Dywagacje natury balkonowej (i lampiony z puszek).


Niedawno wspominałam, jak bardzo brakowało mi balkonu we wcześniejszych mieszkaniowych lokalizacjach. Najpierw mieszkaliśmy na niskim parterze, w bloku z lat 80-tych, gdzie nie słyszano jeszcze o tarasach i ogródkach. Potem przyszła pora na tą nieszczęsną kamienicę, gdzie dwanaście lat śniłam o własnym balkonie (najlepiej z mojego pokoju, żeby mieć gdzie sączyć zimnego browarka). W Gdańsku z kolei wynajmowaliśmy parter z tarasem, który stał się z czasem kiepownią i sceną ze znudzoną widownią nad nami. Tak naprawdę to balkon mam dopiero teraz. 

Dla niektórych żaden szczyt luksusu, dla mnie coś przewspaniałego. Nie ma nic lepszego niż suszara na balkonie, mówię Wam. Proste, acz genialne przedłużenie livingu, nasze okna bowiem są dwuskrzydłowe, więc ściana po prostu znika. Makaron z truskawkami w domu, a makaron z truskawkami na balkonie- ha, no przyznajcie, że jest różnica! 

Jakkolwiek szczęśliwa jestem, że mam w końcu ten swój balkon, tak jego urządzanie jest dla mnie jakoś problematyczne. Balkon ma powierzchnię 6,5 m2, więc nie najgorzej, jest prawie kwadratowy, jest też częściowo zadaszony- w zasadzie bezproblemowy układ do dekoracyjnego szaleństwa. A jednak specjalnie jakoś nie szaleję. Dlaczego? Po pierwsze, szkoda mi kasy. Już raz poszalałam z roślinami, żadne nie przetrwały coraz bardziej kapryśnego polskiego lata. Po drugie, próbowałam układać na gresie marketowe płytki z drewna- tragedia. Mnóstwo pod tym syfu, piachu i zdechłych komarów, ani tego umyć, ani odkurzyć. Zostaje więc gres, który sobie chwalę za łatwość w utrzymaniu czystości, odporność na słońce i też za zachowywanie zimnej powierzchni podczas upałów (Frania się chłodzi). Jakoś z malowaniem poszaleć też nie mogę, bo wspólnota, wiadomo. Reasumując, jeśli chodzi o dopieszczanie upragnionego balkonu, o dziwo poszłam w rozwiązania praktyczne, najprostsze i najtańsze. 

Naszym stolikiem jest stary drewniany stołek, siedziska to zwykłe skrzynki i poduchy. Nie bawię się również w nadmierne i drogie dekoracje, by za chwilę nie zbierać ich z trawnika- tym razem poszłam w DIY i zrobiłam sobie lampiony z małych puszek po groszku. Wystarczy je umyć i zrobić dziurki metodą gwóźdź + młotek, na koniec pomalować farbą w spray'u do metalu i zawiesić (ja użyłam miedzianego drutu). Niewymyślny to może dekor, ale tak naprawdę mogłabym tam siedzieć i bez niczego. 










 
Ciekawa jestem, jak to u Was wygląda na balkonie, może właśnie tam dajecie upust dekoratorskiej fantazji?

Na koniec jeszcze chciałam Wam powiedzieć o akcji, jaka trwa na profilu instagramowym marki PERFECT HOUSE
Zostałam ambasadorką konkursu 'Twój sposób na dom jak w bajce', w którym do wygrania są zestawy kosmetyków do wnętrz Perfect House (wszystkie produkty znajdziecie tutaj ), których notabene sama używam i szczerze polecam.

Nie bez powodu zwą się 'kosmetykami'- pachną naprawdę przyjemnie (nie chemicznie), są delikatne dla skóry, a przy tym naprawdę skuteczne. 
Warunki konkursu oraz przewidziane nagrody znajdziecie tutaj.
Gorąco Was zachęcam do wzięcia udziału! 

Dobrego weekendu i do następnego :-)

10 komentarze

  1. Zahaczając o poprzedni twój post, to ja całe życie mieszkam w kamienicach i przyzwyczaiłam się do niedogodności. Wydaje mi się, że mogłabym mieszkać gdziekolwiek, nie zanosi się jednak na przeprowadzkę Fakt, balkon by się przydał. Na moim wymarzonym balkonie byłoby wygodne siedzisko- leżysko i sporo zieleni. Może nawet pomidorki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmmm, też myślałam o pomidorkach, ale mam za mało słońca :-/

      Usuń
  2. Proste, a jakie ładne! Teraz mam taras z wyjściem na ogród. Ogród dopiero teraz zaczynamy urządzać. w planach jest częściowe zadaszenie tarasu i jego obudowa, wtedy tez będe mogła szaleć bardziej. Póki co kwiatki, ale tez dopiero teraz, bo ostatnie 5 tyg. a w zasadzie więcej miałam wycięte z życiorysu. Marzą mi się tez typowo polne kwiaty w moim ogrodzie i w przyszłym roku je zasieje...zresztą marzy mi się ogród inny niż wszystkie, taka prawda...Zobaczymy co nam z tego wyjdzie...z moim psem...eh...ale i tak uwielbiam tego szkodnika..A Ty ucałuj Franię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Lubię takie dzikie ogrody, tajemnicze, stare drzewka. Ucałuję Franię, mój czort też pewnie rozryłby mi wszystkie grządki :-D

      Usuń
  3. Nigdy nie pomyślałabym o stworzeniu lampionów ze zwykłych puszek! Podziwiam kreatywność i chyba sama zacznę działać w tym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lampiony już takie wykonywałam, i wiem, że świetnie się prezentują nocną porą :) Co do balkonu, teraz w tym eM nie posiadamy, nie wydaje się być konieczny, ale gdyby było to mieszkanie "na zawsze" chyba by mi go brakowało :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nastrojowe miłe światło :-) pozdrawiam!

      Usuń
  5. Z balkonem w mieście to bywa kłopot. Wszystko zależy od tego jak jest umiejscowiony. Ja mam od ulicy, niezbyt ruchliwej więc spoko, ale od roku zaczęło się zbierać nieopodal towarzystwo i przebywanie na nim stało się nieznośne. Traktuję go więc jako zbędną powierzchnię do sprzątania. Mam strych na wieszania prania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie niefajnie, ale towarzystwo może zbierać się i pod oknem - miałam tak w kamienicy, nawet balkon nie był potrzebny ;-)

      Usuń