Ziggy planters i żałobne etapy.


Odejścia wielkich z tego padołu zawsze powodują u mnie emocjonalny rozstrój. Przeżywam bardzo, co najmniej jakbyśmy się dobrze znali. Muszę przejść żałobny etap, choć wielu nigdy nawet na żywo nie widziałam. A jednak towarzyszyli mi w życiu, dotrzymywali towarzystwa w chwilach cudownych i beznadziejnych, niektórzy trwali przy mnie naprawdę bardzo długie lata. A potem to uczucie, kiedy już wiesz, że nigdy więcej na nowo nie przemówią. 

Wtedy pozostaje już tylko ta twórczość, którą znasz na pamięć i jesteś w stanie wyrecytować ją od tyłu o drugiej w nocy. Możesz jeszcze nosić t-shirty, robić tatuaże, kolekcjonować plakaty. Możesz jeszcze namalować sobie pisakami do tkanin charakterystyczne elementy stylu i mieć nowe doniczki na kaktusy. Możesz wspominać i próbować zrozumieć, dlaczego. Ale i tak nieuchronnie zbliży się do głowy myśl, że pewien ważny w Twoim życiu etap już się skończył i nie wróci. I jesteś im wdzięczna za to, że pomogli Ci przejść przez tak wiele, będąc tak naprawdę trzy miliony kilometrów od Ciebie. Dziękujesz, że dali Ci te ciary, że dodali otuchy i wiary albo że zdołowali na maksa, dzięki czemu w końcu wypłynęło z Ciebie to morze słonych, bolesnych łez. Jesteś jak aktor, który już nigdy nie zagra u ukochanego reżysera, choć Natalia Siwiec jeszcze marzy o zagraniu u Kubricka. Jesteś jednym z miliona fanów, który nie kupi już nowej płyty.

Mam w swojej głowie piosenki, które były mi bliższe niż niejeden członek najbliższej rodziny. Uśmiecham się na ich wspomnienie, na wspomnienie innych wolę sobie nawet nie przypominać, co wtedy było. Dały mi siłę, gdy pojechałam sama do Niemiec na dwa miesiące bez grosza przy duszy i nie czułam się samotna, pocieszały, gdy pokłóciłam się z chłopakiem. Motyle w brzuchu, jakieś szkolne głupoty, sprawy wagi życiowej, rodzinne wieczory- zawsze, zawsze z nimi w tle. Słuchawki w uszach jako nieodłączny atrybut, playlisty do sprzątania, do jarania i do kochania. I jeszcze jest ta przerażająca pustka z tyłu głowy, że jak ostatni odejdą, to co wtedy. Tak wielu chciałabym jeszcze spotkać, a boję się, że nie zdążę. Gdy odejdzie Plant, to już na pewno skończy się świat. 









Do następnego :-)

4 komentarze

  1. Ależ to fajne!

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie podobnie...Pamiętam jak mój "M" przeżywał odejście MJ (serio ludzie wiedząc jakim jest jego fanem dzwonili do niego z wyrazami współczucia). Mnie tez się robi smutno jak odchodzi kolejna osoba na której "się wychowałam".... i tak zrobiło mi sie przykro jak usłyszałam o Marii Czubaszek czy Georgu Michaelu, którego płytę "Older" oboje z moim misiem uwielbiamy. Więc mogę się domyślać co czujesz... A foty piękne, uwielbiam Twoje mieszkanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż też przeżywał MJ, a 'Older' kocham, to jeden z najlepszych albumów, jakie w ogóle słyszałam, z tytułową piosenką na czele <3 Dzięki bardzo :-)

      Usuń