobny, ale jakoś mi wnętrzarsko nie pasi (w sensie moich wnętrz).

    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie Renia, no teraz i ja sobie nie wyobrażam jednej :-D Uściski!

      Usuń
  9. Taki abażur, to moje marzenie. Nasz kołderka też "przecięta" na pół:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty to masz pomysły;)Świetnie wyszło! A co do kołdry...To zaskoczyłaś mnie tym...;)My z moim kochanym "M" ponad 13 lat razem, od 2009 roku po ślubie i nadal pod jedna kołdrą sobie śpimy;)Serio, nie ściemniam! tyle tylko, że ma ponad 2 metry i on jest typem zmarzlucha, a ja znów lubię spać wręcz odkryta nawet zimą. Może dlatego się jeszcze o nią nie pozabijaliśmy;)Czasami się z nim droczę, że może najwyższy czas na dwie, ale on nawet nie chce o tym słyszeć. Pewnie skończyłoby się tak, że nawet mając dwie spalibyśmy pod jedną;-)pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-** Właśnie mnie to tego głównie przywiodła ta nasza zmiennocieplność- ja też się odkrywam, stary zakrywa i tak w kółko. Teraz każdy ma swoją i jest spokój! :-D

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com