Polne frykasy, dzikie umizgi i nowy łapacz.


Świąteczne obżarstwo i domowe lenistwo spowodowały u mnie umysłowe spustoszenie, nie umiem porządnie zdania sklecić, co dopiero rozpisać się z czymś ciekawym. No trudno, może i będzie trochę nudno, ale nie potrafię się skupić, nie ogarniam niczego, nie mogę się zabrać za robotę. Za długie weekendy to jednak zuo, za duży reset sieje zgubę. Mam wrażenie, że moja głowa przypomina teraz pustynię w stanie Nevada, gdzie tylko przewalają się te suche kulki i nie pamiętam już żadnych haseł.

Zanim jednak usunęły mi się wszystkie dane, wpadłam na jeden taki męczący i głupi pomysł. Bo gdy wszyscy normalni ludzie szli w sobotę z koszykami święcić swoje jajka, tylko my ze starym byliśmy w stanie ciągnąć z pola do domu... metrowe akwarium (dokładnie metr dwadzieścia, jak się potem okazało). Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, już nad tym nie panuję i dałam sobie spokój z jakimkolwiek powstrzymywaniem się, za to wprawiłam się niesamowicie w czynieniu dzikich umizgów do mężowskiego, co by godził się na moje wybryki i pomagał dźwigać. Bo te cholerstwo z grubego szkła waży chyba z tonę, w dodatku było niemiłosiernie brudne. Ale co tam, zamiast piec wielkanocne pasztety, szorowaliśmy cały dzień mój polny frykas ciśnieniową myjką. A, no i jeszcze pomalowaliśmy ściankę przy łóżku na cytrynowo, gdyż poprzednia niebieska źle wyglądała zza szyby. Nie, ja się nigdy nie zmienię, to się nie skończy.

Zapytacie, po co mi to. Zasadniczo to mam zamiar uczynić w nim domową kaktusiarnię, coś w tylu takiej szklarni. Dobrze by było docelowo umieścić ją na jakimś niedużym podwyższeniu i oczywiście wypełnić dorodnymi kaktusami, póki co wygląda to trochę biednie, no ale wszystko z czasem. Najważniejsze, że dociągnęliśmy je do domu i nie umarliśmy przy tym, i że wcisnęłam je gdzieś indziej niż już tylko sobie na głowę.

Co jeszcze u mnie słychać? Ano podjęłam to ryzyko i skleciłam sobie nowy 'łapacz'. Tym razem zabawiłam się z wełną czesankową, która mnie długo intrygowała, i której nie polecam do niczego innego, jak tylko do takich wiszących ozdób. Serio, w życiu nie chciałabym z tego koca czy poduszki, choć jest na to spory szał. To obłazi, kulkuje się, wszystko się do tego czepia. Myślę, że te popularne pledy o wielkim splocie mogą dobrze wyglądać tylko tuż po zrobieniu, a już strach pomyśleć, co to się z nimi po praniu dzieje (może Wy macie z tym jakieś inne doświadczenia). Niemniej jednak powiesiłam sobie mój skromny wymysł i wygląda fajnie, o ile rzecz jasna nikt w tym nie będzie już więcej gmerał. 

Cała rzecz polega na zakupie jednej paczki wełny w dowolnym kolorze, którą zawiązujemy wedle uznania na kółku lub patyczku (ja sobie zrobiłam kółko z wieszaczkiem z miedzianego drutu). Co ja się będę w sploty czy hafty bawić, jak nie umiem. Starcza mi motyw ze zwykłym wiązaniem, też zacnie pasuje. W środek dodałam jeszcze sztuczne pawie pióro i tym samym dopieściłam ścianę za skórzanką. I tyle, ścienne zmiany poczynione.










Do następnego!

8 komentarzy:

  1. Nudno wcale nie było, a wręcz ciekawie- chodzi mi o tekst, bo zdjęcia jak zwykle udane i takie kolorowe. Rzeczywiście akwarium trochę biednie wygląda, ale widzę w nim potencjał i już nie mogę się doczekać kolejnej jego odsłony w Twoim wydaniu. Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że jednak coś skleciłam :-P Będzie kaktusiarnia, tylko drogie to cholerstwo i muszę mieć więcej czasu na zbiórkę :-) pozdrawiam!

      Usuń
  2. Taka domowa szklarnia jest moim marzeniem! A kaktusy... cóż, jedyne rośliny, które u mnie przeżywają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co TY, serio?? Myślałam, że tylko ja mam takie plany :-) <3
      Kaktusy są dość wdzięczne w uprawie, choć w moim zielarskim życiu udało się uśmiercić akurat ich najwięcej :-D

      Usuń
  3. Wykorzystanie akwarium na rośliny jest świetnym pomysłem - zwłaszcza kaktusy. ;)

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com