Sobotnia agenda koszulowa.


Dobrze mieć czasem małżonka na stanie, naprawdę, chociaż jednego. Mimo iż do szewskiej pasji doprowadzają mnie zwinięte w kulki skarpetki i wszechobecny zapach keczupu, to jednak wciąż znajduję więcej plusów. A to półkę przywierci, a to kilogramowe śmieci wyniesie. Choć feministki uparcie walczą o samowystarczalność, a w sex shopach dostać można zabawki do złudzenia przypominające naturalne instrumenta, ja tam wolę tradycyjny podział ról i faceta za kierownicą.

Nie ma bowiem nic lepszego, niż opuszczona na całą sobotę męska szafa. Stary zupełnie nie wiedział, co czyni, pisząc się dzisiaj na dzień pracujący. Bo ja częściej zaglądam do jego garderoby niźli swojej szafy, co rusz wynajdując jakieś perełki, co to mu je zresztą sama kiedyś pokupowałam. Odkąd skończyłam trzydzieści lat i zmuszona zostałam do akceptacji własnego ciała w zupełnie nowej postaci, pokochałam wszelkie oversize'y jeszcze bardziej, lubując się na maksa w tombojowej stylistyce. Za duże jeansy i wielkie swetrzyska zagościły u mnie na dobre, ustępując miejsca kilku obcasom i paru pastelowym, zwiewnym kieckom. 

Ostatnimi dniami zamarzyłam sobie drobną, biało- czerwoną kratkę, niczym ze stolika osiedlowej pizzerii, co to ją z Włochami skojarzyła. I tak szwędałam się kilka dni, poszukując takowej, gdy nagle, jakoś tak w środę, trafiłam na nią w garderobie małża. No skubana, idealna. Kiedy jednak rozpoczęłam przy kolacji taktowne napomknięcia, że "w ogóle to wieśniacka jest i nie noś jej kochany już nigdy więcej", usłyszałam, że będzie w szafie wisieć i koniec, bo stary ją lubi, dobrze mu w czerwonym i kropka. Plan samodzielnie ustaliłam taki: i tak ją oczywiście wezmę, a staremu kupię podobną, w końcu i tak to ja go głównie ubieram, więc spoko loko, luz i spontan. Nowa sztuka zamówiona została natychmiastowo i agenda na sobotę była taka, że zanim małżonek powróci z polowania, ja mu koszule podmienię i będzie gitara, wszyscy radośni i zadowoleni. No i co? No i fakap, nowa nie przyszła, a ja już sobie nogaweczki w spodniach zrobiłam. 








I jeszcze na pasek starczyło :-D 

Do następnego!
PS. Jeśli nie odezwę się do wtorku, znaczy się po mnie.

12 komentarzy:

  1. Odwaznie, aczkolwiek ja bym się na takie coś nie odważyła. Nie każdy dobrze może wyglądać w tym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chodzę :-) Bo ja wiem, czy takie odważne? :-)

      Usuń
  2. I pantofle świetne! Skąd?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty to szalona jesteś :D Z każdym nowym pomysłem przechodzisz samą siebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytalam i od razu mi sie optymistyczniej zrobilo♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd ten szary przetarty dywan? No takiego potrzebuje 😉

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com