Domowy mikroświat.


Jestem domatorką, ale nie taką z tych zwyczajnych, co lubią sobie po etatowej pracy z gazetą posiedzieć. Jestem domatorką fanatyczną, czasem potrzebuję dwóch dni bez kontaktu z żadną żywą istotą. Zakopać się w swoich czterech ścianach, zmieniać, przestawiać albo nie robić nic. Ja po prostu kocham swój domowy mikroświat i nigdy nie nudzę się we własnym towarzystwie. 

Przeżyłam nastoletni czas burzy i naporu, zaliczyłam kilka życiowych fakapów, lawirując przy tym na depresyjnych zakrętach. A teraz, po trzydziestce, to wcale nie marzę o drugiej młodości i dzikich przygodach z młodocianymi. Nie chce mi się wychodzić z koleżankami na drinki, nie lubię nudnych melanży, zapchanych gimbusami klubów z muzą o najprostszym bicie, gołych dupskach i słabym tekście. Nie lubię wyrywać podpitych tatusiów, nie lubię nachalnych i głośnych osobowości. Nie kolekcjonuję znajomych, nie trzymam przy sobie przyjaciółki, która kłamała już jako płód. Nie lubię musieć dobrze się bawić i wykrzywiać twarz w wysiłkowym uśmiechu, nie lubię się poklepywać, a potem obgadywać. Mam gdzieś, że jak nie wyjdę, to pomyślą żem nudna i stara, i jeszcze bezdzietna przecież. Nie chcę słuchać o dziecięcych kupkach, nie chcę oglądać bezrobotnych beneficjentów 500+. Niewielu ludzi lubię, jeszcze mniej kocham. I bardzo jest mi z tym dobrze, resztę po prostu akceptuję, że jest. Nie znam się z sąsiadami i jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno. Widzę ich i słyszę, nie przeszkadzają mi, ale nie muszą mnie lubić. Już nie muszą. Tak naprawdę to uwielbiam, nadzwyczajnie uwielbiam spędzać czas z moją mikrą rodziną, siedząc w naszym domowym mikroświecie. Nie lubię opuszczać mojej strefy komfortu, nie cierpię daleko podróżować, bo i tak już od pierwszego dnia czekam tylko, kiedy w końcu wrócę.

W nieskończoność mogę tak zmieniać, sprzątać i tworzyć. Po przekroczeniu progu domu odczuwam ulgę, rozluźniam jakieś niewidzialne więzy. 'Młoda jesteś, powinnaś się bawić do rana'. Albo dzieci rodzić. Wolę przestawiać swoje śmieciowe meble, robić nowe makatki, tłuc w kółko te same piosenki i leżeć na dywanie, jak mnie boli głowa. Lubię nie musieć nic. A tak to tylko w moim mikroświecie. 





Jest nowa makatka, która powstała z dwóch dywaników- jeden został bazą, drugi użyczył frędzli, które ręcznie przyszyłam. Całość zawisła na plażowym kijku, przywiązana do niego na supły. 

Zaistniały jeszcze zmiany w ustawieniach. Mężowski narzekał na akwarium przy jego stronie łóżka, więc jak tylko wczoraj udał się do roboty, ja wzięłam się za ostrą demolkę- teraz to szklane monstrum stoi w salonie i czeka na pierwsze wysokie kaktusy. Niestety chromowany stolik musiał zrobić wyjazd, gdyż za dużo tu już tych szklanych tafli, tymczasowo jest zielona skrzynka. Już mi się widzi, jak frontem do tego wszystkiego stoi jakaś mniejsza sofka vintage, ładnie 'zamykając' tą relaksacyjną strefę- póki co jest jeszcze ten mój fioletowy naleśnik, którego rok 2017 jest, mam nadzieję, ostatnim w tej lokalizacji. 

Ot takie mam hobby, że uwielbiam w domu siedzieć, handlować starociami i jeszcze w kółko meble przestawiać. 





Do następnego :-)

CONVERSATION

16 komentarze:

  1. ojjjjj, szkoda tego szpitalniaka i szklaniaka tez, bylo dobrze skomponowane...,to akwarium jest megafajne, ale ogromne i dominujace- wg mnie ten cudny vintage-kacik stracil na uroku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpitalniak stoi w kuchni i też pasuje, akwarium jest przezroczyste więc aż tak wg mnie nie przytłacza, jeszcze wymienię drugą kanapę i będzie gites :-)

      Usuń
  2. Oj, nie myślałam że takie wielkie jest. Jak zapełnisz je kaktusami będzie super. Stolika trochę szkoda jednak. Makata jest cudna,śliczna, boho-skarb po prostu. Ty samotnico jedna, szkoda że nie dasz namówić się na kawę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No będę jeszcze myśleć z tym stolikiem :-)

      Usuń
  3. no a co ze stolikiem??? Hmmmm...♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę kminić, jak mówicie, że szkoda, to będę kombinować. W obecnym stanie jest za duży teraz i za wysoki, ale może jakoś go przerobię ;-)

      Usuń
  4. SWIETNY TEKST!

    OdpowiedzUsuń
  5. Całość prezentuje się naprawdę dobrze, jak z jakiegoś katalogu wnętrzarskiego :) Skrzynka bardzo by mnie irytowała, bo jest za niska, ale pewnie i na to byś coś poradziła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! A mnie jak irytuje, tak na pewno nie zostanie, tylko chwilo brak innego :-)

      Usuń
  6. Powiem Ci, że po przeczytaniu tego tekstu widzę, że łączy nas o wiele więcej niż mi się wydawało :)

    Świetna stylizacja, dywanik wymiata.... siła w prostocie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to piątka, jest nas więcej!
      Dzięki wielkie :-*

      Usuń
  7. Ładnie komponujesz tekst ze zdjęciami, bardzo dobrze widzi się to, o czym piszesz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo dziękuję :-* To wszystko jakoś przypadkiem wychodzi :-)

      Usuń
  8. Ty... ja mam podobnie. Niesamowicie męczą mnie spotkania z ludźmi z którymi nie mam wspólnych tematów. Najgorsze są dla mnie wesela... męczarnia na maksa no i na oczepiny mam ochotę schować się do kibelka :D

    OdpowiedzUsuń

Instagram