Armia wiosennych wspomagaczy.


Wiosna to dla mnie czas bez mała skomplikowany. Jak to mówią, przyroda budzi się do życia, mnie z kolei ten proces idzie w znacznie bardziej spowolnionym tempie. Mój czas to czas zimowy, kiedy mogę spokojnie zapatulić się w koc, napić rozgrzewającej herbaty i schować cellulit pod legginsami. Teraz, kiedy powinnam buchać na lewo i prawo życiową energią, ja turlam się niemrawo jak wiejska beczka po samogonie.

Ostre promienie słońca ukazują nieumyte od sierpnia okna, a także każdy nieprzetarty kurz na meblu. Trzeba się rozbierać, nogi i pięty pokazywać, jakie to koszta przecież, ile to roboty. Jeszcze ci ludzie na rolkach, co mnie wpędzają w kompleksy, że mi się tak nic perfidnie nie chce. W dodatku ciągle boli mnie głowa, kręci mnie mój alergiczny nos i tylko spać bym mogła na okrągło. Ot, wiosna panie. Staram się w tym wszystkim jakoś nie przypominać tej wstającej z ziemi, pijanej muchy, więc muszę sobie ten czas jakoś uprzyjemniać. Inaczej bezowocnie zgniję na mojej nowej skórzanej kanapie.

Trzy mam takie 'uprzyjemniacze', co naprawdę dobrze na mnie działają i pomagają choć trochę rozbuchać się tej mojej starannie ukrytej energii. Pierwszy i niezawodny to zieleń, dużo zieleni. I kwiatów. Na moim nowoczesnym blokowisku drzew jak na lekarstwo, więc każde kolorowe płatki i gałęzie z pączkami są wybitnie mile widziane. Znoszę je z każdego spaceru, obrywam ludziom drzewka (jak wystaje za płot to można, nie?), kupuję od rynkowych babuszek i dorabiam tę moją kiepską osiedlową kwiaciarenkę. Matka wcisnęła mi naręcza bukszpanu, stary kupił margerytek. Bo ja zieleń w domu mieć muszę, inaczej się uduszę. 



Czas na sporną kwestię sprzątania, które dla niektórych jest prawdziwą zmorą, dla mnie na szczęście samą przyjemnością. Ale nawet jako ta miłośniczka jeżdżenia na ścierze, też potrzebuję do tego produktów estetycznych, skutecznych i o ładnym zapachu. Dlatego też jestem wierna polskim kosmetykom do wnętrz Perfect House. Spray do ścierania kurzu czy płyn do podłóg to moi zdecydowani faworyci, do których dołączył właśnie produkt innowacyjny i w sam raz dla fanów jaśminu czy wanilii. Perfumy do wnętrz, które wystarczy rozpylić w dowolnym miejscu w mieszkaniu lub zastosować do odświeżenia poduszek czy pledów, to nowość nie tylko w moim sprzątaniowym niezbędniku, ale i na polskim rynku tego typu specyfików. Moim zdaniem bezkonkurencyjnie wygrywają z tradycyjnymi psikaczami o toaletowej woni, średnim wyglądzie i dźwięku świadczącym o tym, że właśnie było się uskutecznić dwójkę. One nie tylko wyglądają, ale naprawdę pachną jak wyrafinowane perfumy. 



Moja armia wiosennych wspomagaczy nie może obejść się bez owocowych koktajli, choć czekam, aż pojawi się nieco większy ich wybór. Póki co wygrywa u nas miks banan+ szpinak+ kiwi+ daktyl+ woda albo ananas+ kiwi+ daktyl+ seler naciowy+ woda. Prym w mieszaniu smoothies wiedzie zdecydowanie mężowski, który zaopatrzył się w duży blender kielichowy i z radością przygotowuje nam energetyczne mieszanki. Spożywamy je sobie na balkonie, najczęściej przy akompaniamencie zawsze głodnej Franki. Mężowski w ogóle ostatnio dla mnie nader dobry- zakrapla uszy, kupuje kwiaty i nawet użyczył mi swoich nóg do głównego zdjęcia. Chyba wiosna na niego lepiej działa, niż na mnie.




Tak to wygląda u mnie, jeśli chodzi o inaugurację wiosennych klimatów. Ciekawa jestem, jak Wy żyjecie na tym etapie? 

Ponieważ kolejny wpis pojawi się dopiero po weekendzie, już teraz życzę Wam spokojnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy.

Do następnego! 

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Swietne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie wiosna to też taki czas odbudowy (brudne okna pominę milczeniem) w tym roku mam jeszcze większą jazdę na kolory i jakieś nawet przeogromne potrzeby zmian we wnętrzu mieszkalnym.

    Koktajle także tworzę, dodają trochę energii to fakt, a tej przydaje się sporo o tej porze roku.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam takie wrażenie, że jak napiję się naciowego to jakoś odżywam chwilowo, to naprawdę dobrze działa :-)) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jam chora aktualnie, więc porządki przedświąteczne wstrzymane. Wiosna, mimo swego uroku, to dla mnie najgorsza pora roku. Wichury i nagłe zmiany ciśnienia, to wiecznie boląca głowa i brak energii. Widać to na ista i blogu, bo mnie tam prawie nie ma. Mikstury z warzyw i owoców uwielbiam, blenduję na razie tanim blenderem, ale trzeba pomyśleć o czymś bardziej odpowiednim. Przyjemnych świąt życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, to kuruj się i wracaj z nową energią do blogowania! Widziałam, że na blogu Ciebie mniej, ale czasem trzeba odsapnąć. Używałam ręcznego blendera, ale taki duży to bez porównania. Wzajemnie i zdrówka :-)

      Usuń
  4. Wesolych Swiat nasza Ty Kurko Zlotopiorko!!! Nie bede sie rozwijac w temacie wiosna, nie bardzo ja lubie...Moja ulubiona pora roku jest JESIEN♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ale że jak??! Ja też kocham jesień, zawsze i wszędzie <3

      Usuń
  5. Wiesz ze mam tak samo.Juz mam nocne lęki bo jak wiosna to i niedługo lato i niemiłosierny skwar.Nogi, pięty i cellulit tez mam obawy pokazywac.I rozstepy i popękane naczynka (posiadam to wszystko do kompletu) Cóz moge dodać, byle do jesieni kochana;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram