Plant lady.


Trend na rośliny we wnętrzach to jeden z niewielu, którym uległam całkowicie. 'Urban jungle' to hasło, które podbiło instagram, blogi i wydania prasowe. Oto, mieszkając w zwykłym bloku, mogę poczuć się nagle jak w dżungli, miejskiej dżungli, w której więcej roślin jest niż mebli. Kwiaty doniczkowe, cięte, małe sukulenty i wielkie agawy, nieśmiertelne monstery i tropikalne palmy- dzisiaj, zamiast inwestować w drogie dodatki, idziemy żwawo w zielone.

To jeden z tych trendów, których nie byłam pewna, ale bardzo chciałam spróbować. I przepadłam od pierwszego fikusa. Nigdy nie miałam żadnego fioła na punkcie sadzonek, było mi wszystko jedno, czy w ogóle mam jakiegoś kwiata. Ale to jest jak z jedzeniem pierogów ruskich- tkniesz jednego i już wiesz, że na dwudziestu się nie skończy. Odkąd zaczęłam kolekcjonować doniczkowe rośliny, coraz częściej kupuję też świeże kwiaty cięte plus zaopatruję się w albumy- mój najnowszy nabytek to 'Wonder plants'. Wielki album, w którym roi się od przecudownych wnętrz z całego świata, wypełnionych po brzegi zielonymi roślinami. Prócz niesamowitych zdjęć i propozycji stylizacji, na końcu znajduje się też dokładny opis wszystkich pokazanych na fotografiach okazów, słownik roślin plus wszelkie zasady ich pielęgnacji. Cudnie wydana, warta każdego zapłaconego za nią grosza, ukazuje wnętrza zdecydowanie bardziej surowe i industrialne w wyrazie niż 'New Bohemians', w której to znajdziemy głównie upakowane po korek pokoje szalonych hippisów (nie mylić, że to niefajne). Loft pełen dzikiego vintage'u i z mnóstwem roślin- uhhh, moje marzenie.

Mój kwadrat nie jest jednak zbyt okazały w kwestii powierzchni, dlatego czuję się mocno ograniczona w swoich roślinnych wyborach. Duże okazy potrzebują dużo przestrzeni, niektóre odpowiedniej temperatury, a ja do ciepłolubnych zdecydowanie nie należę. Kocham rośliny coraz bardziej, choć mam na sumieniu jednego daktylowca, który przeziębił się w moich chłodach i przeciągach, i zszedł był w zeszłym roku. Do tego nie opanowałam jeszcze rozdziału 'przesadzanie'- moja dracena woła o to wszystkimi swoimi zewnętrznymi korzeniami, ale ja się jeszcze wzbraniam, bo znamy się długo i nie chcę mieć na sumieniu jeszcze i jej. Zebrałam już małą, zieloną kolekcję i póki co wystarczy mi, że więcej żadnego jej elementu nie uśmiercę :-)






Do następnego :-)

CONVERSATION

9 komentarze:

  1. Kwiatki muszą być, osobiście wolę te niewielkie, bo też nie mam miejsca. Teraz mam 22 kwiatki doniczkowe:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze lubiłam rośliny doniczkowe i mam ich naprawdę sporo. Faktem jest, że trochę zagracają mi mieszkanie, ale nie lubię wnętrz bez roślin. Mam do nich rękę i naprawdę fajnie mi rosną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jak moja mama- ja jej daję uschniętego badylka, a ona mi oddaje żywą, bujną roślinę. WTF!

      Usuń
  3. Ja tak mam, że jeśli się zdarzy, że jakaś roślinka mi padnie (rzadko, no, ale padły ze dwie/trzy już w moim życiu..), to mam takie same wyrzuty sumienia, jak wtedy, gdy zdarzy mi się wyrzucić jedzenie.. że taka marnacja, że tak szkoda (no wiadomo, że to dalekie porównanie, ale jakoś nie mogę się wyzbyć takiego myślenia). Ale fakt faktem, trzeba przyznać, że roślinny trend jest jednym z najlepszych ostatnich lat i mam nadzieję, że nawet, jak przeminie (bo pewnie kiedyś przeminie ;)), to bez względu na to, ludzie dalej będą się otaczać tak dużą ilością żywej zieleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jeden z tych trendów, który mógłby pozostać na zawsze <3

      Usuń
  4. Mam podobnie;)Teraz to ja dbam i gadam do roślin, ale kiedyś to kaktusy mi usychaly;)A wyrzuty sumienia zawsze są jak coś pójdzie nie tak... i duma mnie rozpiera jak uda sie uschlego badylaka uratować;)A myślalaś o oplątwach? Bo ja intensywnie myślę i pewnie się skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuuu, one mnie jakoś serialnie obrzydzają :D Kojarzą mi się z jakimiś morskimi głębinami, w które zaplątują się nogi topielców.

      Usuń
  5. Jeden z moich ulubionych trendów, bo pasuje do niemal każdego stylu we wnętrzu. Ale niestety nie dla każdego... ja się z roślinami staram, ale wychodzi różnie. Ostatnio moją uwagę przykuły oplątwy - wyglądają na nie do zdarcia :) Mam dwie, ale po niecałym miesiącu trudno mi powiedzieć, co będzie dalej - póki co żyją i są odporne na kocie zaczepki.

    OdpowiedzUsuń

Instagram