Nowe miejsce na starociowej mapie Trójmiasta.


Nowe dla mnie- no kurczaki, jak mogłam o nim nie wiedzieć?? Takie punkty, w dobie galerii handlowych i wyludnionych ulic, są jak przytulenie się do matczynej piersi. Znowu czuję się jak w Mrągowie, gdzie pełno było kiczowatych sklepów w stylu: 'mydło i powidło', za to nie było problemu ze znalezieniem wielu drobiazgów, których dzisiaj (na równi ze szklarzem i kaletnikiem), znaleźć nie mogę.

Pomijam wizualną oprawę takich miejscówek- o tym zjawisku pisałam TUTAJ i już na to nie mam siły, ale skupmy się tu bardziej na 'wnętrznościach'. Rozpoczynam niniejszym kolejny nowy cykl na blogu, w którym polecać będę ciekawe miejsca na pomorskiej ziemi. Dla wszystkich świntuchów spragnionych ostrego grzebania, nadchodzę z moją mapą stref atrakcyjnych. 

Punkt dzisiejszy, jak i cały ten cykl, przyszły mi do głowy zupełnie spontanicznie, dlatego od razu proszę o wybaczenie jakości zdjęć, jakie poczynione zostały podczas grzebania- robiłam je w zakupowym szale telefonem (mam nadzieję, że w kolejnych miejscach będę już bardziej opanowana). Wiele osób jest ciekawych i podpytuje mnie, czy w tym betonowym Gdańsku, jak i całym Trójmieście, są jeszcze miejsca dla takich ludzi, jak my- ogarniętych manią polowania. Ponieważ dzielić się lubię, to siedźmy w tym razem (byle nie w tym samym czasie na jednym kartonie), choć każde polowanie to Sparta i trzeba umieć władać handlowym mieczem.

Bywałam już w różnych tego typu miejscach, nawet takich, gdzie sprzedawcy byli głównym dowodem przeciwko klonowaniu ludzi, dlatego ta kategoria pewnie nie będzie jakoś nazbyt przeze mnie oblegana, ale zobaczymy, a nuż coś z tego uszczkniecie, jeśli i Was nudzą spacery po ikei i, podobnie jak ja, potraficie przepaść na starociach na naprawdę długie godziny. Co najlepsze, zupełnie nie mam w nich konkurencji, bo gdy ja się rzuciłam do dzisiejszego punktu jak durna, to w wyścigowe szranki stanęli ze mną ino tylko emerytowani kombatanci, którzy to poszukiwali głównie wojennych akcesoriów i pilotów do telewizorów. Ubolewam, że nie było tam, poza sprzedawcą, żadnych młodych ludzi. Widok dziewczyny w wieku produkcyjnym, grzebiącej perfekcyjnym manikiurem w kartonie ze złomem zawsze budzi zachwyt w połączeniu z ultrazdziwieniem, co jest takie zabawne. Nie bójcie się też miejsc z wyglądu podejrzanych i zalatujących dynksem- oj tam to dopiero można industrialnie popłynąć (i bynajmniej nie na dynksie).

Od Gdyni zaczynamy, która jest (wraz z Sopotem) moim ulubionym miastem i żałuję, że tam nie zamieszkałam. Jeśli chodzi o secondhandy czy starocia, to głównie polecać będę wycieczki właśnie tam- sorry Gdańsk, ale żeście trochu dali ciała w tym temacie. 'Starocie' mieszczą się przy ulicy Morskiej 105, na przeciwko stacji Statoil. Tam jest wszystko. WSZYSTKO. Kilka pomieszczeń, jeszcze więcej staroci. Od sztućców, przez deskorolki, skrzynki pocztowe, walizki vintage, folkowe kufry posagowe, kartony ze wszystkim i z niczym, po naprawdę solidne i okazałe antyki. Moje łupy z piątku są skromne, bo to tylko dwa winyle i miedziana patelnia, ale wszystkie rzeczy kosztowały mnie 35 zł i są naprawdę w znakomitym stanie (na patelni normalnie mogłabym jeszcze smażyć, gdybym kucharzyła na kuchence gazowej). W poniedziałek przymierzam się jednakże do rundy numer dwa, bo mam w zamiarze zagrzebanie się po pachi w secesyjnych łyżeczkach deserowych. W kolejnym odcinku postaram się też zrobić bardziej panoramiczne zdjęcia :-) 






