Każdy powinien być blogerem i wiosenne hiacynty.


Kiedy wczoraj małżonek kupował mi te pachnące hiacynty, jeszcze się nie spodziewaliśmy, jaka diabelska zima nas dziś zastanie o poranku. Okeeej, miał być wpis z wiosną przy łóżku, no i w sumie jest, tylko postaram się w międzyczasie nie patrzeć za okno (które i tak zasypane jest śniegiem). Poza tym, jeśli jeszcze żyjecie w przekonaniu, że blogerki stylizują swoje mieszkania (i dzieci) tylko do zdjęć na instagram, czas wyprowadzić Was z błędu.

Każdy powinien być blogerem, serio. Wszyscy chcemy fajnie mieszkać, ale nie oszukujmy się, gdy nie ma komu naszych kątów pokazywać, najczęściej odpuszczamy sobie świeże kwiaty przy łóżku. Odkąd prowadzę blog oraz instagram, moje mieszkanie przeszło już niezłą metamorfozę, a samo to zajęcie mnie na maksa zmotywowało, żeby się wnętrzarsko lepiej ogarnąć, żeby mieć ładniej. Na początku jest chaos i układanie dupereli pod jedno zdjęcie, gdy za Twoimi plecami leży cała sterta rzeczy żenujących. Z czasem jednak ten nieciekawy bekstejdż maleje i zostają Ci już tylko te dodatki, które naprawdę warte są eksponowania. Zaczyna Ci zależeć, już nie chcesz tylko, żeby ładny widok budził Twoich obserwatorów, ale też i Ciebie. Blogowanie motywuje do zmian, do metamorfoz, do ulepszania, do orientacji w trendach. Zmusza Cię do posprzątania szafy, do wyniesienia kartonów z balkonu. Chcesz otaczać się lepszymi meblami, oryginalniejszymi dekoracjami. I nagle pewnego dnia stwierdzasz, że nie masz już żadnej żenującej rzeczy w domu, już nie musisz przestawiać salonu do jednej foty. Ty po prostu już tak mieszkasz. I choć niektórzy trochę demonizują twierdząc, że to tylko internetowa iluzja, drugie życie, z filtrami i nieprawdziwe, to jednak uspokajam- naprawdę tak mieszkam, naprawdę stawiam kwiaty przy łóżku. Bynajmniej ja.

Świeże kwiaty w sypialni mogą wydawać się fanaberią, ale helloł, no nie dla blogerki. Z resztą spróbujcie sami- raz postawisz, raz powąchasz po przebudzeniu, już nigdy nie będziesz chciała budzić się przy zimnej melisie. Hiacynty pachną niesamowicie intensywnie, więc może nie jest to łóżkowa opcja dla każdego, ale ja osobiście preferuję dość mocne zapachy. Hiacynty też oznaką wiosny są, a także podobno dodatkiem eleganckim, choć ilekroć wymawiam słowo 'hiacynt', od razu mam przed oczami Hiacyntę Bukiet, a dalej już tylko Stokrotę i Powolniaka, a więc to ostatnie skojarzenie mogę sobie darować. 

Ten wiosenny bukiet w zwykłym słoju po kiszonych (mój ulubiony wazon) ulokowałam na stoliku nocnym, który zmajstrowany został z bębna i okrągłej, szklanej póki, którą potraktowałam okleiną meblową we wzór zielonego marmuru. Eklektyczna mieszanka, wiadomo :-) Lustro zmieniło miejsce, bo już niedługo będzie odbijać się w nim coś nowego- ten pomysł jest szalony, ale jak stary zatwierdził, to robię! 






Do następnego!

9 komentarzy:

  1. Wiosna to kolory, zapachy, słońce, błękitne niebo i głowa pełna pomysłów. Piękne wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hiacynta Bukiet <3! Dużo prawdy jest w tym, co piszesz- z tym ustawianiem, przestawianiem, bałaganem za plecami :), ale muszę się skupić na czymś innym- na Twojej mapie! kocham mapy! mapa nad łóżkiem jest jedną-według mnie- z najlepszych domowych ozdób, która niezmiennie towarzyszy mi od kilku lat. teraz marzy mi się taka ogromna, szkolna, ale do tego trzeba będzie trochę pozmieniać w domku :D.. ps. no i super masz pościel, ofkors!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapa jeszcze z czasów szkolnych mojego małżonka, ma już swoje lata, ale że jest błyszcząca i na grubym papierze, to jeszcze ciągle w świetnym stanie. Zawsze się na nią czaiłam :-) Też lubię mapy, choć nie podobają mi się te w brązach, a'la Krzysiek Kolumb :-))

      Usuń
  3. Nie mam hiacyntów w sypialni, bo pewnie znając mnie, to wywaliłabym je ręką czy coś podczas snu;)Ale mam w kuchni. A w łazience nad zabudowanym kibelkiem mam często lawendę, a bardzo, bardzo często goszczą tam goździki w róznych buteleczkach;) Bo lubię;)Wiesz, ja dopiero raczkuję jeśli chodzi o wnętrza, ale rozkręcam się i prawdę powiedziawszy nigdy póki co nie miałam tak, że za plecami syf...Jak ma syf, to w ogóle nie wyciągam aparatu...Taka prawda. Nie dorobiłam się jeszcze choroby ,że wszystko musi być obcykane i wstawione....;)I chyba się nie dorobię, jestem zbyt leniwa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie że syf, tylko bardziej że graty mi chodziło :-))

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com