Sensacje ubiegłego miesiąca- kwiecień.


Są takie rzeczy, którymi człowiek jara się cały miesiąc: wciąga nocami jeden serial, wciąż wertuje tą samą gazetę albo dusi jeden krem. Na szerokim spektrum konsumpcyjnych wartości osobiście plasuję się gdzieś na końcu- siedzę sobie w kącie ukryta niczym rodzinna niechluba, nie dotykają mnie bowiem zbytnio nowe kolekcje czy hiperwyprzedaże. Zdarza mi się jednak ulegać jakimś większym trendom, a i lubię sobie co miesiąc zapodać trochę luksusu- kupić alwaysy zamiast nieklejącej się belli, czy w każdą część ciała wmasować inne masło.

Kwiecień- plecień, u mnie też poprzeplatał- raz byłam przy forsie, raz wcale, niemniej jednak miesiąc ten zaobfitował w pewne sensacje, które mną przyjemnie targnęły i którymi chciałam się z Wami podzielić. Jest to zespół różności niczym członkowie Kelly Family- każde jakby z innej matki, lecz zdecydowanie o wspólnym mianowniku.

1. WIETRZNE POLE. 



Myślałam, że po Kwiaty i Miut nic mnie już w kwestii aranżacji pąków nie zachwyci, a tu proszę- pojawiły się dwie zdolne panie z Katowic. Dziewczyny prowadzą pracownię florystyczną i robią tak boskie kompozycje, że mogłabym nawet chajtnąć się ze starym po raz drugi. Bardzo chciałabym zrobić sobie wycieczkę po gdańskich kwiaciarniach i pokazać im TEN INSTAGRAM, podrasowując mój performens okrzykami: 'Helllooooł! Jednak można mieć coś więcej niż czerwone gerbery!!!!'. Przystrajają też sale i dekorują stoły, brawo Katowice, macie mega miejsce. Polecam!

2. GIRLBOSS. 



Serial na Neftlix, który- uwaga- obejrzałam cały dwa razy pod rząd. Ja nie wiem, chyba czuję głód czegoś dla współczesnych internetowych twórców, w końcu ileż można oglądać podstarzałych mafiosów albo dziwnych dzieciaków wchodzących w drzewa. Dajcie coś kurna o życiu, jak się robi hajs, co można robić w Internetach i zbić fortunę bez pleców, za to z twardym tyłkiem. Serial jest luźną interpretacją książki 'Girlboss' (pol. 'Szefowa'), którą napisała Sophia Amoruso, założycielka portalu Nasty Gal. Zaczynała od handlowania ciuchami z lat 70- tych na ebay' u, a skończyła jako milionerka i właścicielka ogromnej firmy. Wkrótce otwiera pierwsze sklepy stacjonarne i wydaje drugą książkę 'Nasty Galaxy', do której wstęp napisała sama Courtney Love. Fajny, lekki, zabawny serial, są bluzgi i dragi, a główna bohaterka czasem mnie wkurza, ale to zapewne dlatego, że mamy wiele wspólnego. 

3. RÓŻANA SERIA OD BARWY. 



Obłęd! Jak nie przepadam za różanym zapachem, tak ten jest fantastyczny- świeży, lekki. Posiadam mydło w kostce oraz masło do ciała, które po rozsmarowaniu daje uczucie musu- świetna i nieklejąca konsystencja. W kwietniu obmywałam swe krągłości jeszcze różanym olejkiem pod prysznic, niestety już go wykończyłam (nie znam umiaru w stosowaniu produktów pod prysznic). Różany zapach pochodzi z serii Barwy Harmonii, do kupienia TUTAJ

4.  NOWA KSIĄŻKA JUSTINY BLAKENEY. 


Ależ się nie mogę doczekać! Choć oficjalnie książka ukaże się dopiero w październiku, to już w kwietniu poczyniłam zakup (w okazyjnej cenie). Dla wszystkich fanów nowoczesnego boho pozycja obowiązkowa, a dla miłośników 'The New Bohemians' to już w ogóle- nie sądziłam, że będę do tej książki wracać tak często, jest naprawdę genialnym źródłem inspiracji. Oglądam Justinę na wszystkich jej kanałach social media i jestem ogromnie ciekawa, co też poczyniła tym razem (mam nadzieję, że pokaże swoją nową łazienkę). Pre-order na Amazonie TUTAJ

5. SZTUCZNY LIŚĆ MONSTERY Z IKEI. 



Zawsze sobie wyobrażałam, że jak już będę miała swoją monsterę, to sobie będę ucinać jej liście i wstawiać do wazonu- no fucking way, to się nie wydarzy. W dodatku sam liść w wodzie szybko żółknie i po kilku tygodniach jest do wyrzucenia. I tu z pomocą przyszła poczciwa Ikea, wydając na świat sztuczny liść monstery na giętym drucie za 20 zł. Bo w sumie dlaczego by nie, nie mam nic przeciwko sztucznym kwiatom, o ile wykorzystane są w fajny sposób i dobrze wykonane. Liść przycięłam obcęgami, wygięłam i włożyłam do szklanego wazonu z niewielką ilością wody, by wyglądał bardziej naturalnie. Myślę, że jakby dodać do tego kilka świeżych pąków, nikt by się nie zczaił. 

***

To tyle z podsumowania miesiąca, powrócę z tym tematem na początku czerwca. 

Do następnego! 

10 komentarzy:

  1. Ten liść dodaje uroku zdjęciom :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha ha.... zrozumiałam tylko o Justinie i o liściu monstery. Co do Justine to mam podobnie jak ty fioła na jej punkcie i fajnie, że wyda coś na papierze. Do liścia ikeowej monstery już się przymierzałam jak się tylko pokazał. Jeden w sensie ilości wydał mi się zbyt marny, na trzy szkoda było mi kasy. W końcu kupiłam jakieś inne sztuczności (coś jak sztuczny czosnek czy cebula - kwiat).
    Ja rżnę liście monstery bo mam ich kilka, dwa z nich stały tak długo w wodzie, że puściły korzenie, ale któreś z moich zwierząt pies lub kot połamał te liście i wywaliłam. I tak mam ze cztery w doniczkach ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że w sensie czego nie zrozumiałaś?? Bo teraz to ja nie skumałam :-0
      Te liście są ogromne, trzy chyba zasłoniłyby cały stół!

      Usuń
    2. Dużo słowa pisanego i to mnie czasem odstrasza :-p, i nie to, że nie lubię czytać, tylko nie lubię czytać na ekranie kompa ;-)

      Fakt, że te liście są duże tu masz rację, tylko ja jestem pazur i raczej rzadko udaje mi się zadowolić jedną sztuką, dlatego pomyślałam o trzech co by je wywalić w dużym szklanym słoju w witrynie mojej artystycznej pracowni... ha ha ha...

      Usuń
    3. Aaaa! No dla mnie blog to przede wszystkim artykuły, same foty to raczej instagram chyba.
      No ogromniaste, ale w witrynie to mogłyby zrobić furorę :-)

      Usuń
  4. Fajne rzeczy polecasz, mam ochotę zwłaszcza na boho książkę i kosmetyki różane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Co miesiąc coś tam będę rekomendować (niczym ten fizjoterapeuta od magnezu). Buźka :-*

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com