Co myślicie o tego typu wpisach? Jesteście zainteresowani punktami vintage na mapie Trójmiasta?
Dajcie mi znać koniecznie, o czym chcielibyście poczytać. 

Do następnego! 

CONVERSATION

19 komentarze:

  1. Zalatujacych dynksem,ha,ha dobre. Pomysł przedni,chętnie czasem potrzebie. Gdynię znam słabo i cieszę sie, że mogę podążać twoim śladem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się, że nowy pomysł jest spoko :-)

      Usuń
  2. Super.wiedzialam ,ze gdzies na ul.morskiej jest graciarnia,ale jak sobie pomysle ,ze znowu bym finansowo poszalała (oj a napewno potrzebuje sporo przedmiotow :-) to chwilowo jestem na odwyku od takich miejsc :-) pozdrawiam serdecznie asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wejdziesz, przepadniesz :-)) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Aa z jakies 5lat temu w gdyni była super duża graciarnia niedaleko hali targowej tam to człowiek nie wiedzial gdzie oczy podziac :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra! Ja mam swój jeden punkt w Bełchatowie (czyli moim rodzinnym mieście), który dziś odwiedziłam i nie wróciłam z pustymi rękoma :D Na co dzień mieszkam w Wawie i koniecznie muszę w stolicy znaleźć taką starociarnię! (poza moim bazarkiem, który do tej pory funkcjonował latem, ale go zamykają:( ). Ostatnio zdarzyło mi się pod nosem pomarudzić, że sklepów z fajnymi rzeczami do domu, których cena nie trzepałaby po kieszeniach jak na lekarstwo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w Gdańsku to samo, żeby nie powiedzieć, że prawie wcale. WWA to chyba słynie z targu na Kole? Chciałabym się tam kiedyś wybrać na solidne polowanie :-)

      Usuń
    2. O targu słyszałam, ale jeszcze nie byłam. Mam w planach, ale mogłoby się zrobić trochę bardziej wiosennie, żebym nie musiała uciekać po 10 min... ja to ciepłolubna jestem ;)

      Usuń
    3. No koniecznie. I daj znać, czy warto, bo dla mnie to już w ogóle eskapada :-)

      Usuń
  5. Świetny post, ja jestem z Poznania, ale też lubię takie miejsca <3

    OdpowiedzUsuń
  6. W Twoich okolicach raczej nie bywam, w moich to jakaś masakra, ale często wzdycham z mężowskim, że czas wybrać się do poznania na rynek łazarski lub w okolice Starej Rzeźni (tak, wiem nazwa masakra, ale cuda tam mają). Dżizas, jakie piękne skrzynie na Twoich zdjęciach, zresztą koparę do tej pory zbieram z podłogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych skrzyń tam zatrzęsienie, to było jedyne zdjęcie, które było w miarę ostre i nadawało się do publikacji. Jak ktoś lubi takie folkowo- wiejskie klimaty, w stylu starej chaty warmińskiej, to tam by przepadł na wieki :-)

      Usuń
  7. yeah! jestem w Gdyni kilka razy w roku to już wiem gdzie wpadnę! dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się! No i będę szukać innych miejscówek :-)

      Usuń
  8. Gdynia moja kochana <3 będę musiała tam zajrzeć przy okazji kolejnej wizyty w Trójmieście. Ale rzeczywiście brakuje takich miejsc. Szkoda, że Sopotello okazało się niewypałem, bo potencjał był ogromny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, chcieliśmy się swoje Portobello, a wyszła kiszka.

      Usuń

Instagram